Obserwatorzy

Sprawdź!

Akcesoria do makijażu - sprawdź opinie

niedziela, 6 października 2019

Szampon do włosów suchych i zniszczonych Nourishing Oil Care, Dove

Markę Dove zna każdy doskonale, ich produkty na rynku są od dawna i podejrzewam, że każdy z Was miał chociażby jeden ich kosmetyk. Ja kiedyś bardzo często sięgałam po żele pod prysznic, lubię też balsamy oraz serię dla dzieci. Do produktów do włosów podchodziłam dość sceptycznie, obawiałam się czy moja skóra głowy dobrze na nie zareaguje, czy włosy nie będą obciążone. Postanowiłam jednak się przekonać i zabrałam się za testy szamponu do włosów suchych i zniszczonych Nourishing Oil Care. Jak się sprawdził? O tym przeczytacie w dalszej części.


Szampon otrzymujemy w buteleczce lekko zwężanej ku górze wykonanej z kremowego plastiku. Zamknięcie typu flip-top bez problemu się otwiera, nawet przy długich paznokciach, a średniej wielkości otwór ułatwia wydobywanie zawartości. Kosmetyk występuje w dwóch pojemnościach, a dokładnie 250 ml oraz 400 ml, ja posiadam tą pierwszą. Na tylnej części butelki umieszczona jest etykieta składająca się z dwóch stron na której można znaleźć informacje na temat produktu, sposób użycia, oraz skład. Szata graficzna skromna, prosta, bez żadnych udziwnień. Mi się podoba, chociaż trzeba przyznać, że nie wyróżnia się jakoś szczególnie ze sklepowej półki. 

Konsystencja szamponu jest kremowa, niezbyt gęsta. Zapach przyjemny, jakby lekko kwiatowy. W opakowaniu jest on dość mocny, jednak w kontakcie z wodą staje się delikatniejszy. Aromat unosi się w łazience podczas mycia i jakiś czas po nim, na włosach się nie utrzymuje.


Szampon w kontakcie z wodą bardzo dobrze się pieni, wystarczy niewielka ilość na jedno użycie. Piana bez problemu wypłukuje się z włosów. Produkt bardzo dobrze oczyszcza pasma zarówno z wszelkiego rodzaju zabrudzeń jak i z kosmetyków do stylizacji. Włosy są pięknie odbite od nasady, można je łatwo rozczesać nawet bez użycia odżywki czy maski, chociaż ja i tak zawsze je nakładam. Kosmyki zachowują świeżość standardowo u mnie czyli przez 2-3 dni, potem wymagają ponownego umycia. Szampon nie podrażnił mojej skóry głowy, ani nie wywołał łupieżu. 
Nie jestem bardzo wymagająca jeśli chodzi o tego typu produkty, ale muszę przyznać że ten jest bardzo dobry, spełnia wszystkie moje oczekiwania i jestem skłonna do niego kiedyś wrócić.


Szampon jest bardzo wydajny, tak jak wspomniałam już wcześniej, wystarczy niewielka ilość na umycie moich długich włosów. Nie jestem wstanie określić jednak na ile dokładnie mi wystarczył, ponieważ co jakiś czas sięgałam też po inne szampony, a także widziałam że podbierała mi go mama. Jeśli chodzi o cenę to za opakowanie 250 ml trzeba zapłacić około 12 zł, a za 400 ml 16-17 zł, często można je jednak spotkać w promocji. 


Lubicie kosmetyki Dove? Znacie ich szampony?

sobota, 5 października 2019

Żele pod prysznic #5: Le Petit Marseiliais, Balea, Isana

Jeszcze jakiś czas temu w mojej łazience były właściwie same żele Isana, bardzo je lubiłam, jednak znudziły mi się i ostatnio nawet nowe wersje, które pojawiają się w Rossmannie mnie nie kuszą. Teraz chętnie kupuję inne, ale też staram się zużywać zapasy, które zrobiły się spore, bo przecież każda nowy wariant musiał wylądować w moim koszyku. 
W dzisiejszym wpisie słów kilka postanowiłam napisać o żelach z trzech firm, dokładnie Le Petit Marseiliais, Balea oraz Isana. Jesteście ciekawi? To zapraszam do dalszego czytania.


Żel pod prysznic Biała Brzoskwinia i Nektarynka z Le Petit Marseiliais umieszczony jest w plastikowej buteleczce o pojemności 250 ml, ale dostępna jest również wersja 400 ml. Opakowanie zamknięte na zatrzask, łatwo się otwiera, lecz jest na tyle szczelne, że spokojnie można zabrać kosmetyk w podróż. Konsystencja żelowa, gęsta, świetnie się pieni, dlatego wystarczy niewielka ilość do umycia całego ciała. Dużym plusem tego produktu jest zapach, no po prostu cudo, przyjemny brzoskwiniowy, naturalny aromat unosi się w łazience jeszcze jakiś czas po kąpieli. Żel dobrze oczyszcza i odświeża skórę. Nie wysusza jej ani nie podrażnia. Kosmetyk jest łatwo dostępny, można go kupić w wielu drogeriach i marketach, za 250 ml trzeba zapłacić około 9-10 zł.


Jak już jestem przy pięknie pachnących kosmetykach to przejdę do żelu pod prysznic Love Melon! z Balea. Zakochałam się w nim właściwie od pierwszego powąchania, kojarzy mi się z latem, taki słodki arbuz bez sztucznych aromatów. Fani tego owocu na pewno będą zadowoleni. Niestety jest to zapach, który wyczuwalny jest tylko podczas mycia, później się ulatnia. Żel umieszczony jest w plastikowej butelce o przepięknej, kolorowej szacie graficznej, która rzuca się w oczy. Opakowanie jest wygodne w użyciu, nie wyślizguje się z ręki, łatwo wydobywa się zawartość. Kosmetyk ma żelową konsystencje, w połączeniu z wodą tworzy przyjemną pianę. Produkt oczyszcza i odświeża ciało z wszelkiego rodzaju zanieczyszczeń. Nie zauważyłam, żeby wysuszał skórę, chociaż teraz staram się i tak po każdej kąpieli stosować balsam. 
Niestety w Polsce ciężko jest w dostępnością kosmetyków Balea, warto ich szukać w sklepikach z niemiecką chemią ja właśnie w takim się w nie zaopatruje. Za żel o pojemności 300 ml zapłaciłam 5,50 zł, więc cena spoko, chociaż wiem, że w DM można kupić je taniej.


Ostatnim żelem pod prysznic w tym zestawieniu jest Rainbow Cake z Isany, myślę że już każdy o nim słyszał, bo jakiś czas temu był bardzo popularny. Umieszczony jest on w standardowych dla tej marki opakowaniach, szata graficzna przyciąga oko szczególnie fanów słodkości. Zamknięcie typu flip-top nie sprawia problemów, łatwo się otwiera. Producent mówi, że jest to żel o zapachu puszystego ciasta tęczowego, brzmi cudownie, jednak w praktyce jest trochę gorzej. Aromat jest mocno słodki, mdły, przy dłuższym stosowaniu staje się męczący. Nie lubię marnować kosmetyków, więc używałam go co jakiś czas w chłodne wieczory. Na szczęście nie jest on jakoś bardzo wydajny, słabo się pieni. Najczęściej stosuję żele na myjkę dzięki czemu zużywam mniejszą ilość kosmetyku, jednak tym razem stosowałam go bezpośrednio na ciało. Żel dobrze oczyszcza skórę z różnych zabrudzeń, nie wysusza jej. Produkt kosztuje około 4 czy 5 zł, była to wersja limitowana, chociaż chyba jeszcze jest dostępny, ponieważ ostatnio widziałam go w Rossmannie. 


Znacie któryś z tych żeli? Jaki żel pod prysznic aktualnie używacie?

piątek, 4 października 2019

Denko Wrzesień 2019

Dawno na moim blogu nie pojawiał się wpis z denkiem, powiem Wam szczerze, że na jakiś czas odpuściłam odkładanie pustych opakowań, wszystko lądowało w koszu. Postanowiłam jednak wrócić do tego, a dlaczego? Ponieważ mam wtedy większy pogląd na to ile zużyłam i ile przybyło w danym miesiącu oraz na co ewentualnie mogę sobie pozwolić podczas zakupów w drogerii. Zazwyczaj jest tak, że więcej przybywa, no ale cóż, mam nadzieję że kiedyś uda mi się to zmienić. A Wy odkładacie puste opakowania? Lubicie wpisy z denkiem?

We wrześniu ilość pustych opakowań nie powala, wręcz bym powiedziała że jest kiepsko, bo tylko 11 sztuk w tym tylko cztery maseczki. Niestety ostatnio zaniedbałam ich stosowanie i koniecznie muszę się poprawić w październiku.


1. Żel pod prysznic Rainbow Cake, Isana - kiedy ta wersja pojawiła się w Rossmannie zrobił się szał na instagramie, sama więc zapragnęłam go mieć, niestety wielkiej miłości nie było. Co prawda żel spełniał swoje zadanie, czyli dobrze oczyszczał i nie wysuszał, ale niestety na dłuższą metę słodki, mdły zapach był męczący.

2. Żurawinowy żel pod prysznic Lovely, Isana - kolejny żel z Isany tym razem w tubce. Całkiem przyjemny kosmetyk, miał śliczny żurawinowy zapach. Dobrze oczyszczał i nie wysuszał skóry. Minusem okazała się wydajność, żel szybko ubywał z opakowania. 

3. Żel do golenia z masłem shea Satin Care, Gillette - dobry żel do golenia, spełniał swoje zadanie. Zmiękczał włoski, zapewniał odpowiedni poślizg maszynce, nie wysuszał skóry. Lubię żele do golenia z tej marki, chętnie do nich wracam.

4. Antyperspirant Sexy Bouquet, Rexona - moje ulubione antyperspiranty, zmieniam tylko wersję. Sexy Bouquet miała delikatny, kwiatowy zapach, który nie gryzł się z perfumami. Dobrze chronił przed poceniem i nieprzyjemnym zapachem. 


5. Woda micelarna z naturalną wodą kokosową Botanical Flow, Delia (recenzja) - kosmetyk, który już dawno powinien trafić do denka, ale nie wiem czemu kiedy zostało go na dnie włożyłam go do szafki i zapomniałam. Kosmetyk świetnie radził sobie z demakijażem zarówno twarzy jak i oczu. Nie podrażniał, ani nie wysuszał. Dodatkowo bardzo ładnie pachniał naturalnym kokosem.

6. Żel do mycia twarzy Glow Tonik Cleansing Gel, Pixi (recenzja) - kolejny kosmetyk, którego resztka zalegała w łazience. Po tym produkcie spodziewałam się czegoś lepszego, ale no cóż, nie zachwycił mnie. Niby dobrze oczyszczał skórę, jednak brakowało mi odświeżenia. Po za tym po spłukaniu pozostawiał uczucie ściągnięcia, buzia prosiła się o dawkę nawilżenia.

7. Szampon oczyszczający Aktywny Węgiel i Melisa, Alterra (recenzja) - dobry szampon do stosowania raz na jakiś czas, kiedy włosy potrzebują porządnego oczyszczenia. Dobrze się pienił, nie plątał pasm przy myciu. Niestety przy częstszym użytkowaniu wysuszał skórę głowy i powodował jej swędzenie. 


8-11. Maseczki do twarzy Lirene, Ziaja, Images
O maseczkach niedługo pojawi się zbiorczy post, więc nie będę się tutaj dużo rozpisywać. Genialnymi maseczkami okazała się Oczyszczająca z zieloną glinką z Lirene oraz Uspokajająca z Ziaji. Niestety znalazł się również bubel, a dokładnie Regenerująca z olejkiem rozmarynowym z Lirene, była to maska algowa. Mój stan cery pogorszył się po niej, skóra była wysuszona, pojawiły się drobne wypryski. 


A jak tam Wasze wrześniowe denka?

wtorek, 1 października 2019

Małe zakupy makijażowe na promocji w Rossmannie

Do wczoraj w Rossmannie trwała promocja na kolorówkę, tym razem zasady były trochę inne niż na poprzednich edycjach. Co się zmieniło? 
- Rabaty nie były takie same na wszystko, wcześniej wynosił on -55%, a teraz od 40 do 70% w zależności od marki i rodzaju produktów.
- Z promocji skorzystać mógł każdy tyle razy ile zapragnął, nie trzeba było być klubowiczem.
- Rabat naliczał się już od jednego produktu, można było kupić kilka takich samych kosmetyków.
- Dla klubowiczów przewidziane były gratisy, w praktyce jednak okazało się, że mało kto coś dostał, bo było ich niewiele.
- W czasie promocji zablokowane były zamówienia internetowe z odbiorem w drogerii, jak dla mnie to spory minus.
- Za zakupy można było zapłacić kartą podarunkową.

Od początku nie planowałam dużych zakupów, chciałam kupić tylko to co naprawdę mi potrzebne i co zużyję. Udało się, chociaż przyznaję, że wiele produktów kusiło. Do promocji robiłam dwa podejścia i kupiłam to co chciałam. A co dokładnie? 


Intensywnie kryjący korektor pod oczy No More Dark Circles, Lovely na mojej liście był pierwszy, słyszałam o nim sporo dobrego i chciałam zobaczyć czy poradzi sobie z moimi cieniami. Jestem już po pierwszych testach i wiecie co? Korektor jest genialny, dobrze kryje, wygląda naturalnie i nie wchodzi w zmarszczki. Kolejnym produktem jaki wpadł do koszyka jest Podkład odporny na ścieranie Active Beauty z Lirene, chciałam go już kupić kilka miesięcy temu, ale jakoś z tym zwlekałam. Jak na razie czeka grzecznie na swoją kolej. Podczas pierwszych zakupów upolowałam również moje ulubione produkty do podkreślania brwi, czyli Kredka do brwi Feather Brow Creator oraz Pomadę do brwi z Wibo. Oba znam, zużyłam już kilka opakowań zarówno kredki jak i pomady i chętnie do nich wracam. Niedługo zresztą napiszę o nich więcej w osobnym wpisie.


Podczas drugiego podejścia skusiłam się na na dwa pudry Lovely, a dokładnie Cooking Time oraz Bamboo. Produkty te mają dobre opinie, są niedrogie dlatego też postanowiłam je wypróbować, a wiadomo, że w czasie promocji opłacało się jeszcze bardziej. Aktualnie wykańczam wersję mineralną z której jestem zadowolona i mam nadzieję, że te sprawdzą się tak samo dobrze.

Skorzystaliście z tej promocji? Co nowego wpadło do Waszej kosmetyczki?



Przy okazji jak już jesteśmy w temacie Rossmanna to postanowiłam wspomnieć o promocji która rozpoczęła się dzisiaj i trwać będzie do 15 października, mowa o Festiwalu promocji, setki okazji naraz! Wiele produktów można kupić teraz w promocji 2+2, 2+1, 1+1 a także z rabatami do -40%. Mi nic konkretnego w oko nie wpadło, tym razem odpuszczam, a Wy?

poniedziałek, 30 września 2019

Otwarcie Koreańskiej Wyspy Urody w Galerii Młociny

Dzień dobry! 
Już jutro, 1 października w Galerii Młociny w Warszawie nastąpi otwarcie Koreańskiej Wyspy Urody. Z tej okazji odwiedzających to miejsce w dniach 1-5 października czeka wiele niespodzianek, między innymi konkursy, prezenty a także rabaty do nawet 40%. 
Ale to nie wszystko, w sobotę 5 października czeka na Was dodatkowe wydarzenie, a dokładnie wielkie święto kosmetyki koreańskiej. W godzinach 12-17 w sklepie Koreańska Wyspa Urody czekać będą na Was konkursy z cennymi nagrodami, masaże, porady kosmetologiczne oraz wiele innych atrakcji. Każda osoba która dołączy do wydarzenia na facebooku TUTAJ będzie mogła na miejscu w sobotę odebrać upominek.


Ja niestety w weekend nie mam możliwości być w stolicy, chociaż bardzo bym chciała, mam jednak nadzieję że w przyszłości odwiedzę Koreańską Wyspę Urody. 
Postanowiłam jednak pokazać Wam, a także w najbliższym czasie zrecenzować co między innymi możecie tam zakupić. Sklep w ofercie ma koreańskie kosmetyki, dostępne są kremy, maseczki, żele, tonery, pianki do mycia twarzy, kremy do rąk itd. Każdy na pewno znajdzie coś dla siebie.



Najbardziej ciekawa jestem zestawu Superfood for skin w skład którego wchodzi aż 7 masek w płacie. O swoich testach na bieżąco postaram się informować na instastory na instagramie, więc zapraszam Was do obserwacji jeśli jeszcze tego nie robicie.


Lubicie koreańskie kosmetyki? Odwiedzicie Koreańską Wyspę Urody?

czwartek, 19 września 2019

Jesienna Wishlista 2019

Nie wiem czy wiecie, ale bardzo lubię tworzyć wishlisty. Na moim blogu już można kilka takich znaleźć a teraz pora na kolejną, tym razem jesienną. Mówiąc szczerze, nie lubię tej pory roku, robi się zimno i rozpoczyna się sezon grypowy. Już zaczynam tęsknić za wiosną i latem. Muszę jednak jakoś ten czas przetrwać, dlatego jak tylko mogę staram się go sobie umilać, np. domowym spa, relaksem z książką i kieliszkiem wina czy kubkiem gorącej czekolady, a także zakupami. O dziwo w moich planach nie ma dużo kosmetyków, staram się ostatnio ograniczyć nowości i zużywać to co mam, bardziej tym razem skupiam się na ubraniach, książkach i woskach, które umilą mi długie, jesienne wieczory. Jesteście ciekawi? To zapraszam na dalszą część wpisu.


Ostatnio przeglądałam ubrania w swojej szafie i doszłam do wniosku, że mam właściwie wszystko. Tak wiem, to dziwne, przecież zawsze powtarzałam, że nie mam w co się ubrać, a tu teraz taka zmiana. No cóż, szafa i tak pęka w szwach i zbyt dużo nowych rzeczy się w niej nie zmieści, więc doszłam do wniosku, że kupię tylko to co naprawdę potrzebuję. Czego brakuje w mojej szafie na jesień? Myślę, że długiego, ciepłego swetra, który można będzie założyć zarówno do spodni jak i rajstop. Kolejną rzeczą jaką obowiązkowo muszę zakupić w tym sezonie jest płaszcz, do tej pory wybierałam kurki, które zresztą można znaleźć w mojej szafie, teraz jednak czas na zmianę. Nie mogę się jeszcze zdecydować na konkretny kolor, ale myślę że będzie to coś między beżem a karmelem. Moje zamszowe botki z poprzedniej jesieni niestety uległy uszkodzeniu, więc czas na nowe. Chcę zakupić coś na niskim obcasie lub nawet płaskie, to biegania po mieście, do przedszkola itp. 

Zaczęłam od ubrań, a Wy pewnie zastanawiacie co z kosmetyków znajdzie się w mojej wishliście, przecież to główna tematyka mojego bloga. W najbliższym czasie mam zamiar zaopatrzyć się w paletę cieni do powiek w brązach i odcieniach złota, w oko wpadła mi Astrological z Makeup Revolution. Czegoś takiego właśnie brakuje w mojej kolekcji, idealna do codziennych makijaży. Jak już przy kolorówce jesteśmy to chciałabym wypróbować nowy podkład Bourjois, czyli Always Fabulous. Lubię fluidy z tej marki, dobrze się u mnie sprawdzają, więc nowość mnie bardzo ciekawi. Kolejnym kosmetykiem, który mi się marzy jest Żel pod prysznic Kokos i Sól morka, Yope, jak wiecie uwielbiam wszystko co kokosowe, a połączenie tego aromatu z solą brzmi interesująco. Do tej pory najczęściej sięgałam po żele Isana, jednak mi się znudziły i mam chcę dać szansę innym markom. Ostatnim produktem z kategorii beauty na tej wishliście są perfumy James Bond 007 for women III, sprawdzałam ten zapach w Rossmannie jakiś czas temu i dosłownie się w nim zakochałam. Połączenie orientalnych i kwiatowych nut zapachowych świetnie do mnie pasuje, na okres jesienno-zimowy będą idealne.


Książek na mojej liście do przeczytania jest sporo, jednak wiadomo wszystkich tutaj nie umieszczę. Postanowiłam wybrać te, które dopiero będą mieć swoją premierę w najbliższym czasie i których jestem bardzo ciekawa. Nie będę się na ich temat rozpisywać, bo jeśli uda mi się je przeczytać to na pewno pojawi się na blogu recenzja i wtedy powiem o nich więcej. 
Tej jesieni chciałabym przeczytać:
Adam Higginbothan - O północy w Czarnobylu
Maja Damięcka - Świąteczna Gorączka
Paweł Kapusta - GAD Spowiedź Klawisza
Natasza Socha, Magda Mazur - Drogi Święty Mikołaju
Adrian Bendarek - Córeczki
Marcin Chmiel - Aż do śmierci


Długie, zimne, jesienne wieczory to idealny czas na palecie wosków, świec i wypełnianie pomieszczeń przyjemnymi, cięższymi aromatami. U mnie w tym czasie królują już zapachy trochę świąteczne, czyli cynamon, cytrusy, pieczone jabłka. Standardowo jak co roku zamierzam zakupić woski Yankee Candle, ale chcę dać szansę też innym firmom, np. Kringle. Moim marzeniem jest też duża świeca Kringle Fireside, widziałam ją u mojej przyjaciółki i aromat bardzo mi się spodobał. Jeśli nie uda mi się jej zakupić samej, to może wspomnę o niej w liście do Świętego Mikołaja. :D



To by było na tyle.
A co znalazło się w Twojej jesiennej wishliście?

środa, 18 września 2019

Ujędrniający balsam do ciała z filtratem ze śluzu ślimaka, Vis Plantis

Powiem Wam, że kiedy na rynku zaczęły się pojawiać kosmetyki ze śluzem ślimaka zapierałam się rękami i nogami, że nigdy po nie nie sięgnę. Nie lubię ślimaków, od dziecka miałam do nich wstręt, a wręcz nawet się ich bałam. Potem jednak otrzymałam w prezencje maseczkę z tym składnikiem i po długim przekładaniu jej z kąta w kąt postanowiłam ją wypróbować i wiecie co? Efekty były genialne. Od tego momentu chętniej sięgam po takie kosmetyki, chociaż ślimaków nadal nie lubię. Kiedy od VisPlantis otrzymałam Ujędrniający balsam do ciała z filtratem ze śluzu ślimaka i olejem bawełnianym byłam bardzo ciekawa jak się sprawdzi. Teraz kiedy trafił on już do wrześniowego denka mogę powiedzieć o nim coś więcej.


Balsam umieszczony jest butelce o pojemności 400 ml wykonanej z białego plastiku, która wyposażona jest w pompkę. Aplikator działa bez zarzutu, nie zacina się, ani nie pluje zawartością na prawo i lewo. Niestety pod koniec ciężko wydobyć resztki balsamu, najlepszym sposobem jest jej rozcięcie. Opakowanie jest wygodne, spokojnie można zabrać je ze sobą w podróż bez obawy, że balsam zaleje nam bagaż. Szata graficzna przejrzysta, ładnie się prezentuje. Na butelce umieszczona jest naklejka, która informuje, że kupując ten balsam wspieramy fundację Rak'n'Roll. Informacje jakie jeszcze możemy znaleźć na opakowaniu to zapewnienia producenta, sposób użycia, skład oraz datę ważności.

Kosmetyk ma lekką, taką trochę śliską konsystencję. Łatwo rozprowadza się na skórze i szybko w nią wchłania. Zaraz po posmarowaniu można się ubierać co jest dla mnie dużym plusem. 
Jeśli chodzi o zapach to jest przyjemny, świeży, nie powinien nikomu przeszkadzać.


Balsam stosowałam na całe ciało po wieczornej kąpieli, a także czasami rano w zależności od potrzeb. Kosmetyk robi to czego najbardziej wymagam od balsamów, czyli nawilża, nie pojawia nieprzyjemne uczucie ściągnięcia w ciągu dnia. Po pewnym czasie zauważyłam, że ciało stało się bardziej elastyczne, napięte i gładsze. Skóra jest miękka, sprężysta, delikatna w dotyku. Balsam również dobrze sprawdza się po opalaniu, przyjemnie chłodzi i koi delikatne podrażnienia. Producent poleca kosmetyk do stosowania przez osoby, które mają skłonność do powstawania cellulitu i rozstępów. W tym pierwszym temacie się nie wypowiem, ponieważ na szczęście nie mam takiego problemu, a jeśli chodzi o rozstępy to nie zauważyłam, aby się zmniejszyły. Warto jednak zaznaczyć, że moje tygrysie paski pojawiły się w ciąży czyli trzy lata temu i żadne kosmetyki już cudów nie zdziałają.


Kosmetyk jest wydajny, spokojnie wystarcza na regularne stosowanie przez kilka tygodni. Koszt balsamu to około 16 zł, więc cena przyzwoita.
Jestem naprawdę z niego zadowolona i chętnie wypróbuję inne wersję balsamów z filtratem ze śluzu ślimaka z tej marki, z tego co widziała dostępna jest jeszcze wersja odżywcza, nawilżająca i regenerująca. 


Macie swój ulubiony balsam? Stosujecie kosmetyki z śluzem ze ślimaka?