Obserwatorzy

wtorek, 31 stycznia 2017

Yankee Candle - Pink Grapefruit

Przychodzę dzisiaj do Was z opinią na temat kolejnego już wosku z firmy Yankee Candle na które szał cały czas trwa i co chwilę pojawiają się jakieś nowe zapachy. Ostatnio stworzyłam listę aromatów które chciałabym przetestować i muszę przyznać, że dużo się tego nazbierało, będę musiała to rozłożyć na kilka zamówień. 


Co producent mówi o zapachu ?
Wosk z owocowej linii zapachowej Yankee Candle z serii Classic. Wyczuwalne aromaty: różowy grejpfrut.

Moja opinia :
Zamawiając wosk Pink Grapefruit byłam bardzo ciekawa aromatu, ale z drugiej strony obawiałam się że zapach może być sztuczny, chemiczny jak to często bywa w przypadku tego owocu. Kiedy otrzymałam paczkę od razu sięgnęłam po niego, okazało się że na sucho pachnie bardzo przyjemnie, zanim jednak go odpaliłam minęło sporo czasu. Ostatnio jednak postanowiłam go odpalić i już po kilku minutach w pokoju unosił się przyjemny owocowy aromat. Zapach tak jak przystało na owoc grapefruita słodko gorzki, ale bardzo ładny. Muszę przyznać, że aromat jest naturalny, jednak troszkę brakuje mi takiego kwasu jak to przy cytrusach bywa, mam nadzieję że wiecie o co mi chodzi. Mimo wszystko wosk bardzo mi się podoba, zresztą nie tylko mi.. mam zamiar zamówić sobie świeczkę o tym zapachu, no ale zobaczymy jak to wyjdzie.

Wosk Yankee Candle - Pink Grapefruit możecie zakupić na stronie Goodies [TUTAJ] w cenie 9 zł.

Pozdrawiam, Ala.

poniedziałek, 30 stycznia 2017

Hydrożelowa maseczka do twarzy Ultra Nawilżająca, Bielenda

Panujące grypy mnie wykończą, kiedy ja już się w miarę wykurowałam mój synek złapał kaszel. Najciekawsze jest to, że dostanie się do ośrodka zdrowia graniczy z cudem. Nie wiem jak u was, ale w moim mieście nie dość że panuje grypa to jeszcze ospa, różyczka, a nawet szkarlatyna, strach się bać..
Dzisiaj przychodzę do Was z recenzją maseczki, która ratowała mi życie w ciąży, kiedy moja cera przez hormony wariowała, raz się strasznie przetłuszczała a innym razem była sucha na wiór. Do tej pory od czasu do czasu lubię nałożyć ją na buźkę i dlatego chcę podzielić się z wami opinią na jej temat.


Co mówi producent ?


Skład :


Opakowanie :
Maseczkę otrzymujemy w podwójnej saszetce, każda część ma pojemność 5 gram. Muszę przyznać, że wolę właśnie maseczki w saszetkach, bo wtedy mam pewność że je naprawdę zużyje. Szata graficzna w kolorystyce biało niebieskiej, przyjemna dla oka. Na opakowaniu znajdziemy wszystkie potrzebne informacje.

Zapach, konsystencja :
Maseczka ma przyjemny, delikatny zapach który jednak szybko się ulatnia ze skóry. Konsystencja żelowa z małymi niebieskimi drobinkami, które po rozsmarowaniu znikają.

Działanie :
Maseczkę używam kiedy moja skóra potrzebuje dawki czegoś nawilżającego, cienką warstwę nakładam na skórę po wieczornym demakijażu i zostawiam aż do wchłonięcia. Produkt wchłania się dość długo, co niektórym może przeszkadzać, ale mi na szczęście nie, muszę tylko pamiętać aby związać włosy żeby nie kleiły się do buźki. Po użyciu skóra jest dobrze nawilżona, mięciutka. Tak jak pisałam na początku, w ciąży miałam problemy z cerą i kiedy pojawiały się na niej suche placki właśnie ta maska ratowała mi życie. Kiedy nałożyłam ją wieczorem na drugi dzień rano mogłam cieszyć się zdrową, dobrze prezentującą się buźką na którą bez obaw mogłam nałożyć podkład. Aktualnie używam ją średnio raz na tydzień zamiast kremu na noc. Maseczka nie zapycha i nie uczula.

Wydajność :
Bardzo dobra, jedna część maseczki wystarcza na jakieś 3 użycia.

Cena :
Około 3 zł.


Podsumowując :
Dobra, niedroga maseczka dla każdego kto potrzebuje nawilżenia cery. 


Pozdrawiam, Ala.

środa, 25 stycznia 2017

Oliwka do ciała, Babydream fur Mama

Witajcie Kochani :* 
Przychodzę dzisiaj do Was z recenzją produktu którego wiele z Was doskonale zna, mowa o oliwce do ciała przeciw rozstępom z Babydream fur Mama. Jest to jednak kosmetyk wielozadaniowy i myślę że każdy powinien go spróbować. Sama słyszałam o nim bardzo dawno i wiele razy chciałam kupić, jednak ostatecznie sięgnęłam po niego dopiero kiedy byłam w ciąży. Jeśli jesteście ciekawi co o nim sądze to zapraszam do dalszego czytania.


Co mówi producent ?


Skład :



Opakowanie :
Oliwkę otrzymujemy w buteleczce wykonanej z białego plastiku przez który nie widać, ile właściwie zostało nam produktu, trzeba brać to na wyczucie. Zamknięcie na zatrzask nie sprawia kłopotów, otworzymy go bez obawy o paznokcie, ale nie trzeba się również obawiać, że otworzy się sam. Szata graficzna przyjemna dla oka, utrzymana w kolorystyce biało-fioletowej, patrząc na zdjęcie kobiety w ciąży czasami tęsknie za swoim brzuszkiem. Otwór w opakowaniu odpowiedniej wielkości, nie trzeba się obawiać że nagle wypłynie nam pół butelki. Pojemność 250 ml.

Zapach, konsystencja :
Oliwka ma przyjemny, taki trochę pudrowy zapach, osobiście bardzo mi się podoba. Aromat ten dość długo się utrzymuje, lubi się również wgryźć w ubrania ale to mi nie przeszkadza.
Konsystencja jak na olej przystała rzadka, oleista.

Działanie :
Tak jak wspomniałam na początku postu, jest to produkt wielozadaniowy, sama używałam go na trzy różne sposoby.
Oliwkę kupiłam z myślą o smarowania brzuszka i ud w celu uniknięcia rozstępów, wiedziałam że jeśli mają się pojawić to i tak się pojawią, ale mimo wszystko robiłam wszystko aby było ich jak najmniej (co się udało, bo mam ich tylko kilka). Olejek stosowałam dwa razy dziennie przez jakiś miesiąc i skóra w tym czasie była świetnie nawilżona, sprężysta. Problemem było jednak to, że produkt dość długo się wchłaniał i kiedy przyszło lato i temperatury były wysokie odpuściłam, bo po użyciu czułam dyskomfort, lepienie się ciała.
Stwierdziłam wtedy, że wypróbuję go do peelingu kawowego. Sypaną, zaparzoną kawę wymieszałam z odpowiednią ilością oliwki i zabrałam ze sobą pod prysznic. Jak wiecie bardzo lubię mocne zdzieraki dlatego to była moja miłość od pierwszego użycia. Po peelingu martwy naskórek jest usunięty, a dzięki oliwce skóra dobrze nawilżona, przez co nie trzeba używać już dodatkowego nawilżacza. Trzeba jednak uważać z siłą nacisku, ponieważ zdzierak ma naprawdę moc.
Aktualnie jednak najczęściej używam ją na włosy, na drugim miejscu ma w składzie olej ze słodkich migdałów, który moje kłaczki bardzo lubią. Olejek nakładam na włosy na około godzinę, czasem dwie, w zależności ile mam czasu po czym zmywam. Po wyschnięciu włosy są dobrze nawilżone, błyszczące. Przy regularnym stosowaniu poprawia się ich stan, moje suche końce wyglądają na zdrowe, zregenerowane. Oliwka bez problemu usuwa się z włosów nawet delikatnym szamponem, więc bez obaw.

Wydajność :
Bardzo dobra, buteleczka 250 ml wystarczyła mi na kilka miesięcy, na jedno użycie potrzebna jest naprawdę mała ilość.

Cena :
Około 14 zł.


Podsumowując :
Bardzo dobry, wielozadaniowy produkt.


Pozdrawiam, Ala.

środa, 18 stycznia 2017

Odżywka wzmacniająca do włosów Grow Strong, Garnier Fructis

Hej, dzisiaj niestety znów pogoda nie zachęca do wyjścia z domu, temperatura minusowa. Za oknem jakoś szaro, buro, najchętniej nie wychodziłoby się z łóżka. Niestety nie ma tak dobrze i trzeba ruszyć swoje cztery litery, ja już dzisiaj jestem na nogach od piątek, ponieważ mój synek stwierdził, że to jest odpowiednia pora na pobudkę, z racji że on teraz ma drzemkę ja przychodzę do was z kolejnym wpisem, tym razem parę słów o odżywce z Garniera.


Co mówi producent ?


Skład :


Opakowanie :
Odżywka znajduje się w typowym opakowaniu dla tej firmy, spłaszczona butelka wykonana z dość twardego plastiku. Końcówkę produktu dość ciężko wydobyć, wiem że niektórzy rozcinają opakowanie, ja jednak tego nie robię, ponieważ już raz mój palec na tym ucierpiał. Opakowanie stoi ''na głowie'' co częściowo ułatwia sprawę, ponieważ odżywka spływa po ściankach. Zamknięcie typu flip-top nie sprawia problemu nawet gdy mamy mokre dłonie. Kolorystyka w odcieniu turkusu, rzuca się w oczy z półki. Na opakowaniu możemy znaleźć wszystkie potrzebne informacje. Pojemność 200 ml.

Zapach, konsystencja :
Jak wszystkie odżywki z tej firmy zapach ma prześliczny, owocowy, który utrzymuje się na włosach dość długo. Konsystencja gęsta, dobrze się rozprowadza i nie musimy się obawiać, że spłynie nam na płytki.

Działanie :
Odżywkę nakładam od ucha w dół, czasami zdarzy mi się troszkę wyżej nie żałując sobie ilości i muszę przyznać, że jeszcze nigdy nie zdarzyło się, żeby obciążyła moje włosy. Zostawiam ją na około 3-5 minut po czym spłukuje. Włosy już w trakcie zmywania są wygładzone, śliskie. Po wyschnięciu włosy są mięciutkie, lejąca i wyglądają na zdrowe. Odżywka ułatwia rozczesywanie i efekt ten utrzymuje się aż do kolejnego mycia. Nie wymagam od niej jakiejś regeneracji, ponieważ od tego są maski. Producent wspomina, że jest to odżywka która ma pomagać przy wypadaniu włosów, no cóż nie zauważyłam nic takiego, ale też nie nastawiałam się na to że może w tym pomóc.

Wydajność :
Na moje włosy, które sięgają do zapięcia od stanika wystarczyła na około 12 użyć, więc jak dla mnie jest to bardzo dobry wynik.

Cena :
8-10 zł.


Podsumowując :
Dobra, niedroga i łatwo dostępna odzywka.


Pozdrawiam, Ala.

sobota, 14 stycznia 2017

Igor testuje : Krem ochronny BOBO A+E, Linomag

I znów mamy sobotę, ten tydzień zleciał mi bardzo szybko, sama nie wiem czemu, ale zauważyłam że odkąd zostałam mamą czas przyspieszył strasznie. Dopiero co byłam w szpitalu, a tu mały ma już prawie 4 miesiące. Przychodzę dzisiaj do Was z recenzją produktu, który właśnie testował Igor, jest to Krem ochronny BOBO A+E, którego poleciła nam pediatra. Jeśli jesteście ciekawe jak produkt sprawdził się u mojego synka zapraszam do dalszego czytania.


Co mówi producent ?


Skład :


Opakowanie :
Krem otrzymujemy w plastikowym słoiczku, dzięki czemu bez problemu wydobędziemy produkt do końca. Opakowanie wydaje się duże, a w rzeczywistości jest to tak jakby jeden słoiczek w drugim i kremu jest tylko połowa, nie lubię takich 'oszukanych' pojemniczków. Kolorystyka w kolorystyce biało różowej bardzo mi się podoba. Narysowany miś Linuś przyciąga oko, na opakowaniu znajdziemy wszystkie potrzebne informacje oraz skład. Pojemność 50 ml.

Zapach, konsystencja :
Krem pachnie delikatnie, przyjemnie, mój nos wyczuwa tam delikatny aromat oleju lnianego, który wyjątkowo mi nie przeszkadza. Zapach ten bardzo szybko się ulatnia, właściwie zaraz po rozsmarowaniu. Krem jest gęsty, tłusty.

Działanie :
Mimo tego, że krem jest gęsty bez problemu się rozsmarowuje, jednak musi minąć trochę czasu aby się wchłonął. Używamy tego kremu tak jak zaleciła nam pani doktor czyli kilka razy dziennie. Nasz problem polega na tym, że synek ma strasznie suchy, szorstki naskórek, odkąd zaczęliśmy go stosować problem zaczął się zmniejszać. Krem bardzo dobrze nawilża i natłuszcza. Przy regularnym stosowaniu szorstka, sucha skóra zaczyna się wygładzać i wygląda na zdrową. Smarujemy nim całe ciało i z dnia na dzień jest coraz lepiej. Krem sprawdzi się również u dorosłych szczególnie na wszystkie suche, szorstkie miejsca. Wypróbowałam go u siebie na łokcie, które ostatnio miały jakiś ciężki czas i po trzech użyciach ich stan się dużo poprawił. Można go stosować od pierwszego dnia życia.

Wydajność :
Krem jest wydajny, wystarczy nieduża ilość do posmarowania całego ciałka małego, u nas takie opakowanie wystarcza na jakieś 2 tygodnie z tym, że używamy go dwa razy dziennie. Myślę, że jak na 50 ml jest to dobry wynik.

Cena :
W zależności gdzie się kupuje, w aptece zapłaciłam 11 zł, a internecie widziałam że można dostać już za 7,50 zł.


Podsumowując :
Bardzo dobry tłusty krem, który sprawdzi się u dzieci jak i również u dorosłych.



Pozdrawiam, Ala.

środa, 11 stycznia 2017

Żel pod prysznic Oriental Spirit, Isana

Jak wiecie kiedy tylko w Rossmannie pojawia się jakiś nowy żel pod prysznic z Isany muszę go mieć, przynajmniej w większości wypadków. Tak samo było w przypadku tego żelu, któregoś dnia wyszłam jak zwykle po bułki, ale że po drodze był Rossmann to weszłam zobaczyć co mają nowego, no i wyszłam z nim. 


Co mówi producent ?


Skład :


Opakowanie :
Żel otrzymujemy w tubce wykonanej z miękkiego plastiku co ułatwia wydobywanie produktu do samego końca. Zamknięcie typu flip top nie sprawia problemu, nawet kiedy mamy mokre dłonie bez problemu go otworzymy. Kolorystyka utrzymana w bieli i odcieniach fioletu. Szata graficzna przyciąga oko, od razu rzucił mi się w oczy ze sklepowej półki. Pojemność 200 ml, jest to trochę mniej niż w tradycyjnych żelach z tej firmy.

Zapach, konsystencja :
Zapach jest po prostu cudowny, mieszanka owoców z orientalnymi przyprawami. Aromat ten w trakcie kąpieli unosi się w całej łazience, niestety na skórze dość szybko znika. Myślę, że każda z Was powinna go chociaż powąchać. Szkoda, że nie ma balsamu o tym zapachu, bo jest po prostu prześliczny.
Konsystencja produktu typowa do żeli pod prysznic, średnio gęsta w kolorze lawendowym.

Działanie :
Kiedy poznałam zapach żelu od razu wzięłam go ze sobą pod prysznic, nie patrząc na to że stało już tam kilka innych produktów do mycia. Oriental Spirit bardzo dobrze się pieni, wystarczy mała ilość na myjkę, aby wytworzyć sporą ilość piany i umyć ciało. Żel bardzo dobrze oczyszcza skórę, a przy tym jej nie wysusza. Podejrzewam, że w okresie letnim nie musiałabym po nim za każdym razem używać balsamu, jednak teraz w okresie grzewczym jest to konieczne.

Wydajność :
Dobra, żel wystarczył mi na jakieś trzy tygodnie, co przy pojemności 200 ml jest to całkiem dobry wynik.

Cena :
4,99 zł


Podsumowując :
Dobry żel o przepięknym zapachu. Gdyby nie fakt, że mam sporo żeli w szafce kupiłabym jeszcze parę sztuk na zapas.


Pozdrawiam, Ala.

poniedziałek, 9 stycznia 2017

Yankee Candle - Sweet Strawberry

I znowu mamy poniedziałek, początek nowego tygodnia.. u mnie zaczyna się on dość kiepsko, ponieważ czuję że bierze mnie jakieś przeziębienie, mam nadzieję jednak że herbata z miodem i cytryną pomoże i obędzie się bez leżenia w łóżku.
Ostatnio znów zaniedbałam palenie wosków, ale już to szybciutko nadrabiam i już mam plany na kolejne zamówienie, bo upatrzyłam sobie kilka wosków. Dzisiaj chcę podzielić się z wami opinią na temat zapachu Sweet Strawberry, więc jeśli jesteście ciekawe to zapraszam na dalszą część postu.


Jak producent opisuje zapach ?
Truskawki z domieszką truskawek bogato przyprawionych truskawkową esencją... Ot, przepis na letni deser idealny – delicję, która zadowoli najbardziej nawet wybrednego łakomczucha, która nierozerwalnie kojarzy się z początkiem lata i która skrywa w sobie ogromną, aromaterapeutyczną moc. Wosk Sweet Strawberry to hołd dla prostoty i zapach pod każdym względem pozytywny. Esencja pozytywnie pobudza, optymistycznie nastraja i pomaga przetrwać – w oczekiwaniu na przyjście kolejnego, truskawkowego sezonu – najbardziej szare i przykryte jesienną i zimową pluchą dni.

Moja opinia :
Jak wiecie, albo i nie jestem miłośniczką truskawek, kiedy jest sezon na nie mogłabym jeść je kilogramami w różnych postaciach. Sięgając po ten wosk miałam nadzieję, że dla mojego nosa ukaże się aromat właśnie takich świeżych, słodkich owoców. Zapach nie jest jednak taki naturalny, oczywiście są wyczuwalne truskawki ale z dużym dodatkiem cukrowej słodyczy. Mimo wszystko aromat mi się podoba. Nie jest on bardzo mocny, duszący, jak to czasem bywa. Szybko roznosi się po pokoju i długo się utrzymuje. Wosk jest bardzo przyjemny szczególnie teraz na zimę, kiedy o dobrych truskawkach można sobie tylko pomarzyć, chętnie sięgnę po niego ponownie.

Wosk Yankee Candle - Sweet Strawberry możecie zakupić na stronie Goodies [TUTAJ] w cenie 9 zł.

Pozdrawiam, Ala.

sobota, 7 stycznia 2017

Regenerujący balsam do ciała, Venus

Kiedy dzisiaj wstałam i zobaczyłam, że za oknem jest -19 stopni stwierdziłam, że nigdzie dzisiaj nie wychodzę. Jak wiecie jestem wielkim zmarzluchem, więc tym bardziej dzisiaj tylko gorąca herbata, koc i synek, nie wychodzimy z łóżka.
Przychodzę dzisiaj do Was z recenzją balsamu do ciała z firmy Venus, który wykończyłam kilka dni temu. Firma ta kojarzy mi się bardziej z piankami i żelami do golenia, ale jednak ich oferta jest o wiele szersza.


Co mówi producent ?


Skład :


Opakowanie :
Balsam umieszczony jest w spłaszczonej butelce wykonanej z czerwonego, nieprzeźroczystego plastiku. Patrząc jednak pod światło możemy zobaczyć ile mniej więcej zostało produktu. Zamknięcie typu flip top nie sprawia problemu, łatwo go otworzymy bez obawy, że połamiemy paznokcie. Balsam możemy postawić ''na głowie'' dzięki czemu wszystko ładnie spływa, mimo wszystko plastik jest dość twardy i przy końcu ciężko się go wydobywa. Posiadałam pojemność 250 ml, ale z tego co widzę dostępny jest wszędzie w opakowaniach 400 ml, nie wiem dlaczego... swój egzemplarz dostałam w prezencie na święta zeszłoroczne.

Zapach :
Zapach jest intensywny, trochę taki słodki, ciężki do opisania. Długo się utrzymuje i przenosi na piżamę czy pościel. Osobiście mi się podoba, ale podejrzewam że nie wszyscy się z nim polubią. Konsystencja typowo jak na balsam przystało, średnio gęsta. 

Działanie :
Balsam w składzie ma parafinę, mi to akurat w tego typu produktach nie przeszkadza, na ciele ten składnik nie wywołuje żadnych szkód. Używałam go po wieczornym prysznicu, produkt bardzo szybko się wchłania i nie pozostawia tłustego filmu przez co bardzo szybko mogłam wskakiwać w ubrania. Po użyciu skóra jest dobrze nawilżona, w ostatnim czasie miałam problem ze skórą na łydkach, była sucha, łuszcząca się, na szczęście balsam się uporał z tym problemem. Obawiałam się, że efekt ten będzie tylko na chwilę, a po kolejnej kąpieli zniknie, ale zdarzyło mi się, że nie użyłam go przez kilka dni z rzędu z lenistwa i skóra nadal była w dobrym stanie. Balsam okazał się być dla mnie idealnym szczególnie teraz w okresie grzewczym kiedy moja skóra ma ciężki okres. Podbierała mi go również moja mama i stwierdziła, że jest to produkt dla niej, ponieważ przynajmniej nie musi używać go codziennie.

Wydajność :
Balsam jest wydajny, wystarczy niewiele aby posmarować całe ciało. Wystarczył mi na ponad miesiąc, ale co jakiś czas sięgała po niego również moja mama.

Cena :
Za 400 ml tego produktu zapłacimy około 10 zł, nie znalazłam ceny za 250 ml.


Podsumowując :
Bardzo dobry produkt szczególnie dla osób z suchą skórą, jednak nie każdemu spodoba się intensywny zapach.


Pozdrawiam, Ala.

środa, 4 stycznia 2017

Nawilżający płyn micelarny, Bielenda

Pogoda za oknem jest okropna, wczoraj ładnie prószył śnieg, a dzisiaj niestety zrobiła się wielka chlabra, że nie chce się wychodzić z domu. Dlatego kiedy mały zasnął postanowiłam napisać dla was kilka słów o płynie micelarnym z Bielendy, który już dawno temu otrzymałam jako gratis w Rossmannie, ale dopiero teraz dobija dna. Jeśli jesteście ciekawe jak sprawdził się u mnie zapraszam do dalszego czytania.


Co mówi producent ?


Skład :


Opakowanie :
Płyn otrzymujemy w plastikowej, podłużnej butelce, jest ona przeźroczysta, dzięki czemu widzimy ile produktu jeszcze nam zostało. Zamknięcie typu flip-top działa bez zarzutu, chociaż początkowo ciężko się otwierało to po kilku użyciach się wyrobiło. Otwór odpowiedniej wielkości, wydobywa się tyle płynu ile jest nam potrzebne. Szata graficzna skromna, ale przyjemna dla oka. Pojemność 400 ml.

Zapach, konsystencja :
Płyn ma delikatny, przyjemny zapach, który jednak szybko się ulatnia. Konsystencja jak na tego typu produkt przystało wodnista, przeźroczysta. W opakowaniu widać jakby był lekko niebieski, jednak po wylaniu na wacik to wrażenie znika.

Działanie :
Płynu micelarnego jak wiecie używam najczęściej do zmycia delikatnego makijażu oczu, do usunięcia resztek podkładu, pudru po umyciu twarzy żelem lub do odświeżenia skóry po przebudzeniu. Początkowo do tego płynu podchodziłam sceptycznie, sama nie wiem dlaczego, kiedy jednak użyłam go po raz pierwszy od razu zmieniłam zdanie, Płyn bardzo dobrze radzi sobie z usuwaniem makijażu oczu, nie jest mu straszny tusz do rzęs czy cienie do powiek. Szybko i bez pocierania usuwa to co trzeba. Jedyne z czym ma problem to eyeliner w żelu, dlatego myślę że z wodoodpornym tuszem już sobie nie poradzi. Czasami zdarzyło mi się usuwać nim cały makijaż twarzy tym produktem i również z podkładem, korektorem itd radzi sobie bardzo dobrze. Płyn nie wysusza, ani nie wyrządza żadnych krzywd buźce. 

Wydajność :
Płyn jest bardzo wydajny, używam go od lipca, tyle że nie codziennie bo tylko do zmywania makijażu i czasami do odświeżenia twarzy i zostało mi go jeszcze na kilka użyć.

Cena :
Około 16-17 zł.


Podsumowując :
Bardzo dobry, niedrogi płyn do usuwania makijażu.


Pozdrawiam, Ala.

poniedziałek, 2 stycznia 2017

Denko Grudzień 2016

Przychodzę dzisiaj do Was z zużyciami grudnia, chociaż chyba dwa pustaki są z listopada. Ostatnio tego typu post pojawił się bodajże w maju, potem miałam przerwę w blogowaniu i dopiero w grudniu stwierdziłam, że ponownie zacznę odkładać puste opakowania. Sama bardzo lubię czytać tego typu posty, więc i na moim blogu będą się one pojawiać. Mam nadzieję, że w tym roku będzie to regularnie co miesiąc. W denku pojawiać się będą też kosmetyki zużywane przez mojego synka, ponieważ wiele z Was ma dzieci i myślę, że może odkryjecie jakąś perełkę. 


Wszystkie pustaki prezentują się tak.. jestem z siebie dumna, bo jak na mnie to całkiem sporo udało mi się zużyć. Oby w każdym miesiącu było ich tyle, a nawet i więcej.


Odżywcza kuracja z marokańskim olejkiem arganowym do włosów, Avon - lubię wszelkiego rodzaju serum do włosów z tej firmy, to również świetnie się u mnie sprawdziło, używałam go na końcówki. Kiedy go używałam końcówki prawie wcale się nie rozdwajały, co oznacza że działa.

Odżywka do włosów BB z proteinami mlecznymi, Biovax - bardzo dobra, niedroga odżywka, zapraszam do pełnej RECENZJI .

Ekspresowa odżywka regeneracyjna Ultimate Resist, Gliss Kur - kupiłam ją w ciemno na jakiejś promocji w Rossmannie, okazała się świetna. Używałam jej codziennie rano w celu ułatwienia rozczesywania włosów i radziła sobie z tym w 100%. Mimo tego, że stosowałam ją bardzo często nie obciążyła moich włosów.


Żel do mycia twarzy i demakijażu oczu, Isana Young - dobry jako żel do mycia twarzy jednak z demakijażem oczu sobie nie radzi. Pełna recenzja TUTAJ

Ogórkowy tonik, Ziaja to już moja kolejna butelka tego toniku, jest tani i robi to co powinien. RECENZJA

Tonik przeciw wypryskom z kwasem salicylowym, Avon - używałam go od czasu do czasu, kiedy stan mojej buźki się pogarszał. Tonik przyspiesza gojenie się wyprysków, jednak jest dość mocny i zbyt częste używanie powoduje wysuszenie skóry. Zapach niestety alkoholowy, co czasami przeszkadza.


Żel pod prysznic Hello Spring, Isana - cudowny, cudowny i jeszcze raz cudowny.. żałuje że nie zrobiłam zapasu, ponieważ ten zapach jest boski. Pachnie brzoskwiniami, ale takimi naturalnymi nie ma w nim nic sztucznego. Żel dobrze się pieni, oczyszcza skórę z wszystkich zanieczyszczeń i nie wysusza. Szkoda, że była to edycja limitowana.

Żel pod prysznic Rabarbar i Vanilla, Baylis & Harding  - dostałam go w prezencie gwiazdkowym w zeszłym roku, liczyłam na przyjemny zapach, jednak się pomyliłam.. był okropny, sztuczny. Na szczęście dość szybko się ulatniał, zużyłam do mycia dłoni. Dobrze się pienił i nie wysuszał skóry.

Emulsja do kąpieli, Atoperal Baby Plus - bardzo dobry produkt, sprawdza się idealnie u maluchów z suchą skórą jak u mojego synka. Po kąpieli z tym specyfikiem skóra jest nawilżona i nie jest już konieczne używanie balsamu czy mleczka. Pełną recenzję znajdziecie TUTAJ


Płyn do soczewek Best View - płyn robi to co trzeba czyli nawilża i oczyszcza soczewki, co najważniejsze jest tani i dostępny w każdym Rossmannie.

Puder do twarzy Stay Matte, Rimmel - puder ten zna chyba każda z Was. Produkt dobrze matuje buźkę i utrwala makijaż. Nie jest widoczny na twarzy, jak to czasem bywa w przypadku pudrów. Jedyne co mi przeszkadza to opakowanie, niestety ale nie jest zbyt trwale no i napisy bardzo szybko się ścierają.


Maska w płacie Nawilżenie i Wygładzenie Moisture + Aqua Bomb, Garnier - znalazłam ją w grudniowym JoyBoxie i muszę przyznać, że maska pozytywnie mnie zaskoczyła. Płat jest mocno nawilżony i kiedy go zdejmujemy jest jeszcze mokry. Buźka po użyciu jest dobrze nawilżona i lekko wygładzona. Ma prześliczny zapach. W zapasach mam jeszcze dwie maski w płacie z tej firmy, mam nadzieję, że również będą dobre.

Próbka kremowego olejku myjącego dla dzieci na ciemieniuchę, Ziajka - olejek dobrze myje i przyjemnie pachnie. Próbka wystarczyła na trzy mycia główki, nie zauważyłam jednak aby działał jakoś na ciemieniuchę, ten problem pokonaliśmy dopiero maścią na receptę.

Lubicie czytać posty denkowe ?
Pozdrawiam, Ala. 

niedziela, 1 stycznia 2017

Nowy Rok, nowe postanowienia..

Rok 2016 był rokiem, kiedy moje życie zmieniło się o 180 stopni.. Sporo nerwów, ale również wiele powodów do uśmiechu. Początkiem roku zaskoczyła mnie wiadomość o ciąży, z każdym kolejnym tygodniem było coraz lepiej.. chociaż również nerwowo. Najpiękniejszym dniem w 2016 roku był 25 wrzesień kiedy na świat przyszedł mój synek, wiedziałam wtedy że od tego momentu wiele się zmieni, ale zrobię wszystko aby mały był szczęśliwy.
Dzisiaj mamy już 1 stycznia 2017 roku, nowy rok nowe postanowienia. Muszę przyznać, że zwykle nie robiłam takich postanowień, ponieważ szybko się poddawałam, ale w teraz mam nadzieję, że tym razem będzie inaczej.

(źródło : google)

Moje postanowienia : 

1. Spędzać jak najwięcej czasu z synkiem, ale znaleźć również czas dla siebie. Właściwie spędzanie czasu z małym to rzecz jak najbardziej naturalna, nie będzie to problemem. Bardziej będę musiała skupić się na drugiej części.. aby właśnie nie zapominać o sobie i od czasu do czasu wyskoczyć gdzieś ze znajomymi bez poczucia winy. Ostatnio zostawiłam małego z moimi rodzicami wieczorem i wyskoczyłam z przyjaciółką na miasto.. mimo tego, że synek w tym czasie spał i miał dobrą opiekę ja czułam się jakoś dziwnie, że go zostawiłam.

2. Poprawić swoją kondycje fizyczną. Chociaż waga pokazuje w tym momencie jakieś 3-4kg mniej niż przed ciążą z kondycją jest ciężko. W tym momencie jeszcze nie wiem dokładnie jaka to będzie aktywność czy bieganie czy może siłownia. Jeszcze przez mniej więcej dwa miesiące ograniczę się do długich spacerów z wózkiem, ponieważ powoli wychodzę z anemii i lekarz karze jeszcze odpuścić inny wysiłek.

3. Regularnie pisać posty na blogu. W 2016 roku przez to, że sporo się działo zaniedbałam dość mocno bloga, teraz zamierzam to zmienić. Postanowiłam, że będę wstawiać posty minimum do dwa dni.. tak żeby w miesiącu pojawiło się około 15 nowych wpisów.

4. Kupować mniej kosmetyków i zlikwidować zapasy. Sprzątając ostatnio zauważyłam, że moje zapasy kosmetyczne są strasznie duże i muszę coś z tym zrobić. Zastanawiałam się, czy w tym roku nie zrezygnować z projektu denko, ale jednak tego nie zrobię.. dzięki czemu będę mogła zobaczyć ile kosmetyków zużyje w ciągu roku.

5. Zaoszczędzić trochę pieniędzy. Ale czy to jest możliwe ? Wychodząc na miasto zawsze wracam z jakimś kosmetykiem dla siebie, czy ubrankiem dla synka. W 2017 roku postaram się kupować to co naprawdę jest nam potrzebne.

Myślę, że jest to pięć najważniejszych postanowień.. pewnie znalazłoby się coś jeszcze, ale myślę że wystarczy aby zrealizowała te.. Nad kolejnymi pomyślę w przyszłym roku.

Przypominam o rozpoczynającej się Akcji ŻYCZENIA DLA BLOGERKI i zapraszam do zapisywania się, niedługo startujemy.

Pozdrawiam, Ala.