Obserwatorzy

Sprawdź!

Akcesoria do makijażu - sprawdź opinie

czwartek, 18 kwietnia 2019

Książka na wieczór: Zupełnie normalna rodzina, M. T. Edvardsson

Chyba dopadło mnie jakieś przesilenie wiosenne, jestem wykończona. Wracam z pracy i jedyne o czym marzę to łóżko. Na szczęście jeszcze tylko dzisiaj nocka i mam trochę wolnego na święta.
Wczoraj swoją premierę miała książka Zupełnie normalna rodzina, którą czytałam w ostatnim czasie. Zajęło mi to trochę więcej czasu niż zwykle, ale wcale nie jest to taka łatwa książka jak się początkowo wydaje, wymaga skupienia. ''Idealna rodzina jest największym kłamstwem'' powiem Wam szczerze, że zgadzam się z tym, nikt nie jest idealny, u każdego pojawiają się jakieś problemy, nieporozumienia. Z boku może się wydawać, że rodzina faktycznie jest idealna, jednak w rzeczywistości jest inaczej i to pokazuje ta książka.


O książce:
Tytuł: Zupełnie normalna rodzina
Autor: M. T. Edvardsson
Wydawnictwo: Znak literanova
Oprawa: Miękka
Ilość stron: 496
Data premiery: 17 kwietnia 2019
Kategoria: kryminał, sensacja, thriller


Idealna rodzina jest największym kłamstwem.Przed salą rozpraw siedzi mężczyzna. Czeka na przesłuchanie. Teraz zeznaje jego żona. Na ławie oskarżonych – ich dziewiętnastoletnia córka. Adam i Ulrika boją się o swoje dziecko. I ciągle nie wiedzą, co powiedzieć przed sądem.Są zupełnie zwyczajną rodziną. Adam jest pastorem, jego żona prawniczką. Mieszkają w niewielkim Lund i wspólnie wychowują dziewiętnastoletnią Stellę. Piątkowe wieczory spędzają z pizzą przed telewizorem, soboty w centrum handlowym.Pewnego dnia ten świat obraca się w pył – Stella zostaje aresztowana. Jest oskarżona o zamordowanie młodego mężczyzny.Co widział ojciec, czego nie mówi matka, co ukrywa córka?Mistrzowsko skonstruowana, opowiedziana z trzech perspektyw, nieodkładalna historia, o tym, co zdarzyło się w pewnej zupełnie normalnej rodzinie.Międzynarodowy bestseller – prawa zostały sprzedane do ponad 30 krajów.Są sprawy, do których nikt nie ma prawa się mieszać. Załatwia się je w rodzinie.



Krótko po tym kiedy Stella kończy dziewiętnaście lat zostaje zatrzymana przez policję pod zarzutem zamordowania starszego od siebie mężczyzny. Śledztwo dowodzi, że dziewczyna wiele czasu spędzała z Christhoperem, łączyły ich bliższe stosunki. Wszelkie dowody wskazują na to, że Stella była na miejscu zdarzenia i że to właśnie ona zamordowała Chrisa. Najgorsze jest to, że nastolatka nie ma alibi. Czy faktycznie ona to zrobiła, a może ktoś inny?

Stella dotychczas wiodła życie jak każda dziewczyna w jej wieku. Miała plany, marzenia, żeby wyjechać do Azji i robiła wszystko żeby je spełnić, dlatego też podjęła wakacyjną pracę w H&M. Pewnego dnia na imprezie poznaje starszego mężczyznę, który rozmawia jej przyjaciółką przy barze, wpada jej w oko. Kiedy Amina wcześniej wraca do domu, ona zostaje i odjeżdża do domu taksówką razem z Christhoperem i tak trafia do jego mieszkania. Facet imponuje jej, razem odwiedzają drogie hotele, spa i restauracje. Czy mężczyzna stanie na drodze przyjaźni Stelli i Aminy?

Rodzice Stelli robili wszystko, aby chronić dziewczynę. Najważniejsze było dla nich jej dobro, mimo tego że czasami popełniali złe decyzje, wierzyli że to dla dobra ich córeczki. Miłość rodzica dla dziecka jest silna i bezwarunkowa. Czy rodzice dają Stelli alibi? Czy ojciec potwierdzi, że w tym czasie dziewczyna była w domu?

Kto tak naprawdę zabił Christhopera?


Książka podzielona jest tak jakby na trzy części. W pierwszej to co się dzieje przestawione jest oczami ojca, w drugiej Stelli a w trzeciej matki. Rozdziały naprzemiennie pokazują to co się dzieje aktualnie lub to co działo się w przeszłości tej 'idealnej rodziny'. Książka wymaga skupienia, nie jest lekką lekturą, przynajmniej dla  mnie. Nie jest to taki typowy kryminał, thriller, nie leje się krew. Pokazuje ona to ile rodzice są wstanie zrobić dla swoich dzieci... nawet skłamać. Ja wiem, że to tylko książka, ale niektóre momenty były dla mnie straszne jako dla kobiety, matki. Stalla została zgwałcona na obozie przygotowującym do bierzmowania przez opiekuna, diakona a rodzice dla jej dobra nie zgłosili tego nigdzie, nawet nie starali się jej jakoś pomóc uporać z myślami. Dla mnie osobiście jest to niewyobrażalne. 
Ogólnie książka mimo tego, że nie jest łatwa to mi się podobała. Czytałam z zaciekawieniem co będzie dalej. Myślę, że warto po nią sięgnąć, szczególnie jeśli lubicie taką tematykę.

Dziękuję wydawnictwu Znak literanova za możliwość przeczytania książki jeszcze przed premierą.


Co aktualnie czytacie?

wtorek, 16 kwietnia 2019

Koszulki idealne na lato

Ten tydzień dopiero co się wczoraj zaczął, a ja już czekam na jego koniec. W pracy sporo się dzieje, w domu też przygotowania do świąt pełną parą, więc o jakimś dłuższym odpoczynku nie ma mowy. Powiem Wam szczerze, że z organizacją dnia u mnie ciężko, ale jakoś daję radę. 
Jak wiecie lato zbliża się wielkimi krokami, więc idealny czas na zakupy. Osobiście ostatnio wolę kupować przez internet, w sklepach stacjonarnych jakoś nie mogę nic ciekawego upolować. Jakiś czas temu natrafiłam na sklep internetowy TakeShop, o którym zresztą wspominałam Wam już kilka razy na blogu. Postanowiłam bliżej przyjrzeć się kategorii odzież damska i przygotować dla Was mały przegląd koszulek idealnych na lato.
Wiosną czy latem najczęściej noszę topy i koszulki z krótkim rękawem w neutralnych kolorach, takie które pasują do wszystkiego, czyli białe, szare i czarne, chociaż czasem mam ochotę zaszaleć z bardziej kolorowymi odcieniami. 
Pierwsza propozycja jest idealna dla przyjaciółek, koszulka z napisem FRIENDS świetnie sprawdzi się na wspólne wyjście na miasto czy zakupy. Występuje ona w kilku kolorach, więc każda może wybrać taki w jakim czuje się najlepiej.
Kolejna bluzeczka posiada mały element graficzny na klatce piersiowej w postaci torebki herbaty. Lubię takie niewielkie nadruki, są widoczne, ale nie przytłaczające.
Trzeci i czwarty T-shirt idealny jest dla fanek kotów. Sama miałam kiedyś kocurka, który był ze mną wiele lat, niestety zachorował, a teraz nie mam warunków do posiadania zwierząt, mam nadzieję, że kiedyś to się zmieni. Kociaki mogą mi teraz towarzyszyć w postaci pluszaków lub właśnie nadruków na koszulce. Szara posiada małego kotka, który wisi na kieszeni, jakby miał zaraz wypaść, czarna zaś ma tylko kontury uszu i pyszczka. Sama nie wiem, która jest bardziej urocza. A Wam, która bardziej się podoba?


Jeśli tak jak ja lubicie postacie z bajek i kreskówek to spodobają Wam się koszulki z rysunkiem Myszki Miki i Minnie oraz krasnoludkiem z Królewny Śnieżki. Chyba nigdy nie wyrosnę z tych motywów. A Wy jak sądzicie, czy jest jakaś granica wieku, kiedy należy przestać nosić takie nadruki?
W oko wpadł mi również T-Shirt WIFE. MOM. BOSS., jednak nie jest on dla mnie z racji tego, że żoną nie jestem i na razie nie zapowiada się na zmiany tego statusu. Postanowiłam go tu jednak pokazać, ponieważ może komuś wpadnie w oko i się na niego zdecyduje. 
Ostatnie dwie propozycje to crop topy, czyli krótkie koszulki, które odsłaniają kawałek brzucha. Osobiście lubię je szczególnie do krótkich, czy długich spodni z wysokim stanem. W swojej szafie mam ich zaledwie kilka, więc przed wakacjami muszę zakupić jakieś nowe. Biały posiada czarne wiązania, które moim zdaniem dodają mu uroku, szary zaś ma ma mały element graficzny w postaci głowy kosmity. 


Podobają Wam się moje propozycje? Która najbardziej?



poniedziałek, 15 kwietnia 2019

Niezbędnik w mojej łazience, czyli suchy szampon Batiste

Myślę, że każdy z nas ma taki produkt, którego co prawda nie używa codziennie, ale zawsze musi się być łazience i kiedy tylko zaczyna się kończyć kupujemy nowy na zapas. U mnie tak jest z suchym szamponem Batiste, nie może go zabraknąć. Co prawda dawałam szansę również innym markom, ale i tak zawsze wracam do tej. Szczerze mówiąc nie wiem ile zużyłam już opakowań tego produktu, ale na pewno było ich sporo. 


Suchy szampon umieszczony jest w metalowej butelce o pojemności 200 ml. Wyposażony jest w atomizer, który działa bez zarzutu. Mgiełka produktu równomiernie rozkłada się na włosach. Szata graficzna w każdej wersji zapachowej jest cudowna, kolorowa, przyciąga oko. Trzeba przyznać, że te butelki są widoczne w drogerii z daleka, wyróżniają się na półce. Na opakowaniu znajdziemy informacje na temat produktu, skład oraz sposób użycia.


Batiste w swojej ofercie ma wiele wersji zapachowych. Ja aktualnie posiadam Naughty, czyli połączenie orzeźwiającego, owocowego koktajlu połączonego z kwiatowymi nutami i wanilią. Party to również połączenie owoców z kwiatowymi nutami, jednak przeważają te pierwsze, na pierwszy plan wychodzi brzoskwinia i arbuz. Moją ulubioną wersją, do której często wracam jest Tropical czyli połączenie kokosa i egzotycznych owoców, jak tylko te zużyję to ponownie go zakupię. Aromat ten unosi się podczas aplikacji i jest wyczuwalny przez jakiś czas na włosach.


Atomizer wydobywa suchą, białą mgiełkę, która równomiernie osadza się na włosach. Po aplikacji należy go delikatnie wmasować we włosy u nasady i wyczesać. Szampon mimo białego koloru nigdy nie zostawił na moich ciemnych pasmach osadu, pozostałości produktu znikają podczas szczotkowania. Produkt świetnie odświeża, absorbuje nadmiar sebum. Włosy odzyskują świeżość i są odbite od nasady na kilka godzin. Nie podrażnia skóry głowy, nie wywołuje swędzenia. Nie wysusza, chociaż nie wiem co byłoby przy regularnym stosowaniu. Wiadomo, suchy szampon nie zastąpi tego normalnego, ale sprawdzi się w kryzysowych sytuacjach, kiedy nie mamy czasu aby umyć i wysuszyć włosów. Ja sięgam po niego kilka razy w miesiącu, czasem rzadziej w zależności od potrzeb.


Ciężko określić dokładnie jego wydajność, ponieważ sięgam po niego rzadko, więc mi wystarcza na kilka miesięcy. Przy częstszym stosowaniu wiadomo skończy się wcześniej. Cena szamponów Batiste to około 15 zł, więc moim zdaniem wychodzi to korzystnie, często można je dostać również na promocji. Z racji, że do wyboru jest wiele wersji, więc każdy powinien znaleźć coś dla siebie.


Używacie suchych szamponów? Macie swoich ulubieńców?

Miłego dnia! :)

niedziela, 14 kwietnia 2019

Idealna piżama dla każdego

Każda z nas chce wyglądać dobrze nawet w nocy podczas snu, prawda? Powiem Wam szczerze, że ja jeszcze jakiś czas temu nie zwracałam zbyt dużej uwagi na to w czym śpię, zazwyczaj był to jakiś za duży T-shirt. Ostatnio jednak zmieniłam trochę podejście i zaopatrzyłam się w kilka kompletów uroczych piżamek. Na rynku jest tak wiele różnych modeli, że wybór nie jest łatwy. Przeglądając sklep internetowy TakeShop w oko wpadły mi kolejne, postanowiłam je pokazać, może i Wam wpadnie któraś w oko.

Podczas wyboru piżamy kieruje się tym, abym czuła się w niej komfortowo, ale też żeby mi się podobała. Najczęściej wybieram takie z bluzką na ramiączkach i krótkimi spodenkami. Nie ma dla mnie różnicy czy to lato, czy zima. Mimo tego, że jestem strasznym zmarzluchem to nigdy nie śpię w piżamie na długie spodnie, czy długi rękaw, zamiast tego wolę się przykryć dodatkowym kocem. 
W oko od razu wpadły mi modele z koronką. Trzeba przyznać, że te propozycje są ładne, seksowne, ale też nie pokazują zbyt dużo. Są przewiewne, więc idealne na zbliżające się lato. Gdybym miała wybrać jedną z powyższych zdecydowałabym się na ostatnią, jest to piżama z jedwabiu z koronką. Niby zwyczajna, a jednak od razu mi się spodobała, kokardka na dekolcie i przy spodenkach dodaje jej uroku. Po za tym jak już wspominałam przy wpisie o strojach kąpielowych ostatnio bardzo lubię połączenie czarnego i białego koloru.


Świetnym pomysłem, szczególnie na jakąś imprezę typu piżama party jest kombinezon z jednorożcem czy innym zwierzakiem. Trzeba przyznać, że stają się one ostatnio bardzo popularne i na pewno są bardzo cieplutkie! 
Ostatnimi propozycjami, jakie postanowiłam Wam pokazać są piżamy z krótkim rękawem. Fani kreskówek mogą skusić się na szarą z królikiem bugsem, która posiada spodenki z wyższym stanem i koszulkę z nadrukiem uroczego zwierzątka. A Ci, którzy wolą koty mogą zakupić różową piżamkę z dołem w kratkę lub z długimi spodniami z rysunkami kociaków bawiących się kłębkami wełny. Myślę, że każdy bez problemu znajdzie coś dla siebie, chociaż trzeba przyznać, że ciężko zdecydować się tylko na jedną.

Na jakie piżamy stawiacie? Zwracacie uwagę na to w czym śpicie?

Miłego dnia! :)

piątek, 12 kwietnia 2019

Zrzucam skórę na wiosnę, czyli zabieg do stóp Marion

Mamy wiosnę, no dobra przynajmniej w kalendarzu, bo za oknem niestety pogoda bardziej jesienna jest zimno, szaro i ponuro. Jest to czas kiedy obuwie zimowe zmieniamy na letnie i coraz częściej pokazujemy stopy. Ważne jest, aby były one zadbane i ładnie się prezentowały. Ja swoje niestety trochę zaniedbałam zimą, dlatego postanowiłam coś z nimi zrobić i zdecydowałam się na zabieg złuszczający z Marion. Powiem Wam szczerze, że nigdy jakoś nie miałam przekonania do takich skarpetek, ale zaryzykowałam. Czy jestem zadowolona? O tym w dalszej części wpisu.


W niewielkim, różowym kartoniku umieszczone są dwie saszetki z płynem złuszczającym (2x20 ml) oraz dwie pary skarpetek jedne dla kobiet, drugie na mężczyzn. Na opakowaniu umieszczone są informacje o produkcie, jego skład oraz wyjaśnione jest w jaki sposób należy wykonać zabieg. Szata graficzna ładna, ale nie jest to produkt, który wyróżnia się na półce i rzuca się w oczy z daleka. Kartonik nie jest zafoliowany, a szkoda, ponieważ w drogerii każdy może go otworzyć i później może się wydarzyć, że czegoś brakuje. 


Zabieg jest łatwy w wykonaniu. Wybrałam skarpetki dla kobiet, do każdej z nich przelałam saszetkę z płynem. Konsystencja przypomina wodę o alkoholowym zapachu. Trochę brakuje mi w opakowaniu jakiejś tasiemki, aby zabezpieczyć folię przy kostce. Następnie założyłam ciepłe skarpetki frotte i zabrałam się za czytanie książki. Zabieg na stopach trzymałam trochę ponad 90 minut. W tym czasie czułam naprzemiennie ciepło i zimno. Podczas zdejmowania skarpetek trzeba uważać, aby nie rozlać pozostałości płynu. Po zmyciu poczułam okropne zimno, stopy za nic w świecie nie chciały się rozgrzać, na szczęście udało mi się zasnąć, a rano już było dobrze.


Początkowo nic się nie działo, ale wiedziałam, że skarpetki potrzebują czasu. Czwartego dnia po zabiegu na podeszwie zobaczyłam malutkie bąbelki, a kolejnego było ich już więcej i skóra zaczęła delikatnie schodzić. Nie zrobiłam zdjęcia, ale widok nie należał do zbyt przyjemnych. Następnie naskórek złuszczył z palców, śródstopia i... cisza, jakby wszystko stanęło. Dokładnie 9 dnia od wykonania zabiegu coś zaczęło się dziać na piętach, ale tutaj już nie było efektów wow jak na podeszwie. Skóra zeszła cienką warstwą, a stan pięt nie poprawił się jakoś bardzo. Nie wymagałam od nich nie wiadomo czego, ale liczyłam że usunie zgrubienia i częściowo to zrobił, ale nie do końca.


Tak jak mówiłam, są to moje pierwsze skarpetki złuszczające, więc nie mam porównania z innymi. Nie mogę powiedzieć, że nie jestem zadowolona z efektów, bo jestem, jednak czuję niedosyt. Po tym co działo się na podeszwie liczyłam, że to samo stanie się na piętach, na czym najbardziej mi zależało, no ale cóż, może po prostu wymagałam od nich zbyt dużo. Cena skarpetek to około 10 zł, w sklepach internetowych można dostać je jeszcze taniej.
Myślę, że za jakiś czas dam szansę innym skarpetkom złuszczającym, polecacie jakieś?


Stosujecie skarpetki złuszczające? Znacie te z Marion?

Miłego dnia! :)

czwartek, 11 kwietnia 2019

Idealny strój kąpielowy na wakacyjny wyjazd

Sezon urlopowy zbliża się wielkimi krokami, pewnie większość z Was ma już zaplanowane wyjazdy wakacyjne, prawda? Wybieracie wypoczynek w kraju, czy jednak za granicą? Ja szczerze mówiąc jeszcze nie wiem, pewnie wyskoczy coś na spontanie. Podczas takiego wyjazdu na pewno przyda się odpowiedni strój kąpielowy, taki w którym będziemy czuć się dobrze i komfortowo. Ja co prawda w swojej kolekcji mam kilka modeli, ale postanowiłam zaopatrzyć się w kolejny, wiadomo w kobiecej szafie zawsze znajdzie się miejsce. Zaczęłam przeglądać internet w poszukiwaniu idealnego bikini dla mnie i natrafiłam na wiele fajnych modeli w sklepie internetowym TakeShop, postanowiłam pokazać te, które najbardziej wpadły mi w oko, może i Wam się spodobają.


Jestem fanką stroi dwuczęściowych, szczególnie jeśli wybieram się na plażę. Nie mam problemu z odkrywaniem brzucha, może nie jest idealny po ciąży, ale co z tego, nie muszę przecież wyglądać jak modelka. 
Jako pierwszy w oko wpadł mi model, którego biustonosz posiada śliczną falbankę. Jest to idealna propozycja dla osób z małym biustem, który optycznie się powiększy. Dolna część bikini posiada wysoki stan, dzięki czemu pomoże ukryć ewentualne niedoskonałości w tej okolicy. Całość jest w ładnym, granatowym kolorze z kwiatowym motywem. 
Druga propozycja pokazuje zdecydowanie więcej, głęboki dekolt i mocno wycięta dolna część. Podoba mi się szczególnie góra, która ładnie eksponuje biust. Czarny kolor pięknie podkreśla słoneczną opaleniznę. 
Ostatnia propozycja w przypadku tych dwuczęściowych to biało czarny strój w paski. Ostatnio jestem fanką właśnie takiego motywu i pewnie dlatego zwróciłam na niego uwagę. 



Przygotowując się do tego wpisu uświadomiłam sobie, że ostatnio kostium jednoczęściowy miałam w czasach gimnazjum, kiedy na zajęciach wychowania fizycznego obowiązkowe były wyjazdy na basen. Był on wtedy zwyczajny i szczerze mówiąc mi się nie podobał. Te które pokazuje powyżej diametralnie różnią się od tamtego. 
Pierwsza moja propozycja to biały kostium w cienkie, czarne paski z kokardką pod biustem. Posiada on częściowo odkryte plecy i krzyżujące się z tyłu ramiączka. 
Motyw z kreskówek na ubraniach tylko dla dzieci? Nic bardziej mylnego, bardzo lubię Myszkę Miki i kiedy zobaczyłam z nią strój wiedziałam, że muszę go pokazać. Z tego co widziałam dostępne są również modele z innymi postaciami z bajek, także każdy znajdzie coś dla siebie.
Trzecia propozycja to model bardziej zmysłowy, seksowny. Głęboki dekolt i wstawki z koronki dodają mu uroku. Jest to raczej kostium dla odważnych kobiet, nie każda będzie się w nim dobrze czuła. 
Ostatni strój posiada zabudowaną górę materiałem, który krzyżuje się na dekolcie. Pod biustem posiada małe rozcięcie, niby zwyczajny kostium, a jednak ma swój urok. Myślę, że idealnie sprawdzi się zarówno na basen jak i na plażę. 

Wpadła Wam w oko któraś z moich propozycji? Wolicie stroje jedno czy dwuczęściowe?

Miłego dnia! :)

środa, 10 kwietnia 2019

Regenerujący płyn micelarny, Nature Queen

Wiele razy, zarówno na blogu jak i na instagramie wspominałam o marce Nature Queen, to dzięki niej przekonałam się do peelingów solnych, które są genialne. Jakiś czas temu otrzymałam do przetestowania ich nowości, czyli produkty do pielęgnacji twarzy, tonik, olejek do demakijażu, pianka do mycia twarzy i płyn micelarny. Jedne są lepsze, inne trochę gorsze, dzisiaj jednak chciałabym się skupić na tym ostatnim, czyli płynie micelarnym.


Płyn umieszczony jest w buteleczce wykonanej z ciemnego plastiku. Patrząc pod światło można zobaczyć ile produktu zostało jeszcze w środku. Umieszczona na opakowaniu naklejka jest wykonana z matowego papieru, pod wpływem wilgoci nie odmacza się, ani nie zrywa. Szata graficzna skromna, ale ładna, rzuca się w oczy. Na naklejce umieszczone są informacje na temat produktu, skład oraz sposób użycia. Buteleczka wyposażona jest w zamknięcie typu flip top, nawet przy długich paznokciach otwarcie nie sprawia problemu. Jest ono jednak na tyle szczelne, że można zabrać go ze sobą w podróż bez obawy o rozlanie. Otwór niewielkiej wielkości, wydobycie odpowiedniej ilości płynu jest szybkie i łatwe.


Płyn micelarny jak na micela przystało ma postać wody, w tym przypadku jest ona bezbarwna. Zapach przyjemny, jakby lekko kwiatowy. słodki. Nie jest bardzo intensywny, ale jednak unosi się podczas używania. Osoby, które w pielęgnacji twarzy sięgają po produkty bezzapachowe nie będą z niego zadowolone. Mi osobiście on nie przeszkadza, polubiłam się z nim.


Po płyn micelarny Nature Queen sięgam zarówno rano jak i wieczorem. Zaraz po przebudzeniu cudownie odświeża i orzeźwia skórę, usuwa nocne zabrudzenia i pozostałości kosmetyków pielęgnacyjnych. Wieczorem zaś oczyszcza cerę po całym dniu i usuwa makijaż, o ile go nakładałam. Płyn bardzo dobrze radzi sobie z rozpuszczaniem kosmetyków kolorowych takich jak podkład, puder, bronzer czy cienie do powiek. Buzia jest czyściutka, mimo to i tak zawsze sięgam jeszcze po żel do mycia twarzy lub piankę, aby mieć pewność, że nic nie zostało na skórze. Problem pojawia się jednak przy tuszu do rzęs, szczególnie w te dni, kiedy nakładam więcej niż jedną warstwę. Płyn nie do końca go usuwa i muszę wspomagać się innym produktami. Produkt jest delikatny dla skóry, nie wysusza jej, ani nie podrażnia, a wręcz przeciwnie delikatnie nawilża i koi.


Wydajność standardowa jak to w przypadku płynu micelarnego bywa, dość szybko ubywa z butelki. U mnie wystarczy na jakieś 3 tygodnie codziennego używania, więc tragedii nie ma. Płyn kosztuje 24,70 zł i można zakupić TUTAJ. Chociaż nie jest idealny to i tak się z nim polubiłam i kto wie, może za jakiś czas do niego wrócę. Niedługo napiszę również o pozostałych produktach do pielęgnacji twarzy Nature Queen, w pierwszej kolejności będzie to chyba tonik, więc zapraszam do śledzenia bloga.


Znacie markę Nature Queen? Lubicie?

Miłego dnia! :)