Obserwatorzy

wtorek, 21 marca 2017

Czy to aby na pewno balsam pod prysznic ?

Jak wiecie, albo i nie do balsamów pod prysznic przekonania nie mam po tym jak jeden z nich zrobił więcej szkody niż pożytku, ale że od tej sytuacji minęło już parę lat, ponownie zaczęłam im się przyglądać. Przy okazji wizyty w Rossmannie na półce z balsamami ujrzałam produkt firmy Isana, spojrzałam na etykietę, a tam napis ''balsam pod prysznic'', więc bez wczytywania się w opis wrzuciłam go do koszyka. Jeśli jesteście ciekawi czy to aby na pewno balsam pod prysznic to zapraszam do dalszego czytania.


Co mówi producent ?


Skład :


Opakowanie :
Produkt otrzymujemy w tubce wykonanej z miękkiego plastiku, dzięki temu bez problemu wydobywamy go do samego końca. Zamknięcie typu flip-top nie sprawia problemu nawet wtedy, gdy mamy mokre dłonie, możemy go otworzyć bez obawy o paznokcie. Na opakowaniu znajdziemy naklejkę z polskim opisem producenta, pod wpływem wody jednak się zdziera co wygląda nieestetycznie. Szata graficzna bardzo ładna, wyróżnia się z półki. Pojemność 200 ml.

Zapach, konsystencja :
Muszę przyznać, że liczyłam na kwaskowy zapach limonki i do tego delikatny mleczny, słodki aromat. Niestety trochę się przeliczyłam, zapach jest mocny i trochę sztuczny. Mój nos limonki tam nie czuje, a jedynie intensywnie mleczny aromat z jakimś sztucznym dodatkiem. Utrzymuje się jakiś czas na skórze. Konsystencja z tych rzadszych, lubi spłynąć z dłoni.

Działanie :
Jeszcze tego samego dnia po zakupie wzięłam tego gagatka pod prysznic z wielkimi nadziejami, oczywiście dalej nie spojrzałam na to co pisze producent, ani na skład. Umyłam ciało żelem i chwyciłam ten balsam aby go nałożyć. Zdziwiłam się bardzo, kiedy zauważyłam że balsam zaczął się pienić, dopiero wtedy przeczytałam skład a tam na drugim miejscu SLS. Producent zamiast nazywać ten produkt balsamem pod prysznic powinien napisać raczej, że jest to balsam do mycia ciała. Jako żel sprawdza się dobrze, odpowiednio oczyszcza ciało, a przy tym nie wysusza skóry. Nie ma co liczyć na nawilżenie, bo też go niestety nie ma. Po prysznicu bez tradycyjnego balsamu lub masła się nie obędzie.

Wydajność :
Produkt szybko się kończy, co w tym przypadku akurat na plus, ponieważ zapach jest męczący.

Cena :
Około 5 zł.


Podsumowując :
Gdybym od razu spojrzała na skład i w sklepie zorientowała się, że jest to po prostu żel pod prysznic raczej bym go nie kupiła, ale zmylił mnie fakt że stał on na półce z balsamami. Obecnie w moim Rossmannie zmienił on swoje miejsce i stoi razem z żelami pod prysznic. Jeśli jednak chcecie go kupić właśnie jako żel to radzę najpierw sprawdzić zapach, bo być może akurat Wam się spodoba.


Pozdrawiam, Ala.

niedziela, 19 marca 2017

Odżywczy peeling do ciała z mielonymi pestkami moreli, Vianek

Przez dłuższy czas byłam wierna domowemu kawowemu peelingowi, jednak ileż można. Postanowiłam go zdradzić z produktem firmy Vianek, który znajdował się w moich zapasach. Dobił on już jednak dna, więc to najlepszy moment aby podzielić się z Wami opinią na jego temat. Jeśli jesteście ciekawi zapraszam do dalszego czytania.


Co mówi producent?


Skład :


Opakowanie :
Produkt otrzymujemy w plastikowym słoiczku, moim zdaniem jest to świetne rozwiązanie w tego typu produktach, ponieważ bez żadnych problemów wydobywamy go do samego końca. Aby odkręcić nakrętkę musimy mieć jednak suche dłonie, ponieważ przy mokrych może nam to sprawić problem. Szata graficzna bardzo ładna, przejrzysta. Mój peeling posiadał pojemność 150 ml, ale wiem że firma teraz powiększyła swoje opakowania i aktualnie możecie go kupić w słoiczku 250 ml.

Zapach, konsystencja :
Produkt ma przyjemny, słodki zapach, osobiście kojarzy mi się z ciastkami, z takimi biszkoptami przekładanymi morelowym dżemem, które swoją drogą bardzo lubię. Aromat utrzymuje się na ciele długo i przenika na piżamę, dzięki czemu możemy cieszyć się nim dłużej. Konsystencja gęsta, ale bez problemu można go nabrać. 

Działanie :
Peeling zawiera sporo drobinek, które mają za zadanie usuwać martwy naskórek. Biorąc go po raz pierwszy pod prysznic nie liczyłam na jakieś wielkie zdzieranie, ponieważ peelingu kawowego chyba nie przebije nic, ale ten miło mnie zaskoczył. Produkt zawiera sporo drobinek, które przyjemnie masują ciało, a przy tym dokładnie usuwają to co trzeba, czyli martwy naskórek. Dzięki olejom zawartym w peelingu nie jest potrzebny już nam balsam. Po użyciu skóra jest miękka, gładka oraz dobrze nawilżona. Jest to produkt, który powinien się sprawdzić u każdego, jego siłę możemy sobie stopniować poprzez delikatny lub mocniejszy masaż. Należy zużyć go w ciągu 3 miesięcy, ale nie jest to problemem.

Wydajność :
Peeling niestety wydajnością nie grzeszy, 150 ml wystarczyło mi na 5 użyć. Nie jest to zły wynik, ale dobry też nie.

Cena :
Za 250 ml produktu zapłacimy około 18-20 zł.


Podsumowując :
Bardzo dobry peeling o cudownym zapachu.


Pozdrawiam, Ala.

sobota, 18 marca 2017

Akcja ŻYCZENIA DLA BLOGERKI - podsumowanie lutego.

Witajcie Kochani :*
Mamy 18 marca, a ja przychodzę do Was dopiero z podsumowaniem drugiego miesiąca naszej akcji, ale popsuł mi się laptop i liczyłam, że uda się go naprawić.. niestety się przeliczyłam. Skończyło się na tym, że dzisiaj wybrałam się do sklepu po nowy sprzęt. Mam nadzieję, że trochę mi posłuży, chociaż muszę przyznać, że ciężko mi się przestawić.


W lutym swoje święto obchodziła tylko Kasia, ale za to podwójne, ponieważ w tym samym miesiącu ma urodziny i imieniny. Z tej okazji otrzymała pięć upominków.


W paczce od Darii znalazła ;
- Drewnianą szczotkę do masażu 
- Róż do policzków, Live Love
- Mgiełkę do ciała o zapachu zielonej herbaty, Belle Nature 
- Ręcznie robione kolczyki
- Nawilżającą maskę łagodzącą, Tołpa
- Próbkę balsamu Evree
- Kartkę z życzeniami


Od Anszpi :
- Żel pod prysznic Zielona Cytryna z Meksyku, Yves Rocher
- Róż do policzków, Kiko
- Próbki 
- Kartkę z życzeniami


 Od Eweliny :
- Peeling Jagody Acai i Wiśnia Japońska, Hean Owocowe Spa
- Pomadkę do ust, Oriflame
- Kredkę do oczu, Oriflame
- Próbki
- Saszetki herbat


Od Agnieszki:
- Butelka ze słomką
- Zabieg Laminowanie Włosów, Marion
- Peeling do ciała Wiśnia, Joanna
- Krem do twarzy, AA
- Błyszczyk do ust, Freedom
- Maseczki
- Próbki
- Kartkę z życzeniami


Również ja wysłałam Kasi paczuszkę w której znalazła :
- Żel pod prysznic Frozen Breeze, Balea
- Balsam do ust, Himalaya Herbals
- Pomadkę do ust Color Wear, Lovely
- Maseczki
- Próbki
- Kartkę z życzeniami

To by było na tyle, a już niedługo podsumujemy marzec ;)
Pozdrawiam, Ala.

środa, 1 marca 2017

Intensywnie regenerująca maseczka do włosów suchych i zniszczonych, Biovax

Witam się z Wami pierwszego dnia marca, ostatnio znów mnie tutaj trochę nie było, ale miałam sporo na głowie i musiałam najpierw pozałatwiać sprawy urzędowe, aby móc powrócić na bloga. Teraz już jestem i zamierzam pisać regularnie.. obiecuję ! U mnie za oknem słoneczko, co dodatkowo nastraja mnie na pisanie, nie lubię szaro-burej aury, ale chyba nikt tego nie lubi. 
Za nim jeszcze przejdę do tematu wpisu chciałam Wam powiedzieć, że na razie na blogu nie będą pojawiały się denka, za to na bieżąco będę wrzucać co zużyłam na instagrama. Dlaczego ? A no dlatego, że po pierwsze nie mam zbytnio gdzie trzymać pustych opakowań, a po drugie pustaki z lutego przez przypadek mój tata wyniósł do śmietnika, bo myślał że to właśnie śmieci. Od teraz już nie będzie takich niespodzianek i jeśli jesteście ciekawi co zużywam to zapraszam was na mojego Instagrama.


Co mówi producent ?


Skład :


Opakowanie :
Maskę otrzymujemy w plastikowym słoiku z zaciskaną nakrętką, który dodatkowo umieszczony jest w kartoniku. Opakowanie nie sprawia problemu, bez żadnych trudności można je otworzyć nawet wilgotnymi dłońmi. Otwór całkiem spory, dlatego z łatwością wydobyłam maskę nawet przy jej końcówce, Szata graficzna skromna, ale ładna, przeważa kolor biały. Na opakowaniu znajdziemy wszystkie potrzebne informacje o produkcie. Pojemność 250 ml.

Zapach, konsystencja :
Zapach ma przyjemny, jednak taki trochę perfumowany, dość mocny. Na włosach utrzymuje się jeszcze sporo czasu po wyschnięciu. Wydaje mi się, że większości z Was nie powinien przeszkadzać, no chyba że ktoś ma naprawdę wrażliwy nos. Konsystencja gęsta, budyniowa, nie spływa z włosów.

Działanie :
Maskę tą miałam już wcześniej, tyle że w postaci saszetek, kiedy były dostępne jeszcze w Biedronce, miło ją wspominałam dlatego skusiłam się na pełnowymiarowe opakowanie. Nakładałam ją raz w tygodniu, czasem dwa w zależności od ilości czasu starałam się trzymać około 30 minut. Po tym czasie już podczas spłukiwania włosy są śliskie, nie splątane. Kiedy wyschną efekty są zauważalne gołym okiem, kłaczki są dobrze nawilżone, mięciutkie i wygładzone. Przy regularnym stosowaniu włosy są zdrowsze, wiadomo że rozdwojonych końcówek nam nie sklei ale mimo wszystko poprawia ich wygląd. Maska ma jednak to do siebie, że aby zadziałała trzeba ją trochę na głowie potrzymać, zdarzyło mi się, że po nałożeniu okazało się, że za chwilę pilnie będę musiała gdzieś wyjść i spłukałam ją po 5 min. Niestety efekty były bardzo słabe, wręcz niezauważalne. Mimo tego, że na moje włosięta za łopatki nakładałam jej sporo, nie zdarzyło się, aby kiedykolwiek mi je obciążyła. W zestawie z maską otrzymujemy jeszcze czepek termocap, którego raz użyłam ale szczerze mówiąc nie zauważyłam aby jakoś lepiej z nim działała oraz serum wzmacniające A+E.

Wydajność :
Dobra, maska starczyła mi na około 12 użyć, a muszę przyznać, że jej sobie nie żałowałam. Także jak dla mnie wynik jest zadowalający.

Cena :
Około 24 zł.


Podsumowując :
Bardzo dobra maseczka, którą jednak trzeba trochę na włosach potrzymać aby dobrze zadziałała.


Pozdrawiam, Ala.

środa, 15 lutego 2017

Płyn micelarny Hydrain 3 Hialuro, Dermedic

W mojej łazience płyny micelarne mają swoje miejsce od dawna, niby znalazłam już takie które sprawdzają się u mnie idealnie jednak i tak sięgam po inne produkty, aby zobaczyć czy może akurat nie będą lepsze. Po płyn Hydrain 3 Hialuro z firmy Dermedic kusił mnie już dawno, aż w końcu otrzymałam go w grudniowym JoyBoxie. Jeśli jesteście ciekawi jak zadziałał u mnie to zapraszam do dalszego czytania.


Co mówi producent ?



Skład :



Opakowanie :
Płyn otrzymujemy w plastikowej, przeźroczystej butelce, dzięki czemu widać ile produktu zostało. Zamknięcie typu flip-top nie sprawia problemu nawet przy dłuższych paznokciach. Na opakowaniu znajdziemy potrzebne nam informacje czyli opis tego co obiecuje producent oraz skład. Szata graficzna skromna, ale ładna. Płyn można zakupić w trzech różnych pojemnościach, ja posiadam butelkę 100 ml.

Zapach, konsystencja :
Płyn ma przyjemy świeży zapach, wyczuwalny jest tylko przez chwilę po czym się ulatnia, więc nikomu nie powinien przeszkadzać. Jak na micel przystało konsystencja wodna, bezbarwna.

Działanie :
Jak już wiecie, ponieważ często to powtarzam, miceli używam najczęściej do demakijażu oczu. Kiedy sięgnęłam po niego po raz pierwszy byłam przekonana, że jeśli u większości dziewczyn się sprawdza to i u mnie dobrze zadziała. Okazało się jednak trochę inaczej... aby zmyć mój delikatny makijaż oka, czyli tusz do rzęs i jasne cienie, zużyłam kilka wacików. O ile z cieniami poradził sobie bez problemu to przy maskarze pojawił się problem, tusz rozmazywał się tworząc efekt pandy. Postanowiłam wypróbować go do demakijażu twarzy i tu było już lepiej, dobrze poradził sobie z podkładem czy pudrem, Skóra po nim jest dobrze oczyszczona, ale mimo wszystko i tak zawsze używałam jeszcze żelu... tak dla pewności. Tak jak zapewnia producent, płyn nie wysuszył mojej skóry. Spotkałam się z opiniami, że podrażnia oczy, na szczęście u mnie nic takiego nie wystąpiło, co czasami niestety zdarzało się przy innych płynach.

Wydajność :
Kiepska, aby zmyć dokładnie cały makijaż oczu i twarzy potrzeba go sporo.

Cena :
Za 100 ml zapłacimy około 14 zł, płyn występuje również w pojemności 200 ml w cenie 27,50 zł oraz 400 ml za 43,10 zł.


Podsumowując :
Niestety jestem na nie, znam o wiele lepsze płyny, które świetnie radzą sobie z makijażem, również tuszem do rzęs i są o wiele tańsze.


Pozdrawiam, Ala.

poniedziałek, 13 lutego 2017

K'Lips matowa pomadka Milky Brown, Lovely

Witajcie Kochani w kolejny poniedziałek, ten czas zdecydowanie za szybko płynie, a ja jestem strasznie słabo zorganizowana i na nic nie mam czasu. Liczę na to, że jak synek podrośnie będzie trochę lepiej. Przychodzę do Was dzisiaj z recenzją słynnej już pomadki z firmy Lovely. Nie wiem jak u Was, ale u mnie w Rossmannie ciągle są braki.


,,Zestaw do wykonania makijażu ust. Zawiera płynną pomadkę o matowym wykończeniu i konturówkę do ust w tym samym kolorze.''



Pomadka K'Lips firmy Lovely występuje w pięciu odcieniach. Po długich namysłach w drogerii wybrałam kolor Milky Brown. Najchętniej wzięłabym je wszystkie, no ale budżet mi na to nie pozwolił.



Milky Brown to właśnie taki mleczny brąz, z jednej strony kolor bardzo mi się podobał kiedy widziałam go u innych, a z drugiej trochę się obawiała jak będę w nim wyglądać. Po pierwszym użyciu wszystkie obawy zniknęły, a pojawiła się miłość. Odcień idealnie do mnie pasuje, dobrze się w nim czuję, a to chyba najważniejsze. Kilka razy usłyszałam również od znajomych, że do twarzy mi w tym kolorze, więc tym bardziej częściej po nią sięgam. Pomadka jest idealna do codziennych makijaży do pracy czy szkoły, ale również dobrze wygląda na wieczorne wyjścia ze znajomymi.


Konturówka jest dość miękka, bez problemu można nią obrysować kontur ust. Szczerze mówiąc rzadko kiedy sięgam po konturówki, szczególnie na jakieś większe wyjścia, na co dzień stosuję samą pomadkę. K'Lips to pomadka w płynie, nakładamy ją na usta za pomocą aplikatora takiego samego jak przy błyszczykach. Jest on odpowiedniej wielkości, nabiera małą ilość produktu, także bez problemu rozprowadzić ją na ustach. Z racji, że jest to dość ciemny kolor nie polecam robić tego bez lusterka, żeby nie było jakiś niemiłych niespodzianek.


Pomadka utrzymuje się na ustach zaskakująco długo, nie straszne jej picie ani jakieś delikatne jedzenie. Dopiero tłuste potrawy sprawiają, że znika z warg, ale to jest akurat całkiem normalne. W normalnych warunkach utrzymuje się około 5-6 godzin, po czym zaczyna się ścierać ale robi to dość równomiernie. Przy częstym stosowaniu pomadka odrobinę wysusza usta, ale w przypadku matowych pomadek jest to całkowicie normalne, po użyciu balsamu czy jakiegoś masełka wszystko wraca do normy.


Pomadkę K'Lips możecie zakupić w Rossmannie w cenie 19,99 zł.

Pozdrawiam, Ala.

piątek, 10 lutego 2017

Maska do włosów SILK, Kallos

Przychodzę dzisiaj do Was z recenzją maski do włosów SILK firmy Kallos. Te duże litrowe maski znają już chyba wszyscy. Jeśli nie miałyście to na pewno o nich słyszałyście. Produkt ten występuje w wielu wariantach i od czasu do czasu pojawiają się nowe, miałam zamiar przetestować wszystkie wersje, ale chyba nie dam rady, ponieważ takie litrowe opakowanie starcza na długo. 


Co mówi producent ?


Skład :


Opakowanie :
Maskę otrzymujemy w dużym, plastikowym słoiku w kolorze intensywnego różu. Opakowanie bardzo ładnie prezentuje się na łazienkowej półce, Informacje od producenta umieszczone są w kilku językach, znajdziemy również w języku polskim. Pojemnik ma duży otwór dzięki czemu bez problemu wydobywa się produkt do samego końca. Nakrętka dobrze trzyma, jednak aby ją odkręcić trzeba mieć suche ręce, przy mokrych niestety jest dość ciężko. Pojemność 1000 ml.

Zapach, konsystencja :
Zapach trochę dziwny, ciężko jest go opisać, na szczęście na włosach nie utrzymuje się zbyt długo, z czasem można się nawet do niego przyzwyczaić. Konsystencja gęsta, dobrze rozprowadza się na włosach, nie spływa z nich.

Działanie :
Po tym jak świetnie sprawdziła się u mnie wersja waniliowa bez obaw zaczęłam używać właśnie maski SILK, liczyłam że będzie również tak dobra. Nałożyłam ją po umyciu, zostawiłam na jakieś 10 minut po czym spłukałam, kiedy włosy wyschły zastanawiałam się czy ja w ogóle używałam jakiejś odżywki czy maski. Kilka razy próbowałam jej w ten sposób i niestety za każdym razem to samo, nie robiła zupełnie nic, no może trochę tylko ułatwiła rozczesywanie włosów. Szkoda było mi jej wyrzucić dlatego wzbogacam ją o olej lniany i nakładam przed myciem na około godzinę. Po takim kompresie włosy są dobrze nawilżone i wygładzone jednak jest to zasługa oleju. Zostało mi jej jeszcze na jakieś 2-3 użycia, więc zużyje ją do końca, ale na pewno nigdy więcej się na nią nie skuszę.

Wydajność :
Maska z racji na pojemność wystarcza na naprawdę długi czas, w tym przypadku niestety jest to na minus.

Cena :
Około 10-15 zł.


Podsumowując :
Niestety maska nie robi właściwie nic. Po wesji waniliowej liczyłam na zdecydowanie więcej. Mam jeszcze bananową i mam nadzieję, że sprawdzi się lepiej.


Pozdrawiam, Ala.