Obserwatorzy

Sprawdź!

Akcesoria do makijażu - sprawdź opinie

wtorek, 17 marca 2020

Czas na podsumowanie - wyzwanie #7dnizmaseczka

Jeżeli obserwujecie mnie na instagramie, to wiecie, że w zeszłym tygodniu brałam udział w wyzwaniu #7dnizmaseczka, które zorganizowała Iza z @kosmetycznyszal. Co prawda, ja tego typu produkty stosuję 2-3 razy w tygodniu, ale stwierdziłam, że raz na jakiś czas można pozwolić sobie na dopieszczenie cery i stosowanie ich częściej. Tak jak obiecałam, podsumowanie pojawia się tutaj w postaci recenzji saszetek. Jeśli jesteście ciekawi, na jakie maseczki się zdecydowałam i jak się sprawdziły, to zapraszam na dalszą część wpisu.


Dzień 1 - Tonizująca maska na tkaninie, Korean Energy
Maseczka ma postać płachty wykonanej z dość grubego materiału, ciężko dopasować ją do kształtu twarzy, odstaje albo się zsuwa. Nasączona jest dość dobrze esencją o męskim zapachu, mi osobiście to jakoś nie przeszkadza, ale szczerze mówiąc, mógłby być mniej wyczuwalny. Po aplikacji pojawia się delikatne, przyjemne chłodzenie. Płachta dość szybko wysycha, ale na dziesięciominutowy relaks można sobie pozwolić. Maseczka koi i nawilża, jednak nie jest to spektakularny efekt, Buźka jest miękka, przyjemna w dotyku, jednak przed snem potrzebowała jeszcze porcji kremu nawilżającego. 


Dzień 2 - Nawilżająco-rozświetlająca maseczka smoothie do twarzy Blueberry C-Tox, Bielenda
Kto lubi borówki? Pewnie większość z was, dlatego ciężko przejść obojętnie obok tej nowej serii Bielendy. Maseczka ma kremową konsystencję, zanurzone są w niej małe pestki borówki amerykańskiej, które delikatnie masują buźkę. Kosmetyk łatwo rozprowadza się na skórze, saszetka o pojemności 8 g wystarcza na jedną aplikację. Ma przyjemny, borówkowy, taki trochę cukierkowy zapach. Maseczka wygładza cerę, nawilża ją i dodaje zdrowego, promiennego blasku. 


Dzień 3 - Double Bubble maska glinkowa z vit. C, Lirene
Maseczka Double Bubble składa się z dwóch części: na strefę T nakładamy glinkę żółtą, na strefę U zaś fioletową. Mają one gęstą konsystencję, jednak łatwo rozprowadzają się na skórze, po chwili zaczynają bąbelkować. Jest to bardzo przyjemne uczucie, takie musowanie, delikatny masaż. Kosmetyk ma średnio przyjemny zapach, na szczęście szybko się ulatnia. Szczerze mówiąc, nie zauważyłam różnicy między działaniem części żółtej, a fioletowej. Maseczka oczyszcza i odświeża cerę, wygładza ją. Produkt dodaje buźce energii, delikatnie ją nawilża, jednak bez kremu się nie obejdzie.


Dzień 4 - Oczyszczająco-matująca maska węglowa 3w1 Cannabis Skin Care, Eveline
Jak na maskę węglową przystało, ma ona czarny kolor. Konsystencja gęsta, jednak nie ma problemu z rozprowadzeniem jej na twarzy. Kosmetyk ma przyjemny zapach, charakterystyczny do oleju konopnego, czyli lekko słodkawy. Maseczka nie zasycha na skorupę, a jedynie delikatnie przysycha. Zmywanie jej to jest katorga, cała umywalka jest do czyszczenia, ale powiem wam, że warto się poświęcić. Produkt bardzo dobrze oczyszcza cerę, odświeża ją i pochłania nadmiar sebum. Buźka jest miękka, zdrowa i promienna, Maseczka nie wysusza, wręcz delikatnie nawilża. Jestem z niej bardzo zadowolona, mogę jej nawet wybaczyć to okropne zmywanie.


Dzień 5 - Skin shot serum i maska w płacie rozświetlenie i detoks Cytryna Yuzu, Bielenda
Mówiłam już, że ciężko przejść mi obok nowości Bielendy? W dwustopniowej maseczce zaczynamy od aplikacji na oczyszczoną cerę serum. Ma ono płynną, lekko lepką konsystencję, łatwo rozprowadza się na twarzy. Zapach taki jakiś nijaki. Następnie nakładamy płat, który wykonany jest z cieniutkiego materiału, Jest nasączony esencją o cytrusowym aromacie, dobrze przylega do twarzy. Maseczka zapewnia cerze dawkę witaminy C, czyli to, co moja buźka uwielbia. Skóra jest po niej wygładzona, rozświetlona, odzyskuje zdrowy, naturalny blask i energię. Cera jest nawilżona i odświeżona. Myślę, że maska mogłaby zdziałać cuda przy regularnym stosowaniu, jednak jej koszt to 12,99 zł za sztukę.


Dzień 6 - Double Bubble maska glinkowa z Cica, Lirene
Lirene wypuściło dwie wersje maski Double Bubble i oczywiście musiałam mieć je obie. Tym razem na strefę T nakładamy różową glinkę, a na strefę U glinkę zieloną. Maseczka ma gęstą konsystencję, jednak nie ma problemu z jej rozprowadzeniem na twarzy. Po kilku chwilach zaczyna bąbelkować, tworząc całkiem sporą chmurkę piany. Uwielbiam ten efekt, takie przyjemne łaskotanie. Kosmetyk wygładza cerę, oczyszcza ją i odświeża. Maseczka pochłania nadmiar sebum, zapobiega błyszczeniu strefy T. Niestety nie zauważyłam głębokiego nawilżenia, o którym wspomina producent.


Dzień 7 - Maseczka nawilżająco-detoksykująca CBD z konopii siewnych, Bielenda.
Maseczka ma lekką kremową konsystencję w kolorze oliwkowym, łatwo rozprowadza się na twarzy. Zapach przyjemny, ziołowy, mój nos wyłapuje nutę oleju konopnego. Producent wspomina, że saszetka ma wystarczyć na dwie aplikacje, jednak ja się z tym nie zgadzam, 8 g produktu pozwoliło mi na pokrycie buźki niezbyt grubą warstwą. Maseczka zasycha, delikatnie ściągając przy tym skórę, także lepiej nie doprowadzać do tego i zwilżać ją mgiełką lub tonikiem. Podczas zmywania nie ma problemu, łatwo się usuwa. Kosmetyk dobrze oczyszcza cerę, wygładza ją i nawilża. Nie ma uczucia ściągnięcia, buźka nie prosi się o krem. Twarz jest delikatna i przyjemna w dotyku, aż chciałoby się ją ciągle dotykać. 


Jaką ostatnio maseczkę testowaliście? Znacie którąś z opisanych przeze mnie w tym wpisie?

***
Zauważyłam, że w ostatnim czasie w moim otoczeniu pojawiło się duże zainteresowanie alkomatami. To dobrze, bo wiadomo imprezy z drinkiem to ludzka rzecz, jednak zanim kolejnego dnia wsiądziemy za kierownicę, warto się sprawdzić. Stwierdziliśmy z partnerem, że może i my moglibyśmy się w niego zaopatrzyć i tak trafiliśmy na PROMIL-LAB. Jest to sklep, który nie tylko oferuje  najwyższej jakości alkomaty, ale także akcesoria do nich oraz kalibracje i serwis urządzeń. Sprzedażą zajmują się już od wielu lat, a dzięki wysokim kwalifikacjom personelu mogą zaspokoić potrzeby nawet najbardziej wybrednego klienta.

21 komentarzy:

  1. Znam praktycznie wszystkie maseczki, które pokazałaś. Jestem zagorzałą maseczkoholiczka 🥰

    OdpowiedzUsuń
  2. Znam kilka z tych masek - w płachcie z biedronki, która jak na tak niską cenę był na prawdę fajna, bielenda cbd też była super, przyjemnie nawilżała skórę oraz borówkową też świetna - dobrze działała i miała cudny zapach :) Na pewno wypróbuje też te z Lirene i może Eveline skoro była tak fajna.

    OdpowiedzUsuń
  3. W wszystkich przedstawionych powyżej, używałam jedynie tej z węglem i masz racje ze zmywanie jej to katorga 🤭
    Chetnie użyje tych nowości z bielendy.
    Buziaki 😘

    OdpowiedzUsuń
  4. Też powinnam sobie zrobić takie wyzwanie, bo maseczek mam od groma :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja zdecydowanie uwielbiam maseczki w płachcie. Choć po te klasyczne też zdarza mi się sięgać. Kusi mnie wypróbowanie tej maseczki z Bielendy z konopii siewnych :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ale fajny przegląd :D zainteresowałaś mnie tą maską z Lirene... kiedyś pewnie się skuszę. Taki alkomat to ważna rzecz :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Gdybym nie miała takich zapasów maseczek skusiłabym się na Skin shot od Bielendy, ciekawią mnie.

    OdpowiedzUsuń
  8. Zadnej z powyższych nie miałam choć maseczki bardzo lubię, muszę im się przyjrzeć dokładniej.

    OdpowiedzUsuń
  9. Chętnie wypróbuję maseczkę z borówka od Bielendy :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie dla mnie te maseczki, ale cieszę się że jesteś zadowolona :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Niestety żadnej nei znam ale nawilżająco oświetlająca mnie zaciekawiła.

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie stosowałam żadnej z nich ale może też teraz zrobię sobie maseczkowe wyzwanie :D Tym bardziej, że teraz mam więcej czasu dla siebie :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Te bąblujące Lirene mam ochotę sprawdzić :)

    OdpowiedzUsuń
  14. odeszłam od saszetek-maseczek, to nieekologiczne :(
    Stosuję glinkę i maski domowej roboty, dzisiaj wleci kurkumowa z miodem :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Żadnej z nich nie miałam. U mnie co 3-4 dni pojawiają się glinki :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Nie miałam żadnej w sumie. Ten shot mi się podoba i zaciekawiła mnie ta maska. Gdzie można ją dostać?

    OdpowiedzUsuń
  17. Właśnie ja ostatnio robiłam sobie takie wyzwanie 6 dni - 6 masek z jednej firmy i muszę wreszcie zmobilizować się i napisać o efektach na blogu tyle, że u mnie efekty nie rzucały na kolana :(

    OdpowiedzUsuń
  18. Ojj, dla mnie myślę maseczka codziennie to byłoby za dużo. Generalnie na szczęście nie mam problemów z cerą tak więc tylko pielęgnacyjnie stosuję jakąś maskę mniej więcej raz w tygodniu.

    OdpowiedzUsuń
  19. Marka Lirene ma naprawdę fajne produkty, co chwila wypuszcza coś nowego. Chętnie przetestuje te maseczki. Bąbelkowa mocno chodzi mi po głowie. Mam nadzieję, że uda mi się ją gdzieś dorwać.

    OdpowiedzUsuń
  20. jak ci się podobały maseczki cbd to maść konopna mogłaby ci się spodobać, bo ma większe stężenie substancji aktywnych :) z tych co przedstawiłaś najbardziej zainteresowała mnie maseczka borówkowa :)

    OdpowiedzUsuń