Obserwatorzy

Sprawdź!

Akcesoria do makijażu - sprawdź opinie

czwartek, 14 marca 2019

Książka na wieczór : Słodki drań - Penelope Werd, Vi Keeland

Czytanie książek wciągnęło mnie na maksa, niestety nie mam na to tyle czasu ile bym chciała. Przeczytanie jednej książki zajmuje mi zwykle tydzień, czasem dłużej, czasem krócej. Wiadomo są rzeczy ważne i ważniejsze. Czasami wieczorem jestem tak zmęczona, że jedyne o czym myślę to łóżku. Cieszę się jednak, że udało mi się chociaż częściowo wrócić do tego zajęcia.
Dzisiaj słów kilka na temat ''Słodkiego drania'', przyznaję że książka bardzo mi się spodobała i przyjemnie się ją czytało do samego końca. Więcej dowiecie się w dalszej części wpisu.


O książce:
Tytuł: Słodki drań
Autor: Penelope Werd, Vi Keeland
Wydawnictwo: EditioRed
Oprawa: Miękka
Ilość stron: 296
Data premiery: 13 marzec 2019
Kategoria: literatura obyczajowa, romans

Stacja benzynowa gdzieś na pustkowiu Nebraski nie jest zbyt romantycznym miejscem, zwłaszcza kiedy jesteś w kiepskim humorze. Aubrey była. Znużona wielogodzinną trasą w perspektywie miała jeszcze wiele godzin dalszej jazdy. Uciekała przed swoją przeszłością, chciała ukoić złamane serce i rozpocząć nowe życie w Kalifornii. Chance, zarozumiały przystojniak z Australii, wkurzył ją od pierwszego wejrzenia. Był niesamowicie seksowny, ale do przesady arogancki. Dziewczyna przestałaby o nim myśleć pięć minut po odjechaniu ze stacji, gdyby nie problem z kołem, którego sama nie była w stanie zmienić. Również Chance nie mógł wyruszyć w dalszą podróż - nie umiał poradzić sobie z awarią motocykla. Chcąc nie chcąc, dalej pojechali razem.
Wkrótce Aubrey z zaskoczeniem odkrywa w tym pewnym siebie zarozumialcu najlepszego kompana podróży, jakiego mogłaby sobie wymarzyć. A i Chance wygląda na faceta, który również czuje do dziewczyny coś więcej. Wyprawa wydłuża się do kilku dziwnych, ale cudownych dni. Jest zabawnie, miło, a napięcie między nimi rośnie. Audrey coraz bardziej zakochuje się w przystojnym Australijczyku i wszystko zdaje się zmierzać do szczęśliwego końca, gdy któregoś dnia, zupełnie nieoczekiwanie, Chance znika bez pożegnania...
To opowieść o zabawnych przypadkach, namiętności i pożądaniu, ale również o trudnych wyborach, cierpliwości i przyjaźni. O rozterkach, smutku i tęsknocie za ukochaną osobą. Ta historia pełna jest zaskakujących zwrotów akcji, uśmiechów, łez i radości. Od kart tej książki nie oderwiesz się aż do ostatniego zdania!

Po prostu zniknął... Tego się nie robi takiej dziewczynie!




Akcja książki zaczyna się na stacji benzynowej, gdzie Aubrey zatrzymuje się podczas swojej podróży do Kalifornii, gdzie zamierza zacząć nowe życie. W tym samym miejscu aktualnie znajduje się Chance, przystojniak z Australii, który irytuje dziewczynę od samego początku. Okazuje się, że oboje podróżują w tym samym kierunku, ale on ma problem ze swoim motocyklem, a jej przebiła się opona w aucie. Chance proponuje swoją pomoc w zamian za podwózkę, Aubrey ostatecznie się zgadza. Z każdym kolejnym kilometrem zbliżają się do siebie, chociaż on stara się trzymać dystans. Podczas podróży mają mały wypadek, Aubrey myśli, że potrąciła kozła i postanawia mu pomóc. Jak się jednak okazuje później, wcale nie ucierpiał, po prostu zemdlał z nerwów. Postanawiają go ''adopotować'' i zostaje ich wspólnym dzieckiem. Kiedy są już blisko celu postanawiają zboczyć z trasy i zatrzymać się na kilka dni w Vegas. Biorą ślub na niby, spędzają miło czas. W hotelu Aubrey stawia wszystko na jedną kartę, wchodzi do pokoju chłopaka nago i spędzają wspólnie noc. Rano jednak kobieta budzi się sama w pokoju, Chance zniknął razem ze swoimi rzeczami. Początkowo trudno jej w to uwierzyć, ale postanawia kontynuować podróż sama z kozłem, bo w końcu w Kalifornii czeka na nią praca i wynajęty dom. 
Dalej autorka przenosi nas dwa lata do przodu, kiedy Chance wychodzi z więzienia, trafił tam za pobicie. Stawił się w nim tego samego dnia kiedy zostawił Aubrey w hotelowym pokoju. Początkowo nie myśli o tym, aby ją odzyskać, ale jednak ostatecznie jedzie do jej miasta i zatrzymuje się w motelu. Obserwując ją dowiaduje się, że zatrzymała kozła oraz z kimś się spotyka. Chance nie chce się ujawniać, wychodzi to jednak przypadkowo kiedy kupuje w Starbucksu kawę. Kobieta ma do niego żal, że zostawił ją wtedy bez żadnych wyjaśnień. Przystojniak robi wszystko aby ją odzyskać, odwiedza ją w pracy, porządkuje jej ogród, sadzi kwiaty, kosi trawę...

Czy uda się mu ją odzyskać? Czy Aubrey zerwie ze swoim obecnym partnerem i zwiąże się z Chancem? 
O tym dowiecie się z książki, nie chcę zdradzać szczegółów do końca. :)


''Słodki drań'' jest książką, która wciąga od pierwszej strony, ciężko ją odłożyć. To opowieść o zabawnych przypadkach, namiętności i pożądaniu, ale również o trudnych wyborach, cierpliwości i przyjaźni. Pojawiają się niej wątki erotyczne, jednak jest ich mało i są mało rozbudowane. Pokazuje, że trzeba walczyć do samego końca i można się poddawać, ale też trzeba wiedzieć kiedy odpuścić. Jest to moja pierwsza książka tej autorki, ale na pewno nie ostatnia, chętnie sięgnę po inne pozycje. Może coś polecacie?

Dziękuję wydawnictwu EditioRed za książkę, fakt ten jednak nie wpłynął na moją opinię!



Co aktualnie czytacie?

Miłego dnia! 

środa, 13 marca 2019

Przegląd maseczek #5

Maseczki ostatnio schodzą u mnie w dużych ilościach, staram się je używać co drugi dzień i przyznaje, że moja skóra jest mi za to wdzięczna. Plusem jest też fakt, że stopniowo zmniejszają mi się zapasy i będę mogła pozwolić sobie na nowości, których ostatnio sporo pojawia się na rynku. 


Maska do twarzy w płacie Sweet Animal Mask Jednorożec, Muju

Twoja skóra bywa sucha, matowa, poszarzała? Chciałabyś olśniewać promienną, piękną cerą? Sięgnij po naszego Jednorożca i sprawdź jego upiększające zdolności. Ten słodki zwierzak kryje w sobie składniki o właściwościach nawilżających, rozświetlających i wygładzających:
Korzeń marchewki – wygładza i nawilża, odpowiednio pielęgnuje opaloną skórę, zapewniając piękny koloryt.
Panthenol – nadaje skórze miękkości i gładkości, redukując oznaki starzenia.
Anyż gwiazdkowy – odświeża, łagodzi i rozjaśnia skórę, dodając jej blasku.
Dzięki bawełnianej tkaninie, maseczka zapewnia bardziej intensywną pielęgnację skóry, a wizerunek Jednorożca sprawia, że dbanie o skórę staje się również świetną zabawą.

Maseczki Muju były jakiś czas temu dostępne w Biedronkach, chociaż może w niektórych nadal można je dostać, nie jestem pewna, Kupiłam je zaraz po tym jak się pojawiły, więc za sztukę zapłaciłam około 10 zł. Wzięłam wszystkie trzy dostępne wersję, czyli Gepard, Zebra i Jednorożec, jednak dzisiaj o tej ostatniej. Maska umieszczona jest w różowej saszetce z uroczą szatą graficzną. Materiał jest dość cienki, ale łatwo się rozkłada i dopasowuje do twarzy. Nadruk jest mało widoczny, a szkoda. Płat jest mocno nasączony esencją o trochę dziwnym zapachu, na szczęście szybko się ulatnia. Po zdjęciu materiału skóra jest odświeżona, nawilżona i wygładzona. Buzia zdrowo się prezentuje, jest rozświetlona. 


Błyskawiczna maseczka peel-off z ekstraktem z grejpfruta, Efektima

Działająca maseczka w formie żelu. Złuszcza martwe komórki naskórka, wygładza, odmładza i dodaje skórze witalności. Zawiera wyciąg z grejpfruta, który ze względu na właściwości oczyszczające i ściągające idealnie odświeża i liftinguje cerę. Formuła maski dodatkowo wzbogacona została w wyciąg z papai, dzięki któremu wzmocnione zostało działanie przeciwstarzeniowe i nawilżające. Efektem zabiegu jest widoczna poprawa elastyczności skóry. Cera jest wyjątkowo gładka, świetlista i odmłodzona.

Maseczki peel-off to rodzaj, który lubię najmniej, ale od czasu do czasu po nie sięgam. Jakiś czas temu w prezencie otrzymałam tą z Efektimy i postanowiłam wypróbować. Saszetka ma ładną szatę graficzną, przyciąga oko. W opakowaniu znajduje się 7 ml produktu, co spokojnie wystarcza na jedną aplikacje. Maseczka ma postać gęstego, różowego żelu o przyjemnym, grejpfrutowym zapachu. Trochę mnie to zaskoczyło, ponieważ zazwyczaj maski peel-off śmierdzą alkoholem. Maska bez problemu rozprowadza się równomiernie na skórze. Po około 20 minutach zasycha i bez problemu można ją zdjąć w dwóch częściach. Skóra jest po niej odświeżona, delikatnie oczyszczona i wygładzona. Maseczka nie nawilża, koniecznie trzeba użyć po niej kremu. 


Maska bąbelkowa Oczyszczanie i Energia 24K złoto + aktywny węgiel, AA Bubble Mask

Poddaj się niezwykłemu doświadczeniu pielęgnacyjnemu z bąbelkową maseczką oczyszczająco-odświeżającą AA Bubble Mask. Aktywny tlen - w kontakcie z Twoją skórą - tworzy lekko musująca piankę, która deliaktnie bąbelkuje, zwiększa swoją objętość, a jendocześnie zmienia kolor. Innowacyjna formuła ANTYOX&DETOX stymuluje mikrocyrkulację i dotlenia skórę, zwiększając wchłanianie substancji aktywnych zamkniętych w maseczce. W efekcie Twoja cera będzie doskonale oczyszczona i odżywiona.

Maski bąbelkowe znają już chyba wszyscy, co raz więcej marek wypuszcza je na rynek, chociaż marka AA była jedną z pierwszych. Maska Oczyszczanie i Energia umieszczona jest w podwójnej saszetce w żółtym kolorze, który wyróżnia się z daleka ze sklepowej półki. W każdej części znajduje się 4 ml produktu, co wystarcza na jedną aplikacje. Maseczka ma postać czarnego żelu, który należy nałożyć na wilgotną skórę. Już po chwili zaczyna zmieniać się białą piankę. Bąbelkowanie jest bardzo fajnym uczuciem, takie delikatne mrowienie, łaskotanie. Po zaprzestaniu musowania wykonuję krótki masaż i zostawiam ją jeszcze na kilka minut po czym dokładnie zmywam ciepłą wodą. Maseczka dobrze oczyszcza skórę, delikatnie ją wygładza. Cera odzyskuje energię i blask. Początkowo myślałam, że to tylko taki gadżet, a działanie znikome, ale jednak się pomyliłam, bo maska jest bardzo fajna.


Normalizująca maska głęboko oczyszczająca, Tołpa

Normalizująca maska głęboko oczyszczająca marki Tołpa złuszcza zrogowaciały naskórek i głęboko oczyszcza pory. Adsorbuje sebum i normalizuje jego wydzielanie. Reguluje rogowacenie, poprawia teksturę naskórka i redukuje liczbę zaskórników. Zapobiega powstawaniu grudek i krostek oraz przyśpiesza eliminację zmian. Przeciwdziała tworzeniu się przebarwień potrądzikowych. Wspomaga regenerację mikrouszkodzeń. Pozostawia skórę gładką, odtoksycznioną i długotrwale matową.

Maseczka Tołpy kusiła mnie od dawna, jednak na jej zakup zdecydowałam się dopiero na jakiejś promocji. Umieszczona jest ona w podwójnej saszetce, w każdej części znajduje się 6 ml produktu co wystarcza na równomierne pokrycie twarzy. Zaraz po aplikacji pojawia się delikatne szczypanie, o czym wspomina producent, że coś takiego może wystąpić. Nie jest to jakieś bardzo uciążliwe, ale jednak przyjemne też nie jest. Maseczka zasycha, trochę uciążliwie się ją zmywa, jednak przy pomocy chusteczki lub gąbeczki idzie szybko. Po jej usunięciu skóra jest lekko zaczerwieniona, jednak na szczęście szybko znika. Maseczka genialnie oczyszcza skórę i ją wygładza. Dobrze pochłania nadmiar sebum dzięki czemu mniej się przetłuszcza, szczególnie w strefie T. Po maseczce koniecznie trzeba użyć kremu nawilżającego, ponieważ skóra jest lekko ściągnięta. Chętnie wrócę do niej za jakiś czas. 


Pamiętacie o regularnym stosowaniu maseczek? Jaką ostatnio używałyście?

Miłego dnia! :)

wtorek, 12 marca 2019

Żele pod prysznic #3: Biolove, Isana

Ostatnio kończy mi się sporo produktów, z czego jestem dumna, ponieważ marcowe denko będzie spore, ale przez to robią mi się zaległości na blogu i nie wiem, kiedy to wszystko opiszę. Nie będę jednak narzekać, tylko biorę się za pisania. Na pierwszy ogień idzie zbiorowy post na temat żeli pod prysznic, bo takowego już jakiś czas nie było. W ostatnim czasie podczas kąpieli towarzyszyły mi żele Biolove oraz oczywiście kochana przeze mnie Isana.


Żele pod prysznic Karambola i Borówka, Biolove

Naturalny żel pod prysznic zapewnia optymalne nawilżenie nie podrażniając skóry. Nie zawiera: SLS, PEG, silikonów, parabenów, barwników.

Żele Biolove zakupiłam na jakiejś promocji w sklepie internetowym Kontigo w zeszłym roku, wrzuciłam wtedy do wirtualnego koszyka kilka wersji i te są już ostatnie. Mają one wygodne opakowania o pojemności 250 ml, które dobrze leżą w dłoni. Szata graficzna przyciąga oko, szczególnie te owoc
e, aż chciałoby się zjeść. Oba żele mają dość lejącą konsystencję. W kontakcie z wodą dobrze się pienią, jednak najlepiej używać ich na myjkę, wtedy wydajność wzrasta. Dobrze oczyszczają i odświeżają skórę. Nie wysuszają, ale też nie nawilżają, użycie po kąpieli balsamu jest konieczne. Oczywiście warto wspomnieć również o zapachu, który w obu wersjach jest cudowny! Nie wiem jak pachnie w rzeczywistości Karambola, ale ten aromat jest bardzo ładny, słodki, owocowy. Niestety szybko się ulatnia, po wyjściu z pod prysznica jest już właściwie nie wyczuwalny. Pod tym względem lepiej spisała się Borówka. Zapach tej wersji to petarda, chyba najlepszy ze wszystkich żeli Biolove jakie miałam. Serio, aż chciałoby się zjeść! Pyszna, słodka, naturalna borówka. 
Niedawno zauważyłam, że Biolove wypuściło na rynek nowe wersje zapachowe tych żeli, m.in. śliwkę, którą na pewno kiedyś wypróbuję. 


Kremowy olejek pod prysznic do skóry suchej, Isana Med

Wyjątkowo bogata formuła z cennymi olejkami sojowymi oraz migdałowymi delikatnie i dokładnie oczyszcza skórę nie powodując jej wysuszenia. Daje skórze dodatkową porcję pielęgnacji, dzięki czemu staje się ona gładka i aksamitna w dotyku. Wartość pH 5,5. 
Tolerancja skórna potwierdzona dermatologicznie.

Zazwyczaj sięgam po żele o intensywnych zapachach, ale od czasu do czasu mam ochotę od nich odpocząć, wtedy sięgam po kremowy olejek z Isany. Ma on bardzo delikatny, kremowy aromat, który otula ciało, ale nie jest nachalny. Produkt ma konsystencje mleczka, które jest lekko tłuste. W kontakcie z mokrą skórą właściwie się nie pieni. Dobrze oczyszcza ciało z wszelkiego rodzaju zanieczyszczeń. Po spłukaniu skóra jest delikatna w dotyku, miękka, delikatnie nawilżona. Zazwyczaj nie nakładam po nim balsamu i nie czuję z tego powodu dyskomfortu. 
Olejek zakupiłam z polecenia koleżanki, podejrzewam że normalnie nie zwróciłabym na niego uwagi w Rossmannie. Nie wyróżnia się niczym szczególnym. Buteleczka o pojemności 250 ml ze skromną szata graficzna, bez kolorowych nadruków. W tym przypadku akurat najważniejsze jest zawartość, którą bardzo polubiłam.


Żel pod prysznic Festival Love, Isana 

Żele pod prysznic Isana dostarczają skórze tego czego, potrzebuje. Ich składniki zapewniają wyczuwalną świeżość i całodniowe dobre poczucie perfekcyjnie wypielęgnowanej skóry. Żel pod prysznic Isana Love Festival budzi marzenia o słonecznych godzinach wieczornych. Receptura zawierająca delikatny kompleks pielęgnacyjny oczyszcza i pielęgnuje skórę, a jednocześnie uwodzi zmysły słonecznym zapachem jaśminu. Doznaj lata, które nigdy się nie kończy. pH neutralne dla skóry. Produkt przebadany dermatologicznie.

Kolejny produkt Isany, tym razem jeśli chodzi o szatę graficzną to różnica kolosalna, jest kolorowa, przyciąga oko. Plastikowa butelka o pojemności 300 ml, dobrze leży w dłoni, bez problemu można wydobyć zawartość. Konsystencja żelowa, w kontakcie z wodą dobrze się pieni. Zapach cudowny, pod prysznicem mam wrażenie jakbym przenosiła się na plażę z drinkiem w ręku. Przeważa aromat jaśminu, jednak w tle pojawiają się owocowe nuty. Unosi się on przez jakiś czas w łazience po kąpieli oraz na ciele. Żel dobrze oczyszcza i odświeża skórę. Nie podrażnia, ani nie wysusza. Zawsze staram się używać po kąpieli balsam, ale czasem mi się po prostu nie chce i nie czuję z tego powodu dyskomfortu. Wersja Festival Love aktualnie nie jest dostępna, a szkoda, bo zapach jest naprawdę cudowny. Mam nadzieję, że kiedyś wróci do oferty.


Z wszystkich czterech żeli jestem zadowolona, zresztą mało kiedy zdarza mi się w tej kategorii jakiś bubel. Nie jestem bardzo wymagająca jeśli chodzi o produkty do mycia, ma przyjemnie pachnieć, dobrze oczyszczać i nie wysuszać. Te właśnie to robią. Wiem, że wiele osób nie przepada za Isaną, ale trzeba pamiętać, że każda skóra jest inna. U jednym sprawdza się to, u innych co innego i nie można o tym zapominać. Na rynku jest tyle produktów, że każdy powinien znaleźć coś dla siebie.


Jaki żel pod prysznic aktualnie używacie?

Miłego dnia! :)

poniedziałek, 11 marca 2019

Płyn micelarny do twarzy i oczu Skin Crystal Care, Farmona

Płyny micelarne to produkty, po które sięgam codziennie, więc schodzą one u mnie dość szybko. Aktualnie w mojej łazience można znaleźć tego typu produkt z Farmony, a dokładnie Skin Crystal Care. Powoli dobija on już dna, więc jest to idealny moment, aby napisać o nim kilka słów. Czy się sprawdził? Czy jestem zadowolona? Tego dowiecie się w dalszej części wpisu.


Płyn micelarny umieszczony jest w przeźroczystej, plastikowej butelce o pojemności 200 ml. Wyposażona jest ona w pompkę, która szczerze mówiąc niekoniecznie jest dobrym pomysłem. Podczas naciśnięcia jednej dawki wydobywa się mało produktu, potrzeba ich kilka, aby wacik był mokry. Jeśli zbyt szybko naciskam pompkę to zaczyna ona pluć produktem i niekoniecznie ląduje tam gdzie trzeba. Jest to kwestia gustu, ale osobiście wolałabym, aby płyn można było po prostu wylewać na wacik przez niewielki otwór. Szata graficzna skromna, niczym się nie wyróżnia. Na opakowaniu znaleźć można informacje na temat produktu, sposób użycia oraz skład. 


Jak na płyn micelarny przystało, przypomina on wodę. Ma on jednak przyjemny, świeży zapach. Jest on dość intensywny, ale szybko się ulatnia, więc nie powinien nikomu przeszkadzać. Jeśli jednak wolicie bezzapachowe produkty do pielęgnacji twarzy to odpuście sobie jego zakup.


Używam go zarówno do porannego oczyszczenia twarzy z nocnych zanieczyszczeń jak i do demakijażu. W obu przypadkach radzi sobie dobrze. Oczyszcza i odświeża skórę, nie wysusza jej. Dobrze rozpuszcza kosmetyki kolorowe takie jak podkład, puder czy nawet tusz do rzęs. Obawiam się jednak, że z wodoodpornymi produktami nie dałby sobie rady, do tego lepiej sprawdzają się płyny dwufazowe. Brzmi dobrze, prawda? No a jednak się nie polubiliśmy. Dlaczego? A no dlatego, że podczas oczyszczania skóry płyn zaczyna się pienić na waciku, a ja strasznie tego nie lubię. Na szczęście nie podrażnia skóry ani oczu, nawet jeśli odrobina dostanie się pod powiekę to nie czuję dyskomfortu. 


Tak jak mówiłam u mnie tego typu produkty schodzą szybko i taki o pojemności 200 ml starcza na jakieś 3 tygodnie, tak samo jest w tym przypadku. Cena to około 17-20 zł w zależności od miejsca jego zakupu. W sklepie internetowym Lavenda możecie go kupić za 16,99 zł. Patrząc na działanie to płyn jest dobry, jednak nie sięgnę po niego ponownie ze względu na to, że się pieni, no i aplikator.


Miłego dnia! :)

czwartek, 7 marca 2019

Odżywczy krem do stóp, Neutrogena

Jeśli chodzi o kremy zarówno do rąk jak i stóp to niestety nie jestem regularna w ich stosowaniu. Zawsze sięgam po nie dopiero wtedy jak stan skóry w tych miejscach się pogarsza. Szukam, więc takich produktów, które będą działać już od pierwszego użycia. Czasami się udaje, a czasami niekoniecznie. A jak się sprawdził Odżywczy krem do stóp z Neutrogeny? O tym w dalszej części wpisu.


Krem umieszczony jest w tubce wykonanej z miękkiego plastiku w pojemności 50 ml. Ma odpowiedniej wielkości otwór, więc bez problemu można wydobywać odpowiednią ilość produktu właściwie do samego końca. Tubka dodatkowo umieszczona jest w kartoniku, który z tego co pamiętam nie był zafoliowany. Znajdziemy na nim informacje na temat produktu oraz skład. Szata graficzna skromna, opakowanie nie rzuca się bardzo w oczy na sklepowej półce.


Krem na gęstą konsystencje, jednak łatwo rozprowadza się na stopach w wmasowuje w nie. Ze względu na bogatą formułę trzeba mu dać trochę czasu na wchłonięcie, nawet jeśli nałożymy niewielką ilość. 
Zapach taki trochę kremowy z dodatkiem mentolu. Gdybym miała się nim smarować gdzieś w okolicy nosa to pewnie by mi przeszkadzał, ale w przypadku stóp aż tak bardzo go nie czuję. Utrzymuje się on jakiś czas na skórze oraz na pościeli, jeśli stosujemy go wieczorem.


Jak już wspominałam na początku, nie jestem regularna jeśli chodzi o stosowanie kremów do stóp, dlatego kiedy widzę, że coś nie tak dzieje się ze skórą w tych okolicach nakładam grubą warstwę produktu na noc i zakładam skarpetki. Już po pierwszym użyciu odżywczego kremu widać różnicę, ale zwykle stosuję go w taki sposób kilka dni z rzędu. Produkt bardzo dobrze nawilża i odżywia skórę. Zmiękcza stopy, stają się one miękkie i delikatne w dotyku. Przy pierwszych użyciach byłam w szoku jak dobrze sprawdził się szczególnie na piętach. Krem koi wysuszoną skórę i przyspiesza gojenie ewentualnych pęknięć, które na szczęście zdarzają się u mnie bardzo rzadko.


Ciężko mi określić jego wydajność, bo tak jak pisałam nie stosuję go codziennie, a jak już używam to grubą warstwą. W mojej łazience stał kilka miesięcy. Myślę, że stosowany w niewielkiej ilości codziennie spokojnie starczy na kilka tygodni. Jego cena to około 15 zł w zależności od miejsca zakupu. jak za taką kwotę to jest on naprawdę genialny. polecam! Ja teraz skusiłam się na coś innego, ale tylko ze względu na to, że uwielbiam testować nowości, ale być może kiedyś do niego wrócę.


Macie swój ulubiony krem do stóp?

Miłego dnia! :)

środa, 6 marca 2019

Maseczki do twarzy w płacie, Isana

Maseczki na tkaninie polubiłam jakiś czas temu i sięgam po nie regularnie. Kilka miesięcy w temu w Rossmannie pojawiły się maski w płacie z Isany. Dostępne są w czterech wersjach w cenie 3,99 zł, za taką kwotę oczywiście wzięłam wszystkie, ponieważ byłam ich bardzo ciekawa. Lubię Isanę, szczególnie za żele pod prysznic, które są genialne i miałam nadzieję, że również z maseczek będę zadowolona. Czy faktycznie? Niestety nie do końca, ale o tym w dalszej części wpisu. 


Maseczka do twarzy z olejkiem arganowym, Isana Glow

ISANA maseczka do twarzy Glow dzięki olejkowi arganowemu zapewnia skórze intensywne i długotrwałe nawilżenie oraz nadaje cerze przepięknie promienny wygląd i świeży blask. Cienkie linie i zmarszczki są natychmiast wygładzane.
Działanie i pielęgnacja: Połączenie kwasu hialuronowego, aloesu i oleju arganowego wspomaga równowagę hydrolipidową skóry.  Twoja skóra staje się jedwabiście miękka. Masło Cupuacu i olej z awokado pielęgnują skórę i wspierają jej naturalną regenerację. Dla promiennej cery.

Maseczka ma postać sztywnego, grubego materiału, na szczęście wersja Glow jest dość dobrze nasączona i można ją dopasować do twarzy. Ma przyjemny, kremowy, otulający a zarazem świeży zapach, który utrzymuje się jakiś czas. Po zdjęciu materiału trochę esencji zostało na buźce, jednak po wklepaniu szybko się wchłonęła. Maska dobrze nawilżyła, nawodniła i odżywiła skórę. Twarz prezentuje się po niej zdrowo i promiennie. 


Maseczka do twarzy z wodą różaną, Isana Relax

ISANA maseczka do twarzy Relax dzięki wodzie różanej zapewnia skórze intensywne i długotrwałe nawilżenie oraz gwarantuje  cerze niezwykłe odprężenie. Cienkie linie i zmarszczki są natychmiast wygładzane.
Działanie i pielęgnacja: Połączenie kwasu hialuronowego, aloesu i wody różanej wspomaga równowagę hydrolipidową skóry. Twoja skóra się nawilżona, co zmniejsza uczucie napięcia. Masło Cupuacu i olej z awokado pielęgnują skórę i wspierają jej naturalną regenerację. Dla uczucia odprężonej skóry.

Maseczka Relax w rzeczywistości jest sztywnym, suchym materiałem, który ciężko dopasować do twarzy, zsuwa się, odkleja. No dobra, nie jest całkowicie suchy, ale przyzwyczajona jestem do tych masek z których aż kapie esencja. Posiada bardzo delikatny, kwiatowy zapach, niekoniecznie jest to róża. Maseczka mnie zaskoczyła, ponieważ myślałam, że nie zrobi nic, a jednak dość dobrze nawilżyła moją skórę. Buzia stała się miękka, delikatnie nawilżona, odświeżona. 


Maseczka do twarzy z ekstraktem z mięty, Isana Refresh

ISANA maseczka do twarzy Refresh dzięki ekstraktowi z mięty zapewnia skórze intensywne i długotrwałe nawilżenie oraz nadaje ożywiony i promienny wygląd. Cienkie linie i zmarszczki są natychmiast wygładzane.
Działanie i pielęgnacja: Połączenie kwasu hialuronowego, aloesu i ekstraktu z mięty wspomaga równowagę hydrolipidową skory. Twoja skóra się nawilżona, co zmniejsza uczucie napięcia. Masło Cupuacu i olej z awokado pielęgnują skórę i wspierają jej naturalną regenerację. Dla uczucia świeżości.

Tak samo jak w poprzednich wersjach maska ma postać sztywnego materiału, jednak jest lepiej nawilżona niż różana. Posiada delikatny, miętowy zapach. Po nałożeniu na twarz delikatnie chłodzi, lubię takie uczucie szczególnie w letnie dni. Najlepiej po aplikacji się położyć, aby się nie zsunęła, ponieważ niestety słabo przylega do twarzy. Maska odświeża cerę i delikatnie ją nawilża. Efekty nie powalają, ale na szczęście nie robi też krzywdy.


Maseczka do twarzy z ekstraktem z kaktusa, Isana Moisture

ISANA maseczka do twarzy Moisture dzięki ekstraktowi z kaktusa zapewnia skórze intensywne i długotrwałe nawilżenie oraz nadaje cerze odświeżony wygląd. Cienkie linie i zmarszczki są natychmiast wygładzane.
Działanie i pielęgnacja: Połączenie ekstraktu z kaktusa, kwasu hialuronowego i aloesu wspomaga równowagę hydrolipidową skóry.  W rezultacie twoja skóra staje się odświeżona, a uczucie napięcia zmniejsza się. Masło Cupuaco i olej z awokado pielęgnują skórę i wspierają jej naturalną regenerację. Dla intensywnego nawilżenia.

Ostatnia już maseczka z tej serii, która mnie najbardziej ciekawiła, a niestety się zawiodłam. Tkanina sztywna, bardzo słabo nasączona esencją, ciężko się dopasowuje do twarzy i zsuwa się z niej. Ma delikatny, świeży zapach. Po zdjęciu materiału skóra była odświeżona, delikatnie wygładzona i nawilżona. Myślałam, że jest wszystko ok, więc położyłam się spać. Rano obudziłam się z wysuszoną i ściągniętą twarzą, która aż błagała o krem nawilżający. Przyznaję, że nigdy wcześniej mi się coś takiego nie zdarzyło. Szkoda, że maseczka, która niby miała długotrwale nawilżać zrobiła coś takiego.


Gdybym miała decydować się na którąś z nich ponownie, to byłaby to wersja Glow ewentualnie Relax, ale nie planuję powrotów. Marka chciała zrobić coś fajnego w niewielkiej cenie, niestety nie do końca im to wyszło. Szkoda, no ale cóż..

Znacie te maseczki? Jak wrażenia?

wtorek, 5 marca 2019

Regenerujące serum na końcówki w olejku, Dove Advanced Hair Series

O swoje włosy staram się dbać regularnie, olejuje je, nakładam maski, odżywki, nigdy też nie zapominam o końcówkach. W tym przypadku stosuję gotowe olejki/serum lub nakładam dosłownie 2-3 krople oleju, który akurat mam pod ręką, np. arganowy lub awokado. Dzisiaj jednak słów kilka chciałam napisać o Regenerującym serum na końcówki w olejku z Dove, który mojej łazience jest już od kilku miesięcy i zostało go już na dnie. Myślę, że jest to produkt na który warto zerknąć podczas zbliżającej się promocji w Rossmannie.


Olejek umieszczony jest w małej buteleczce z pomarańczowego, półprzeźroczystego plastiku o pojemności 50 ml. Cieszę się, że nie jest w szklanym opakowaniu, ponieważ z moim szczęściem pewnie bym je rozbiła, już raz mi się to zdarzyło w przypadku serum innej marki. Wyposażona jest w pompkę, co jest bardzo dobrym rozwiązaniem. Aplikator nie zacina się, ani nie pluje zawartością, wydobywa odpowiednią ilość serum. Buteleczka dodatkowo umieszczona jest w kartoniku na którym umieszczone są informacje na temat produktu w aż czterech językach oraz skład. Szata graficzna skromna, przejrzysta, podoba mi się. 


Konsystencja oleista, tłustawa, jednak nie aż tak bardzo jak w przypadku olei naturalnych. Szybko się wchłania, zarówno we włosy jak i w skórę dłoni. Zawsze pozostałości serum, których nie rozprowadzę na końcówkach wmasowuję w ręce. 
Zapach jest cudowny, taki trochę owocowo-kwiatowy. Na włosach utrzymuje się nawet kilka godzin. Nie jest bardzo intensywny, więc nie powinien on nikomu przeszkadzać. 


Olejek najczęściej stosuję na końcówki, po myciu jeszcze na wilgotne włosy wmasowuje we włosy 1-2 dozy produktu. Serum dobrze je zabezpiecza przed rozdwajaniem, sprawia że prezentują się zdrowo, chociaż niekoniecznie takie są, bo już od jakiegoś czasu wybieram się do fryzjera aby pozbyć się kilku centymetrów, ale jakoś dojść nie mogę. Końcówki są nawilżone, miękkie w dotyku. 
Po serum sięgam również w takich dniach kiedy moje włosy żyją własnym życiem i ciężko mi je okiełznać. Wtedy 2-3 dozy olejku rozprowadzam na dłoniach i przeczesuje pasma na całej długości. Produkt dobrze je wygładza, ułatwia stylizacje włosów i zapobiega ich puszeniu. 
Olejek nie obciąża włosów, ani nie przyspiesza ich przetłuszczania. Pewnie gdybym nałożyła go sporo wtedy pasma byłyby tłuste, jednak w takiej ilości jak ja używam nigdy nie zrobił mi krzywdy. 


Szczerze mówiąc myślałam, że olejek skończy się o wiele szybciej, a w rzeczywistości jest on bardzo wydajny. Wystarczył mi na kilka miesięcy, ale też przyznaję, że czasami go zdradzałam z innymi produktami. Jego cena to około 25-30 zł, nie jest to dużo jak na taką wydajność i działanie. Warto na niego polować podczas promocji. Sama chyba do niego wrócę za jakiś czas, jednak najpierw chcę wypróbować inne produkty, które dostępne są na rynku.


Miłego dnia! :)