Obserwatorzy

Sprawdź!

Akcesoria do makijażu - sprawdź opinie

środa, 12 września 2018

Szampon i odżywka Nawilżenie i Wygładzenie, You-Niverse

Jakiś czas temu pisałam Wam o masce do włosów marki You-Niverse, dzisiaj przyszła pora aby napisać słów kilka o Szamponie i odżywce z serii Nawilżenie i Wygładzenie z olejem z pestek moreli i bananem. Kosmetyki You-Niverse możecie kupić w sklepach Kontigo, mój zestaw właśnie pochodzi stamtąd.


,,Daj swoim włosom nowe życie! Ten szampon nada im niesamowity połysk, a składniki o działaniu regenerującym wypełnią ubytki włosa, nadając im elastyczność. To nie wszystko – olejek z nasion moreli stymuluje wzrost włosów, a bananowe witaminy i przeciwutleniacze zadbają o ich odżywienie.Efekt? Gładkie, nawilżone włosy, na które nie będziesz mogła się napatrzeć!''

,,Z tą odżywką wszystko pójdzie gładko! Suche, puszące się włosy nie zepsują nawet chwili Twojego dnia. Dzięki składnikom nawilżającym, takim jak gliceryna, keratyna i Panthenol włosy staną się miękkie, olej z pestek moreli uelastyczni je, a banan odżywi. Efekt? Gładka tafla włosów, o jakiej zawsze marzyłaś!''


Produkty umieszczone są w plastikowych butelkach z otwarciem typu flip-top, bez problemu można je otworzyć mokrymi dłońmi. Szata graficzna rzuca się w oczy, jest kolorowo, ale moim zdaniem fajnie to wygląda. Na opakowaniu znajdziemy wszystkie potrzebne informacje takie jak zapewnienia producenta czy skład. Szampon ma pojemność 300 ml, odżywka zaś 200 ml. Z butelek bez problemy można wydobyć produkty do samego końca, ładnie spływają po brzegach.



Szampon ma przyjemny, owocowy zapach, który unosi się podczas mycia w łazience. Ma mleczny kolor i lejącą konsystencje. Bez problemu łączy się z wodą tworząc sporą pianę, która później bez problemu wypłukuje się z włosów. Szampon dobrze oczyszcza, radzi sobie również z olejami. Po umyciu włosy nie są splątane, bez problemu można je rozczesać jeszcze przed nałożeniem odżywki czy maski. Szampon nie podrażnia skalpu, ani nie wywołuje u mnie łupieżu. 



Odżywka ma również owocowy zapach, ale zdecydowanie słabszy, szybko się ulatnia. Ma gęstą konsystencje, łatwo rozprowadza się na włosach, ja zawsze najpierw nakładam ją palcami, a potem dodatkowo przeczesuje grzebieniem. Trzymam ją tak jak zaleca producent, czyli 2-3 minuty, czasem trochę dłużej. Już podczas spłukiwania można wyczuć, że odżywka bardzo dobrze wygładza włosy. Po wyschnięciu są mięciutkie i pięknie się błyszczą. Jeśli chodzi o nawilżenie, to faktycznie trochę nawilża, ale moim zdaniem od tego są maski. Włosy nie puszą się i dobrze się układają. Odżywka nie obciąża włosów, nawet jeśli nałożyłam jej trochę więcej niż zawsze.



Z obu produktów jestem zadowolona i chętnie skuszę się na inne wersję. Jeśli chodzi o wydajność to jest dobra, nie mogę narzekać. Standardowo odżywka skończyła się wcześniej niż szampon, mimo tego, że używałam jej naprzemiennie z maską, ale u mnie to norma. Za produkty bez promocji trzeba zapłacić 18,99 zł za sztukę, ale warto polować na nie w promocji. 



Miłego dnia ! :)

poniedziałek, 10 września 2018

Denko sierpień 2018

Zaraz prawie połowa września, a ja się dopiero za sierpniowe denko zabieram, ale no cóż wcześniej nie było czasu. Osoby, które śledzą mnie na Instagramie mogły zobaczyć je już na profilu, ale postanowiłam przedstawić je bardziej szczegółowo tutaj.


Na temat tego, czy jest tego dużo czy mało można dyskutować, bo wiadomo każdy może uważać inaczej. Ja jednak przyznaje, że jestem zadowolona, sierpień okazał się jednym z lepszych miesięcy jeśli chodzi o zużycia. Chociaż przyznaje, że i tak o wiele więcej mi przybyło... niestety, a miałam pozbyć się zapasów, ale to raczej nie nadejdzie zbyt szybko.


1. Koncentrat Detox do ciała, Venus - jest to właściwie balsam. Bardzo dobrze nawilża, skóra jest po nim miękka i wygładzona. Poszarzała skóra odzyskała blask. Miło go wspominam, regularnie używałam go jakiś czas temu, potem trafił do szafki i ostatnio sobie o nim przypomniałam, ale wtedy to zostało go już tylko na kilka użyć.

2. Żel pod prysznic Gruszka, Biolove - żel o cudownym gruszkowym zapachu, idealny dla fanów tego owocu! Żel dobrze oczyszcza skórę, nie wysusza jej. Najlepiej używać go na gąbkę, wtedy lepiej się pieni. Szybko ubywa z opakowania.

3. Żel pod prysznic Marakuja i Grejpfrut, Isana - limitka, która jakiś czas temu pojawiła się w Rossmannie. Cudowny aromat dla fanów cytrusowych zapachów. Żel świetnie się pieni i dobrze oczyszcza ciało. Wydajność dobra, cena również bardzo korzystna, ponieważ kosztuje 4-5 zł. 

4. Balsam do ciała Bambus, Nature Queen - balsam o przyjemnym, świeżym zapachu. Dobrze nawilża, fajnie chłodził skórę po opalaniu. Plusem jest fakt, że bardzo szybko się wchłania. Opakowanie wygodne, pozwala na wydobycie produktu do samego końca. Aktualnie używam z tej serii peeling solny i masło do ciała z których również jestem zadowolona. 

5. Peeling cukrowy do ciała Buriti, Farmona Herbal Care - bardzo fajny peeling. Zawiera sporo ostrych drobinek cukru, które bardzo dobrze radzą sobie z usuwaniem martwego naskórka. Po użyciu skóra jest nawilżona, nie miałam potrzeby aby dodatkowo nakładać balsam. Jedynie co mi nie podeszło to zapach, taki słodki, mdły.



6. Maseczka do twarzy Sebum Control z sodą oczyszczoną, AA Color Detox - maseczka fajnie wygładza i oczyszcza skórę. Przy regularnym stosowaniu można zauważyć delikatne zwężenie porów. Maseczka łatwo się aplikuje i bez problemu zmywa. Cena również zachęcająca, ponieważ można dorwać ją już za około 10 zł.

7. Hibiskusowy tonik do twarzy, Sylveco - to już moja druga buteleczka tego toniku. Polubiłam się z jego lekko żelową konsystencją i delikatnym zapachem. Tonik dobrze odświeża skórę, usuwa ewentualny efekt ściągnięcia jaki pozostawiają niektóre żele i delikatnie nawilża. Mimo małej pojemności  jest bardzo wydajny.

9. Żel do mycia twarzy Visibly Clear z różowym grejpfrutem, Neutrogena - kupiłam go z ciekawości podczas zakupów w Rossmannie. Ma przyjemny, grejpfrutowy zapach. Dobrze oczyszcza i odświeża skórę, usuwa pozostałości makijażu. Po umyciu skóra buzi nie jest ściągnięta. Żel jest wydajny, na jedno użycie wystarcza jedna pompka produktu.



10. Szampon naprawczy do włosów Wonderful Repair, Balea - szampon w wygodnym opakowaniu, bez problemu da się je otworzyć mokrymi dłońmi. Dobrze się pieni i oczyszcza włosy. Po umyciu włosy nie są splątane, łatwo się rozczesują. Szampon jednak moim zdaniem średnio wydajny.

11. Maska do włosów Regeneracja Papaja i Awokado, You-Niverse - maska ma rzadką konsystencje przez co trzeba uważnie nakładać ją na włosy, żeby zamiast na nich nie wylądowała na podłodze. Dobrze nawilża i wygładza włosy, po wyschnięciu są one miękkie i pięknie lśnią. Niestety wydajność słaba, maska szybko dobiła dna.

12. Płyn do soczewek BestView - bardzo dobry, tani płyn do soczewek, który można dostać w każdym Rossmannie. Płyn spełnia swoje zadanie, robi to co powinien.


13. Nawilżająca maska w płacie 3D Mops, Bielenda - maseczka w postaci płachty z uroczym nadrukiem pieska. Dobrze nawilża, jednak niestety pozostawia klejący się film, który trzeba zmyć.

14. Maseczka do twarzy Duetus - maseczka o ziołowym zapachu z którym nie każdy się polubi. Genialnie oczyszcza skórę, buzia jest również delikatnie nawilżona. Jestem z niej zadowolona i cieszę się, że mam jej mały zapas.

15. Maska w płacie Jeju Jelly Mask Seaweed, Skin79 - maseczka w płacie nasączona żelową esencją, podczas nakładania miałam wrażenie, że na twarzy mam jakiegoś gluta. Jednak działanie bardzo fajne, dobrze ukoiła i nawilżyła moją cerę.

16. Maseczka oczyszczająca do twarzy peel-off #Shine like a Star, Selfie Project - te maseczki ostatnio zrobiły furorę, oczywiście i ja skusiłam się na wszystkie dostępne wersje. Ciężko ją równomiernie nałożyć i długo zasycha. Po zdjęciu skóra jest odświeżona, oczyszczona i wygładzona.

17. Maska do twarzy Sweet Animal Mask Gepard, Muju - maska w płacie z uroczym nadrukiem geparda. Dobrze nawilża i rozjaśnia buzie. Używałam ją po wcześniejszym schłodzeniu w lodówce, dzięki czemu fajnie chłodziła twarz.

18. Maska do twarzy Sweet Animal Mask Zebra, Muju - maseczka w płacie z nadrukiem zebry, co bardzo fajnie wyglądało. Moja skóra wchłaniała esencje z maski jak gąbka. Po zdjęciu materiału buzia była dobrze nawilżona i zdrowo się prezentowała, wyglądała na wypoczętą.

19. Płatki kosmetyczne Velvet - jak dla mnie najlepsze !

Miłego wieczoru ! :)

środa, 5 września 2018

Przegląd maseczek #2

Maseczki do twarzy to obowiązkowy krok w mojej pielęgnacji, staram się używać je regularnie 2-3 w tygodniu. Stosuję zarówno te w płacie, kremowe jak i peel-off. W tym wpisie napiszę słów kilka o czterech maseczkach jakie w ostatnim czasie wypróbowałam. Jeśli jesteście ciekawi to zapraszam do dalszego czytania.


Nawilżająca maska w płacie 3D Mops, Bielenda Crazy Mask

,,Wyjątkowo wygodna w użyciu maseczka nawilżająca w plastycznym płacie 3D idealnie dopasowuje się do kształtu twarzy. Śmieszny wizerunek Mopsa wprawia w doskonały humor, a skóra w tym czasie nawilża się sama.
Maseczka to idealny sposób na nawilżenie, odświeżenie i poprawę kondycji każdego rodzaju cery, nawet wrażliwej, dająca natychmiastowy efekt wizualnej poprawy wyglądu naskórka. Zawiera: minerały morskie, kwas hialuronowy, aloes.
W efekcie maseczka usuwa widoczne na twarzy ślady zmęczenia i stresu, przywracając skórze promienność i świeżość. Po zdjęciu maseczki odkryjesz prawdziwie piękną, pełną blasku cerę.''

Maseczki Crazy Mask z Bielendy stały się bardzo popularne, ja skusiłam się na nie od razu kiedy pojawiły się w moim Rossmannie. Wcześniej wypróbowałam już pandę i kota, teraz przyszła kolej na mopsa. Maseczka ma postać płata z uroczym nadrukiem pieska, jest intensywnie nasączona esencją i dobrze przylega do twarzy. Ma przyjemny, owocowy zapach. Maseczka bardzo dobrze nawilżyła moją skórę, buzia była wygładzona i miękka w dotyku. Produkt ukoił moją cerę po dniu spędzonym na słońcu, płachta przyjemnie ją chłodziła. Niestety maski Crazy Mask pozostawiają u mnie klejący film, który muszę zmyć, ponieważ mi on przeszkadza. Szczerze mówiąc maski w płacie lubię właśnie za to, że nie trzeba ich zmywać, a tu jest trochę inaczej, mimo wszystko mam ochotę wypróbować jeszcze lwa. 


Maska w płacie Jeju Jelly Mask Seaweed, Skin 79

,,Maska do twarzy Jeju Seaweed Skin Purifying zapewnia skórze głębokie nawilżenie i oczyszczenie dzięki dobroczynnemu działaniu zawartych wodorostów. Silnie regenerują i odbudowują szarą, zmęczoną i uszkodzoną skórę. Mają zdolność głębokiego oczyszczania, napinania i wyrównywania kolorytu, chronią przed utratą wilgoci, zapewniają jędrność i elastyczność. Wodorosty skutecznie oczyszczają skórę z toksyn i przywracają naturalne pH.''

Maski marki Skin 79 bardzo lubię i często zaopatruje się w nie na promocjach. Ostatnio miałam okazję używać Jeju Jelly Mask Seaweed. Ma ona postać cienkiego płatu intensywnie nasączonego żelową esencją. Trochę ciężko rozłożyć tkaninę, przy nakładaniu na twarz miałam wrażenie, że przykładam do skóry jakiegoś 'gluta'. Plusem jest to, że bardzo dobrze przylega i nie zsuwa się. Trzymałam ją jakieś pół godziny, mimo tego podczas ściągania nadal była mokra. Sporo żelu zostało również na skórze, ale szybko się wchłonął. Buzia była po niej delikatnie oczyszczona i dobrze nawilżona. Maseczka ukoiła i zmniejszyła widoczność dwóch nieprzyjaciół, którzy akurat pojawili się na moim policzku. Chętnie skuszę się jeszcze na maski z tej firmy, jednak nie wiem czy będą one z serii Jeju Jelly Mask.


Koreańska maseczka na twarz Zebra, Muju

,,Z czasem skóra traci jędrność i pojawiają się na niej drobne linie i zmarszczki. Uwydatniają się one zwłaszcza kiedy nie prześpisz nocy i jesteś zmęczona. Co wtedy? Sięgnij po naszą Zebrę i sprawdź jej odmładzające zdolności. Ten słodki zwierzak kryje w sobie składniki o właściwościach wygładzających, ujędrniających i przeciwzmarszczkowych:
Figa – ujędrnia i nawilża skórę, redukując widoczność zmarszczek.
Kolagen – poprawia nawilżenie skóry, przywraca jej gładkość i elastyczność.
Oczar wirginijski – rozjaśnia skórę, przywracając młody, promienny wygląd.
Dzięki bawełnianej tkaninie, maseczka zapewnia bardziej intensywną pielęgnację skóry, a wizerunek Zebry sprawia, że dbanie o skórę staje się również świetną zabawą.''

Maseczki do twarzy w płacie Muju były jakiś czas temu dostępne w Biedronce, ja oczywiście skusiłam się na wszystkie trzy jakie były dostępne. Maska ma postać płachty z uroczym nadrukiem zebry, ma odpowiednio wycięte otwory na oczy i usta. Łatwo się rozkłada i dobrze przylega do twarzy. Maseczka ma przyjemny aromat. Trzymałam ją na około 20 minut i ściągałam prawie suchą tkaninę, było widać że moja skóra jej potrzebowała. Buzia była dobrze nawilżona i rozjaśniona. Maska ukryła oznaki zmęczenia, skóra prezentowała się zdrowo, promiennie. Muszę przyznać, że pozytywnie mnie zaskoczyła, szkoda jednak że nie udało mi się ponownie kupić jej w mojej Biedronce.


Maseczka do twarzy Granat, Marion Fit&Fresh

,,Maseczka do twarzy GRANAT to idealny sposób na uszczelnienie naczynek, redukcję podrażnień i nawilżenie.Owoc granatu chroni DNA skóry, wzmacnia ściany komórek i zwiększa sprężystość skóry. Ze względu na właściwości przeciwutleniające, działa przeciwstarzeniowo. Maseczka posiada witaminę C, która ma zdolność rozjaśniania przebarwień i wyrównywania kolorytu skóry. Wpływa na spowolnienie procesu powstawania zmarszczek.''

Maseczki do twarzy Marion znają chyba wszyscy, są łatwo dostępne i tanie. Kilka dni temu postanowiłam wypróbować maskę Granat z serii Fit&Fresh. Maseczka ma postać kremu o cudownym owocowym zapachu, nie jest to czysty granat, ale jednak jego aromat jest również wyczuwalny. Saszetka ma pojemność 7,5 ml, myślę że wystarczyłoby na dwie aplikacje, jednak nie lubię zostawiać otwartych saszetek i nałożyłam grubą warstwę na skórę, aby zużyć na raz. Maseczkę należy zostawić na buzi 15-20 minut, a następnie pozostałości wmasować lub zetrzeć wacikiem. Ja zdecydowałam się na tą pierwszą opcje i po kilku minutach masażu produkt ładnie się wchłonął. Maseczka dobrze nawilżyła moją skórę, przesuszenia w okolicach nosa zniknęły. Rano buzia była ładnie rozjaśniona, promienna, zdrowo się prezentowała. To nie moja pierwsza maseczka z serii Fit&Fresh i muszę przyznać, że ze wszystkich byłam zadowolona, a najbardziej z wersji warzywnych.

Miłego wieczoru ! :)

poniedziałek, 3 września 2018

Żele pod prysznic Biolove, Barnängen, Isana

Żele pod prysznic to kosmetyki po które sięgamy codziennie, także schodzą one dość szybko. Stwierdziłam więc, że co jakiś czas będzie pojawiał się tutaj taki zbiorczy wpis na temat produktów do mycia, które aktualnie używam lub zużyłam w ostatnim czasie. Dzisiaj mowa będzie o trzech żelach takich marek jak Biolove, Barnängen i Isana.


Jeśli chodzi o żele to nie mam swoich ulubionych, chociaż muszę przyznać, że najczęściej sięgam po Isane. Wszystko przez to, że co chwilę kuszą nowymi, limitowanymi wersjami! Nie mam wielkich wymagań jeśli chodzi o tego typu produkty, najważniejsze żeby dobrze oczyszczał i nie wysuszał skóry, ważny też jest zapach. 


,,Naturalny żel pod prysznic zapewnia optymalne nawilżenie nie podrażniając skóry. Nie zawiera: SLS, PEG, silikonów, parabenów, barwników.''

Żele Biolove dostępne są w sieci sklepów Kontigo i słyszał już chyba o nich każdy. Ostatnio miałam okazję używać wersję o zapachu gruszki. Muszę przyznać, że ten aromat jest cudowny, naturalna, słodka gruszka, szkoda tylko, że nie utrzymuje się zbyt długo na skórze. Żel ma lejącą konsystencje, najlepiej używać go na myjkę, wtedy też zdecydowanie lepiej się pieni. Produkt dobrze oczyszcza i odświeża skórę. Nie wysusza skóry, ale na pewno też jej nie nawilża. Żel szybko ubywa z opakowania, więc patrząc na to że w regularnej cenie kosztuje 15 zł to średnio się opłaca. Polecam jednak polować na niego w promocji, wtedy można go dostać za połowę regularnej ceny.


,,Zainspiruj się szwedzką naturą i tradycjami. Założona w 1868 roku marka Barnangen znana jest ze swojego kultowego mydła w kostce. Jego receptura stała się inspiracją do stworzenia formuły naszego Cold Cream, aby zapewnić Twojej skórze ochronę, dzięki której poczujesz się po prostu dobrze. Odkryj kremowy żel pod prysznic Caring Shower Cream. Kochane przez Szwedów mleko owsiane oraz 5% ochronnego Cold Cream zostały połączone w jedną formułę, aby rozpieszczać i pielęgnować normalną i suchą skórę.
Produkt testowany dermatologicznie.''

Kremowy żel pod prysznic Caring z Barnängen można znaleźć aktualnie pod moim prysznicem, niestety powoli dobija już dna. Produkt ma gęstą, kremową konsystencje. Lubię stosować go bez użycia myjki, mam wrażenie jakbym smarowała się balsamem, dodatkowo w łazience unosi się bardzo ładny, kremowy zapach. Żel pieni się bardzo delikatnie i chociaż lubię dużą pianę, to w tym przypadku mi to nie przeszkadza. Produkt bardzo dobrze oczyszcza skórę ze wszelkiego rodzaju zanieczyszczeń, łatwo się spłukuje. Ciało jest po nim nie tylko oczyszczone, ale również nawilżone, nie mam potrzeby używania już po nim balsamu. Żel jest wydajny, na jedno użycie potrzebna jest mała ilość produktu. Co prawda, za 400 ml żelu trzeba zapłacić około 20 zł w cenie regularnej, ale moim zdaniem naprawdę się opłaca.


,,ISANA żel pod prysznic o zapachu marakui i grejpfruta. Pachnie owocowo i świeżo.
Zawarte składniki zapewniają wyczuwalną świeżość i całodniowe dobre poczucie perfekcyjnie wypielęgnowanej skóry. Żele pod prysznic ISANA dostarczają skórze tego, czego potrzebuje. Działanie pielęgnacyjne: doznaj fantastycznych chwil podczas kąpieli pod prysznicem stosując aromatyczne żele pod prysznic ISANA. Pobudzający i świeży zapach marakui i grejpfruta ożywia zmysły i pozwala zapomnieć o stresie dnia codziennego. Skóra jest wyczuwalnie gładka i elastyczna. Bogata formuła zawierająca łagodny kompleks pielęgnacyjny delikatnie oczyszcza skórę i pomaga zachować jej naturalną równowagę gospodarki wodnej.''

Limitowany żel pod prysznic Isana Marakuja i Grejpfrut pojawił się w Rossmannie niedawno, byłam go bardzo ciekawa, więc nie trafił do zapasów jak to zwykle bywa, tylko od razu pod prysznic. Produkt ma gęstą, żelową konsystencje, łatwo wydobywa się z opakowania. Żel bardzo dobrze się pieni i spełnia swoje zadanie, czyli oczyszcza i odświeża skórę. Wiem, że wiele osób narzeka na to, że wysuszają skórę, jednak u mnie nic takiego nie występuje. Ta wersja zapachowa jest idealna dla osób, które lubię owocowe, cytrusowe aromaty, zapach jest naprawdę cudowny! Niestety za długo się on nie utrzymuje w łazience, szkoda że nie ma balsamu w tej wersji, bo na pewno bym go kupiła. Żele Isana kosztują około 5 zł, więc cena bardzo niska jak za 300 ml, często można też kupić je w promocji. Moim zdaniem naprawdę warto !



Wszystkie trzy żele polubiłam, spełniają one moje wymagania co do tego typu produktu. Ciężko byłoby mi wybrać jeden, który sprawdził się u mnie najlepiej, bo każdy ma w sobie to coś!



Miłego dnia ! :)

piątek, 31 sierpnia 2018

Maseczka do twarzy Sebum Control z sodą oczyszczoną, AA Color Detox

To, że jestem fanką maseczek do twarzy wiedzą już chyba wszyscy, którzy obserwują mnie w social mediach. Kiedy w Rossmannie zobaczyłam nowość czyli maseczkę Sebum Control z sodą oczyszczoną z AA Color Detox, wiedziałam że muszę ją wypróbować. 


Maseczka umieszczona jest w tubce wykonanej z miękkiego plastiku z nakrętką. Bez problemu da się wycisnąć z niej produkt do samego końca. Dodatkowo tubka umieszczona jest w zafoliowanym, dzięki czemu podczas zakupu mamy pewność, że nikt przed nami nie testował kosmetyku. Szata graficzna utrzymana w biało niebieskiej kolorystyce, bardzo mi się podoba. Na kartoniku znajdziemy wszystkie potrzebne informacje, takie jak opis kosmetyku, zapewnienia producenta i skład.



Maseczka ma rzadką konsystencje, łatwo rozprowadza się na twarzy, jednak z niej nie spływa. Po wydobyciu ma biały kolor, jednak po rozsmarowaniu jest prawie przeźroczysta. Produkt nie zasycha na skorupę, jak to bywa w przypadku maseczek z dodatkiem glinki, łatwo się ją zmywa. Ma delikatny zapach, początkowo przypomina sodę, jednak szybko zamienia się w przyjemny, jakby lekko owocowy aromat. 



Po zmyciu maseczki skóra jest dobrze wygładzona i delikatnie oczyszczona. Początkowo obawiałam się, że buzia może być po niej ściągnięta, jednak nic takiego nie ma miejsca. W jej składzie możemy już na czwartym miejscu znaleźć parafinę, jednak na szczęście nie zrobiła mi ona krzywdy. Przy regularnym stosowaniu zauważyłam, że pory na nosie i na policzkach delikatnie się zwęziły, zaskórniki stały się jaśniejsze. Skóra jest po niej ładnie zmatowiona oraz delikatnie rozjaśniona, zdrowo się prezentuje.



Maseczka ma pojemność 30 ml, co wystarcza na jakieś 6-7 aplikacji, także moim zdaniem wydajność całkiem dobra. Jej koszt to około 15 zł, jednak można ją dorwać w promocji za 10 zł. 


Miłego dnia ! :)

czwartek, 30 sierpnia 2018

Cukrowy peeling do ciała Buriti, Farmona Herbal Care

Peelingi w mojej łazience są obowiązkowe, zarówno te do twarzy jak i całego ciała. Dzisiaj postanowiłam napisać Wam słów kilka o Cukrowym peelingu do ciała Buriti, Farmona Herbal Care. Peeling ten wrzuciłam do koszyka podczas zakupów w Naturze, byłam go bardzo ciekawa, ponieważ wcześniej nigdzie go nie widziałam.


Peeling umieszczony jest w plastikowym słoiczku z aluminiową nakrętką o pojemności 220g. Produkt można wydobyć bez problemu do samego końca, jednak trzeba uważać, aby pod prysznicem nie dostała się do środka woda, także takie opakowanie ma swoje plusy i minusy. Szata graficzna ładna, rzuca się w oczy z półki. Na opakowaniu znajdziemy wszystkie potrzebne informacje takie jak zapewnienia producenta czy skład.
Pod nakrętką znajduje się zabezpieczenie przed drogeryjnymi testerami w postaci folii, dzięki czemu mamy pewność, że nikt przed nami nie wkładał palca do zawartości opakowania. 


Peeling jest gęsty, jednak bez problemu nabiera się na palce. Przed użyciem trzeba go wymieszać, ponieważ oleje zbierają się na wierzchu, a cukier opada na dno. Produkt zawiera sporo drobinek cukru, które mają złuszczać nasz martwy naskórek z ciała. 
Peeling ma trochę dziwny zapach, taki jakby owocowy, ale jednak mocno słodki, mdły. Nie polubiłam się z nim, jednak na szczęście nie utrzymuje się on jakoś szczególnie długo, już podczas masażu się ulatnia.


Peeling zawsze używam na oczyszczone żelem pod prysznic ciało. Drobinki cukru są spore i są dość ostre, także trzeba uważać z siłą nacisku, aby nie zrobić sobie krzywdy. Jestem fanką takich ostrych peelingów, także dla mnie jest to plusem, jednak wiadomo, że osoby z wrażliwą skórą nie będą zadowolone. Drobinki nie rozpuszczają się bardzo szybko, także mamy czas, aby na spokojnie wymasować ciało. Produkt bardzo dobrze usuwa martwy naskórek, skóra jest wygładzona, miękka. Po spłukaniu produktu nie mam już potrzeby nakładania balsamu. Skóra jest natłuszczona, ale nie oblepiona parafiną, jak często bywa w przypadku cukrowych peelingów. Na czwartym miejscu w składzie można znaleźć olej kokosowy, muszę przyznać że bardzo lubię ten składnik zarówno w pielęgnacji skóry jak i włosów.


Wydajność peelingu średnia, wystarczył mi na jakieś 6 użyć. Szczerze mówiąc miałam już wiele peelingów cukrowych i większość z nich bardzo szybko się kończyło.
Produkt kosztuje około 15 zł, więc cena korzystna. Gdyby jeszcze zapach był przyjemniejszy, to pewnie kupiłabym go ponownie.


Miłego popołudnia! :)

środa, 29 sierpnia 2018

Złuszczająca pasta-maska do mycia twarzy, Tołpa Sebio

Usuwanie martwego naskórka jest bardzo ważna w naszej pielęgnacji, więc ja staram się stosować peelingi regularnie, zarówno te do twarzy jak i ciała. Podczas jednej z promocji w Rossmannie skusiłam się na Złuszczającą pastę-maskę do mycia twarzy z Tołpa Sebio. Krótko po zakupie trafiła do łazienki i wzięłam się za testowanie. Z racji tego, że pasta dobija już dna, myślę że jest to idealny moment na podzielenie się opinią na jej temat.



Złuszczająca pasta-maska umieszczona jest w tubce wykonanej z miękkiego plastiku. Zamknięcie typu flip-top nie sprawia problemu, nawet kiedy mamy mokre dłonie, albo dłuższe paznokcie. Szata graficzna minimalistyczna, na opakowaniu znajdziemy wszystkie potrzebne informacje, między innymi skład czy zapewnienia producenta. Pojemność produktu to 100 ml.


Pasta jest dość gęsta, jednak łatwo wydobywa się z opakowania i bez problemu rozprowadza się na skórze. Zawiera sporo drobinek złuszczających, które są dość ostre, jednak siłę tarcia możemy sobie stopniować wykonując delikatny lub mocniejszy masaż. Produkt ma przyjemny, lekko mentolowy zapach, który szybko się ulatnia, także nie powinien on nikomu przeszkadzać.


Po pastę sięgam dwa lub trzy razy w tygodniu, najczęściej przed użyciem maseczki. Niewielką ilość produktu rozprowadzam na skórze i wykonuje kilkuminutowy masaż. Produkt zawiera sporo drobinek, które bardzo dobrze radzą sobie z usuwaniem martwego naskórka. Po wykonanym masażu pastę-maskę zostawiam na około 5 minut po czym zmywam ciepłą wodą. 
Pasta-maska dobrze oczyszcza, po zabiegu skóra jest wygładzona, miękka, przygotowana na dalsze zabiegi pielęgnacyjne. Przy regularnym stosowaniu zauważyłam, że ilość zaskórników na moim nosie zdecydowanie się zmniejszyła, pory stały się mniej widoczne. Produkt unormował wydzielanie sebum w strefie T, cera zdecydowanie mniej się przetłuszcza. 


Produkt mimo małej pojemności jest bardzo wydajny. Na jedno użycie potrzebna jest ilość wielkości orzecha laskowego. Pastę używam już od kilku tygodni, a w opakowaniu jest jej jeszcze na kilka użyć. Pasta w cenie regularnej kosztuje około 25-30 zł, jednak często można dorwać ją w promocji. 


Miłego wieczoru ! :)