Obserwatorzy

Sprawdź!

Akcesoria do makijażu - sprawdź opinie

czwartek, 16 maja 2019

PediMask z olejkiem makadamia - Scholl

Zarówno na blogu jak i na instagramie często wspominam, że bardzo lubię pielęgnację dłoni i stóp w postaci rękawiczek czy skarpetek. Od zawsze mam problem z regularnością stosowania kremów w te okolice, dlatego tego typu maski ratują mi życie. Sięgam po nie wtedy, kiedy widzę że moja skóra potrzebuje nawilżenia i odżywienia, a jednorazowe zastosowanie kremu niewiele pomoże. Ostatnio podczas zakupów w Rossmannie do koszyka wpadł mi produkt marki Scholl, a dokładnie Nawilżająca maska PediMask z olejkiem makadamia. Zużyłam ją właściwie tego samego dnia co kupiłam, a efekty były na tyle zadowalające, że postanowiłam napisać o niej więcej, jeśli jesteście ciekawi to zapraszam na dalszą część wpisu.


Skarpetki umieszczone są w saszetce o ładnej szacie graficznej, która rzuca się w oczy z półki. Utrzymana jest w niebiesko żółtej kolorystyce, jak większość produktów tej marki. Na opakowaniu umieszczone są najważniejsze informacje, czyli zapewnienia producenta, sposób użycia i skład. Opakowanie zajmuje mało miejsca, także można ją sobie kupić i użyć w razie potrzeby.

W saszetce znajdują się para foliowych skarpetek, które w środku mają materiał nasączony substancją nawilżającą. Ich użycie jest bardzo łatwe, wystarczy rozciąć lub rozerwać górną część skarpetek, włożyć w nie stopy i zabezpieczyć za pomocą naklejki. Noszę rozmiar 39/40 i jak dla mnie są idealne. Producent zaleca zdjęcie maski po 20 minutach, mi podczas zabiegu się trochę przysnęło i trzymałam je zdecydowanie dłużej, około 2h, ale nie wpłynęło to negatywnie na działanie.


Po tym czasie w skarpetkach nadal było sporo esencji, wyjęłam z nich stopy, wmasowałam pozostałości substancji nawilżającej i poszłam dalej spać. Rano przeżyłam szok, oczywiście pozytywny. Maska bardzo dobrze nawilżyła i odżywiła moje stopy, stały się miękkie i delikatne w dotyku. Co najważniejsze efekt ten nie zniknął po pierwszym myciu, a utrzymuje się o wiele dłużej. Wiadomo jednak, że przy bardzo suchej skórze na stopach, kiedy pojawiają się już zgrubienia i pęknięcia, sama maska za dużo nie pomoże, warto pomyśleć o niej wcześniej. 


Z efektów jestem zadowolona i chętnie do niej wrócę za jakiś czas, bo jest to jedna z lepszych masek do stóp jakie miałam. W regularnej cenie kosztuje około 17 zł, ale na promocji można ją kupić już za 10-11 zł. Wiem, że za tą cenę można kupić krem do stóp, który wystarcza na wiele aplikacji, jednak ja bardzo lubię takie maski i będę dalej po nie sięgać.


Lubicie produkty marki Scholl?

wtorek, 14 maja 2019

"Bananowe awokado" - Fitokosmetik

Czytając tytuł wpisu pewnie pomyśleliście o czymś do jedzenia, prawda? Jednak nie tym razem, chociaż trzeba przyznać, że produkt o którym będzie ten wpis wygląda smakowicie, a pachnie jeszcze lepiej. O czym mowa? A no o Błyskawicznie nawilżającej masce do włosów "Bananowe awokado" z Fitokosmetik. Kupiłam ją kilka miesięcy temu w Tesco dosłownie za kilka złotych, ale zanim trafiła do łazienki z zapasów to trochę czasu minęło. Czy się polubiliśmy? Tak, chociaż nie do końca, ale o tym w dalszej części wpisu.


Maska umieszczona jest w plastikowym jakby pucharku do lodów na króciutkiej nóżce, który przykryty jest wieczkiem. Pojemność 220 ml, czyli wcale nie tak mało, jak początkowo mi się wydawało. Opakowanie jest wygodne w użytkowaniu, łatwo się otwiera, nabiera zawartość i zamyka. Nie trzeba się martwić, że produkt się marnuje, ponieważ możemy go wydobyć do samego końca. Maska dodatkowo posiada kartonik na którym znajduje się naklejka z polskimi informacjami na temat kosmetyku, sposobem użycia. Na opakowaniu znaleźć można również skład. Szata graficzna ładna, w oko od razu wpadł mi banan i awokado, a kiedy zobaczyłam jak maska wygląda w środku już wiedziałam, że musi być moja. 


Maska w opakowaniu wygląda jak deser, który pachnie cudownie, słodki banan z dodatkiem awokado, aż chciałoby się zjeść! Ma ona gęstą konsystencje, którą przed nałożeniem na włosy warto trochę rozgrzać w dłoniach. Jak zobaczycie na zdjęciu poniżej ma ona dwa kolory, żółty i zielony, po zmieszaniu uzyskujemy taki zielononiebieski odcień. Początkowo mi się to podobało, po kilku użyciach doszłam do wniosku, że lepiej gdyby była jednak biała. Ale o tym za chwilę...


Maskę stosuję zazwyczaj co drugie/trzecie mycie w zależności od potrzeb i ilości czasu. Nakładam ją w niewielkiej ilości i zostawiam na jakieś 10-15 minut po czym dokładnie spłukuję ciepłą wodą. Zawsze w recenzjach masek czy odżywek piszę, że nigdy ich sobie nie żałuję, w tym przypadku trzeba jednak uważać, ponieważ kiedy nałoży się jej za dużo, niestety obciąża włosy i już na drugi dzień wymagają mycia. Produkt bardzo dobrze nawilża i wygładza. Włosy stają się miękkie, delikatne w dotyku, końcówki wyglądają o wiele lepiej, chociaż wiadomo że jeśli są już rozdwojone to nic tego nie uratuje, chyba że nożyczki. Maska ułatwia rozczesywanie, szczotka sunie po pasmach bez problemu. 
Wszystko fajnie, jednak nie polecam jej dla blondynek, no chyba że chcecie mieć zielonkawy odcień włosów. Na początku nie zwracałam na to uwagi, ale pewnego dnia po nałożeniu maski związałam włosy beżową gumką, po jej zdjęciu okazało się że zmieniła kolor. Miałam nadzieję, że to się wypłucze, ale niestety nie. Moim ciemnym włosom krzywdy nie robi, ale w przypadku jaśniejszych może, więc raczej ich posiadaczki powinny ją omijać.


Wydajność świetna, ale tak jak pisałam wcześniej, trzeba nakładać ją oszczędnie. Spokojnie wystarcza na jakieś 10 aplikacji, a przy pojemności 220 ml i moich długich włosach ten wynik jest naprawdę bardzo dobry. Koszt maski to około 8-10 zł, w promocji jeszcze taniej. Swój egzemplarz zakupiłam w Tesco, ale można kupić ją również w sklepach internetowych,


Znacie kosmetyki Fitokosmetik?

niedziela, 12 maja 2019

Delia Dermo system - Woda micelarna

Ten tydzień nie był dla mnie łatwym czasem, niby do matury starałam się podchodzić bez wielkich nerwów, a jednak pojawiły się one i stres spowodował, że jestem wyczerpana. Dzisiejsza pogoda zresztą nie pomaga, najchętniej cały dzisiejszy dzień spędziłabym w łóżku, niestety nie mogę sobie na to pozwolić. Myślę, że teraz już wszystko wróci do normy i wpisy będą się pojawiać regularnie, czyli codziennie, tym bardziej że mam małe zaległości, które muszę nadrobić.
Nie będę jednak przedłużać zbędnym marudzeniem, przejdźmy do tematu wpisu, czyli recenzji wody micelarnej z Delia Cosmetics.


Woda micelarna umieszczona jest w plastikowej, bezbarwnej buteleczce o pojemności 200 ml. Łatwo można dostrzec ile produktu znajduje się jeszcze w środku. Opakowanie posiada zamknięcie typu flip top. bez problemu można je otworzyć bez obawy o paznokcie. Jest ono na tyle szczelne, że spokojnie można zabrać wodę w podróż, nie otworzy się samo i nie zaleje bagażu/walizki. Szata graficzna skromna, czytelna, produkt ładnie się prezentuje. Na butelce umieszczone są wszystkie potrzebne informacje, czyli zapewnienia producenta, sposób użycia oraz skład.


Jak na wodę przystało ma ona płynną, przeźroczystą konsystencje. Każdy się pewnie tego spodziewał i niczym Was nie zaskoczyłam w tym temacie. 
Zapach przyjemny, świeży, nie jest on jednak nachalny. Wyczuwalny jest w opakowaniu oraz chwilę po wylaniu na wacik, później się ulatnia. Myślę, że nie powinien on nikomu przeszkadzać. 


Po wodę micelarną sięgam zarówno rano jak i wieczorem, w obu przypadkach jestem zadowolona z działania. O poranku świetnie odświeża skórę oraz usuwa z niej nocne zanieczyszczenia i pozostałości kosmetyków pielęgnacyjnych. Wieczorem dobrze radzi sobie z demakijażem. Woda bez problemu rozpuszcza podkład, puder, cienie do powiek czy nawet tusz do rzęs. Co prawda w przypadku kilku warstw trzeba dać mu chwilę na dokładne usunięcie, ale rzęsy są czyściutkie i nie zostają na nich żadne pozostałości mascary. Płyn nie podrażnia, ani nie wysusza skóry. Nie szczypie również w oczy, no chyba że wacik który przykładamy do powieki jest bardzo mokry i sporo dostanie się na gałkę oczną, wtedy delikatnie piecze. Zdarzyło mi się to raz, przy kolejnym użyciu nalałam na płatek mniejszą ilość wody i problem się nie powtórzył.


Wydajność standardowa jak dla mnie. Woda wystarczyła mi na około 3 tygodnie regularnego stosowania. Myślę, że wynik ten nie jest zły, tym bardziej, że butelka ma pojemność tylko 200ml. 
Jej koszt to około 10 zł, w promocji można ją dostać taniej. Cena moim zdaniem korzystna, warto ją wypróbować.


Lubicie kosmetyki Delia?

czwartek, 9 maja 2019

GLOW Glycolic Boost - Pixi Beauty

W nowościach kwietnia pokazywałam Wam cudowną paczkę od Pixi w której znalazłam między innymi maski w płacie GLOW Glycolic Boost. Jak doskonale wiecie jestem fanką wszelkiego rodzaju maseczek, a te na tkaninie uwielbiam, dlatego też one poszły na pierwszy ogień. Jak wrażenia? O tym przeczytacie w dalszej części wpisu.


Maseczka Glow Glycolic Boost zawiera koncentrat surowicy kwasu glikolowego oraz ziołowe ekstrakty, które mają pomóc w utrzymaniu zdrowia skóry. Ma ona działanie rozjaśniające, rozświetlające.

Stosowanie jest bardzo łatwe, standardowe do masek w płachcie. Należy nałożyć ją na oczyszczoną skórę twarzy, pozostawić na 10-15 minut. Po zdjęciu pozostałości serum trzeba delikatnie wklepać w buźkę. Dla lepszych efektów odświeżenia i odprężenia producent zaleca przechowywanie jej w lodówce.


Maseczka standardowo umieszczona jest w saszetce, która jest dość spora. Znajdziemy na niej informacje na temat produktu oraz skład, ale tylko w języku angielskim. Myślę, że w dzisiejszych czasach nie jest to problemem, ponieważ jeśli nie znamy języka obcego to zawsze możemy skorzystać z internetu i znaleźć tłumaczenie.
Materiał maski jest cienki, dobrze wycięty, więc odpowiednio dopasowuje się do twarzy. Maska jest mocno nasączona esencją, sporo też zostaje jej w opakowaniu, co możemy wykorzystać sobie później. Najlepiej jednak przelać ją sobie do jakiegoś małego pojemniczka, ponieważ z saszetki może się rozlać. Materiał nie zsuwa się nawet podczas chodzenia, także nie trzeba w niej leżeć.


Tak jak zaleca producent, maseczkę przed użyciem wkładam do lodówki na kilka godzin. Po nałożeniu na twarz pojawia się cudowne uczucie chłodzenia, które działa odprężająco. Ja sobie trochę przedłużam czas jej trzymania do około 20-25 min, podczas zdejmowania nadal jest wilgotna, a na skórze zostaje sporo serum, które na szczęście szybko się wchłania. Po zastosowaniu maseczki skóra jest jak nowa, delikatnie rozjaśniona, nawilżona i odżywiona. Świetnie sprawdza się, kiedy zastosujemy ją przed nałożeniem makijażu. Dobrze przygotowuje cerę, kosmetyki kolorowe wyglądają na niej idealnie.
Maseczka sprzedawana jest w opakowaniach po 3 sztuki i za taki zestaw trzeba zapłacić £10, jednak myślę że naprawdę warto! Nie są one dostępne jeszcze w polskiej Sephorze, ale mam nadzieję, że pojawią się za jakiś czas.


Znacie kosmetyki Pixi?

wtorek, 7 maja 2019

Co nowego w Rossmannie? - Czerwiec 2019

Cześć i czołem! 
U mnie aktualnie czas maturalnych zmagań przez co w tym tygodniu niestety nie będzie codziennie wpisów, bo wiadomo ostatnie powtórki same się nie zrobią. Na Instagramie obiecałam Wam wpis o tym na co warto zwrócić uwagę w promocji 2+2 na pielęgnacje twarzy w Rossmannie i on się pojawi, na pewno przed jej rozpoczęciem, także spokojnie. Przypominam tylko, że będzie ona trwała od 21 do 31 maja, ale więcej napisze jakoś w przyszłym tygodniu. Dzisiaj postanowiłam skupić się na nowościach jakie pojawią się na półkach w czerwcu i co w szczególności mnie zainteresowało. Warto pamiętać, że w jednym sklepie mogą pojawić się one wcześniej, w innym później, a w niektórych w ogóle ich nie będzie, niestety nie mamy na to wpływu. Dobra, nie przedłużam zbędnym gadaniem, przejdźmy od razu do prezentacji.


Markę Isana uwielbiam i to wiecie doskonale, miałam już ich dwa mydła w piance i były całkiem spoko, teraz na półce pojawi się kolejne, a dokładnie White Blossom. Jestem bardzo ciekawa tego zapachu i na pewno wyląduje w moim koszyku.
Żeli pod prysznic mam zdecydowanie za dużo, ale nie potrafię przejść obojętnie obok nowości. W najbliższym czasie na półce pojawi się marka Imprerial Leather, szczerze mówiąc nigdy wcześniej nie słyszałam o niej, a Wy? Dostępne będą dwie wersje: Let's Flamingle o zapachu liczi i maliny i Cosmic Unicorn. Jestem strasznie ciekawa tych aromatów, bo co jak co ale opakowania mają cudne.
Zostając w temacie żeli pod prysznic, z marki Palmolive wychodzi nowa wersja z olejem kokosowym Feel Loved. Jak wiecie, uwielbiam ten składnik w kosmetykach i pewnie zwrócę na niego uwagę podczas zakupów.
Kolejną nowością jaka wpadła mi w oko podczas przeglądania zapowiedzi jest Olejkowy płyn micelarny z chia i goji z Lirene. Raczej nie jest to produkt, który stosowałabym do demakijażu całej twarzy, ale jak już to oczu. Tym bardziej, że kończy mi się płyn dwufazowy, więc może ten wyląduje na jego miejscu o ile będzie już w moim Rossmannie.
W oko wpadło mi również Serum wygładzające Kontrola puszenia przez 24h, L'oreal Stylista, myślę że ten produkt sprawdziłby się u mnie w tych dniach kiedy moje włosy mają gorsze dni i ciężko je okiełznać. Dodatkowo chroni on pasma przed wysoką temperaturą, więc idealny dla osób, które często używają prostownicy, suszarki czy lokówki. 


Kolejna nowości Isany, czyli serum do oczu i ust Hydro Booster, jestem go bardzo ciekawa, ponieważ miałam kiedyś krem pod oczy i byłam zadowolona. Pewnie cena będzie korzystna, więc jak spotkam wpadnie do mojego koszyka.
Oczywiście w zapowiedziach nie mogłam nie zwrócić uwagi na nowe maseczki do twarzy. Zarówno marka Perfecta jak i Dermika wprowadza nowości w płachcie. Mi w szczególności wpadły w oko te pierwsze, ale kto wie może i na jakiejś fajnej promocji dorwę te z Dermiki. 
Na rossmannowskich półkach pojawią się również nowe maski do włosów od Nature Box i Herbal Essences w kilku wersjach. Ja raczej w najbliższym czasie ich nie kupię, ponieważ muszę zużyć zapasy, ale muszę przyznać, że prezentują się ciekawie. 
W oko wpadła mi również nowość L'oreal czyli Baza Magic Essence Drops, obawiam się, że jednak cena w drogerii będzie trochę przesadzona i będę musiała poszukać jej gdzie indziej. Chociaż czasami są fajne promocje z kartą dla klubowiczów, więc może akurat. Jestem bardzo ciekawa jak z jej działaniem, bo prezentuje się interesująco.


Stosujecie ampułki w pielęgnacji twarzy? Ja czasami po nie sięgam, dlatego też zwróciłam uwagę na Ampułki z retinolem, witaminą C i witaminą E, Isana Vitamin Booster. Przyciągają oko swoim kolorowym opakowaniem i pewnie będą wyróżniać się na półce. Jak z działaniem, tego nie wiem, ale może wypróbuję i dam Wam znać. 
Zostając przy nowościach Isany to na półkach pojawi się kolejny (nie wiem już który w tym roku) nowy żel pod prysznic, a dokładnie Orchidee & Cashmere. Wygląda interesująco, jestem ciekawa zapachu, ale na pewno trafi on w moje łapki.
Jak już o łapkach mowa, to Selfie Project wypuszcza na rynek rękawiczki pielęgnacyjne, dostępne będą dwie wersje: wygładzająca i regenerująca. Chociaż ostatnio staram się dbać regularnie o dłonie, to chętnie przetestuje taki zabieg. Jestem ciekawa, czy będą one miały takie nadruki jak na obrazku, czy będą gładkie, białe.
Ostatnie już nowości, jakie mnie zainteresowały w zapowiedziach czerwca to nowa seria kosmetyków Biotaniqe Aloe Vera, w skład której wchodzi: serum nawilżające, żel-krem głęboko nawilżający, żel-krem matująco-nawilżający, żel-krem pod oczy i żel myjący. Lubię tą markę, miałam już kilka produktów od nich i byłam zadowolona, dlatego na pewno przyjrzę się bliżej tej serii.


Wpadło Wam coś w oko z nowości, które pojawią się już niedługo w Rossmannie?
Chcecie takie przeglądy nowości co miesiąc?

sobota, 4 maja 2019

Natychmiastowe nawilżenie z kremem Weleda

Kosmetyki marki Weleda poznałam pod koniec zeszłego roku, o maśle do ciała i masełku do ust pisałam TUTAJ. Polubiłam się z nimi na tyle, że chciałam wypróbować kolejne produkty. Tak się złożyło, że w marcu trafił do mnie następny kosmetyk tej firmy, a dokładnie Krem natychmiastowo nawilżający skórę suchą Skin Food Light, którego można stosować zarówno do twarzy jak i ciała, tam gdzie potrzebny jest ratunek. Jak się u mnie sprawdził? O tym przeczytacie w dalszej części.



Krem umieszczony jest w tubce wykonanej z miękkiego plastiku w jasnozielonym kolorze o pojemności 75 ml. Zauważyłam, że mój aparat nie lubi się w tym kolorem, zawsze mam problem ze zrobieniem zdjęć, także z góry przepraszam za jakość. Tubka zamykana jest na zatrzask, łatwo się otwiera oraz zamyka. Posiada niewielki otwór, dzięki czemu bez problemu można wydobyć odpowiednią ilość produktu. Krem dodatkowo umieszczony jest w kartoniku na którym znajdują się informacje na temat produktu, sposób użycia oraz skład w języku polskim i niemieckim. Szata graficzna zwyczajna, bez żadnych udziwnień, ale mimo wszystko tubka przyciąga oko ze względu na swój kolor.



Krem ma średnio gęstą, lekko tłustą konsystencje. Łatwo wydobywa się z opakowania i rozprowadza na skórze. Nie wchłania się całkowicie, pozostawia taki delikatny film, który nie jest jednak tłusty i nie zostawia śladów na klawiaturze, ekranie telefonu itd.
Zapach cudowny, już wspominałam w recenzji masła o nim, a tu jest dokładnie taki sam. Jest śliczny, świeży, cytrusowy z lekką nutą lawendy. Utrzymuje się on jakiś czas na skórze, jednak wcale mi to nie przeszkadza.



Początkowo planowałam stosować go jako krem do twarzy na noc, jednak okazał się na dla zbyt ciężki. Skóra zamiast lepiej niestety wyglądała gorzej, strasznie się błyszczała, pojawiły się niewielkie pryszcze. Myślę, że u osób z cerą suchą i bardzo suchą sprawdziłby się dobrze, jednak dla mieszanej nie polecam.
Producent zaleca stosować go właśnie na twarz, dłonie, stopy lub inne części ciała, które wymagają nawilżenia. Stwierdziłam, że może w takim razie sprawdzi się u mnie do rąk i to był strzał w dziesiątkę. 
Na co dzień w pracy mam stały kontakt z kartonami, do tego częste mycie dłoni i no cóż, ich stan nie powala, tym bardziej że nie przepadam za nakładaniem kremu w ciągu dnia. 
Produkt Weleda aplikuję na noc, wsmarowuję w skórę sporą ilość i kładę się spać. Ręce rano są ukojone, świetnie nawilżone i odżywione. Przy regularnym stosowaniu zauważyłam poprawę, skóra się zregenerowała, lepiej się prezentuje. W razie potrzeby nakładam go również w ciągu dnia, jednak wtedy nawet przy małej ilości muszę mu dać 2-3 minutki, aby się dobrze wchłonął. 
Jest to kolejny świetny produkt tej marki i wiem, że na pewno skuszę się na kolejne.



Wydajność świetna, używam go już jakiś miesiąc, a jeszcze sporo jest go w opakowaniu. Jego koszt to około 40 zł, trzeba przyznać, że cena do najniższych nie należy, ale warto zwrócić na niego uwagę. 
Krem polecam szczególnie osobom, które borykają się z problemem bardzo suchej skóry, ponieważ szybko przynosi ukojenie i dobrze nawilża.



Znacie markę Weleda?

piątek, 3 maja 2019

Denko Kwiecień 2019

Był wpis o nowościach, więc trzeba wspomnieć również o tych produktach, które dobiły dna, a ich opakowania wylądowały w koszu. Niestety w kwietniu poszło słabo w porównaniu do marcowego denka, ponieważ zużyłam 17 produktów. Co prawda jak na mnie to nie jest zły wynik, ale zawsze mogło być lepiej. Nie ma co jednak przedłużać zbędnym gadaniem tylko od razu przejdę do pokazania co udało mi się zdenkować w kwietniu.


1. Primer/serum do twarzy i ust Unicorn Tears, Wibo
Jest to produkt, który ma zarówno zwolenników jak i przeciwników, ja jednak zaliczam się do tej pierwszej grupy. Primer ma śliczny, budyniowy zapach i różową, rzadką konsystencje. Szybko się wchłania, dobrze nawilża buźkę i przygotowuje ją do nałożenia makijażu. Idealnie sprawdza się jako baza pod make-up, myślę że kupię kolejne opakowanie na jakiejś promocji.

2. Ultrałagodny płyn do demakijażu oczu, AA
Przyjemny produkt, który świetnie radzi sobie z demakijażem. Płyn szybko i dokładnie rozpuszcza cienie do powiek, tusz do rzęs, a nawet eyeliner. Co najważniejsze nie podrażnia oczu.

3. Regenerujący płyn micelarny, Nature Queen (RECENZJA)
Płyn micelarny o przyjemnym zapachu, który dobrze rozpuszcza makijaż z twarzy. Stosowałam za zarówno do demakijażu jak i porannego oczyszczenia twarzy z nocnych zanieczyszczeń. Niestety nie do końca sprawdza się do zmywania makijażu oczu, szczególnie tego mocniejszego.



4. Scrub do ciała Lagoon, Avon Senses
Nie nazwałabym tego produktu peelingiem, a jak już to żelem peelingującym. Drobinek jest sporo, ale są one bardzo delikatne. Scrub dobrze oczyszcza ciało i delikatnie je wygładza. Warto wspomnieć jeszcze o zapachu, który jest cudowny, świeży, morski z nutą owocową.

5. Antyperspirant w spray'u Pink Blush, Rexona
Rexona to moja ulubiona marka antyperspirantów i sięgam po nie najczęściej, tylko zmieniam wersje zapachowe. Pink Blush ma przyjemny, kwiatowy aromat, jednak nie jest na tyle mocny, aby gryzł się z perfumami. Produkt ogranicza pocenie i zapobiega brzydkiemu zapachowi.

6. Płyn do soczewek, BestView
Tani, łatwo dostępny i bardzo dobry płyn do soczewek. Robi to co trzeba, czyli oczyszcza i zapewnia im odpowiednie nawilżenie.



7. Maska do włosów Papaya Hair Food, Garnier Fructis (RECENZJA)
Świetna maseczka o cudownym, owocowym zapachu. Bardzo dobrze nawilża włosy. wygładza je i dociąża. Pasma pięknie się błyszczą i zdrowo prezentują. Nie przyspiesza przetłuszczania. Można ją stosować na kilka sposób, u mnie jednak najlepiej sprawdza się, kiedy produkt trzymam na włosach około 20 minut. W zapasach mam jeszcze wersję bananową i goi, jestem ciekawa jak się sprawdzą.

8. Suchy szampon Party, Batiste (RECENZJA)
Suchy szampon zawsze można znaleźć w mojej łazience, najczęściej jest to właśnie Batiste. Szybko odświeża włosy, pochłania nadmiar sebum na kilka godzin. Nie pozostawia na pasmach białego nalotu. Nie wysusza, ani nie podrażnia. Wersja Party ma przyjemny, owocowo-kwiatowy zapach.

9. Szampon do włosów z tendencją do przetłuszczania, VisPlantis (RECENZJA)
Szampon o ślicznym, ziołowym, ale słodkim zapachu. W kontakcie z wodą dobrze się pieni. Produkt dobrze oczyszcza włosy nie plątając ich przy tym. Nie podrażnia, ani nie wywołuje łupieżu.



10-17. Maseczki do twarzy
O większości pisałam TUTAJ i TUTAJ. Wszystkie sprawdziły się u mnie dobrze, nie zrobiły mi krzywdy. Najmniej jednak polubiła się z Galaxity od Eveline, a najlepsza okazała się maska w płacie z Pixi, o której będzie osobny wpis niedługo.



Jak tam Wasze zużycia kwietnia? Dużo pustych opakowań trafiło do kosza?