Obserwatorzy

czwartek, 28 stycznia 2016

Nowości Styczeń 2016

Przyszła pora na pierwsze nowości tego roku, od razu widziałam, że w tym miesiącu trochę  tego przybędzie, z racji tego że miałam urodziny sprawiłam sobie kilka drobiazgów z tej okazji. Dostałam również prezent kosmetyczny, który pokazywałam już TUTAJ więc nie będę się powtarzać.


W Biedronce skusiłam się na kolejną butelkę Płynu micelarnego BeBeauty, tym razem wersja 400 ml, ponieważ bardziej się opłaca, kosztował 6,99 zł. Do kompletu wzięłam Żel micelarny BeBeauty, tyle o nim słyszałam dobrego, więc w końcu i ja postanowiłam przetestować, cena około 4,99 zł.



Z racji tego, że skończyły mi się płatki kosmetyczne, a akurat byłam w Biedronce skusiłam się na Trójpak płatków kosmetycznych Carea za cenę 5,99 zł, aż żal było nie brać, tym bardziej, że dawno nie miałam tych płatków.


Nie byłabym sobą, gdybym nie zamówiła nic z Avonu, wybór tym razem padł na Mgiełkę do ciała Jagoda i Orchidea 7,99 zł, którą miałam już jakiś czas temu i byłam zadowolona oraz Maseczkę do twarzy Oriental Radiance 4,99 zł, była w promocji więc postanowiłam przetestować.


Jak zwykle kilka razy odwiedziłam Rossmanna, zdecydowanie mam za blisko tą drogerię. Przy pierwszej wizycie do koszyka wpadł Olejek do ciała Migdał i Papaja, Alterra akurat był w promocji 13,99 zł więc długo się nie zastanawiałam, postanowiłam nakładać go na włosy i już wam mogę powiedzieć, że go polubiły. Kupiłam również Płyn do soczewek B-Lens za 28,99 zł, czyli stały punkt na liście zakupów,


Przy kolejnej wizycie w Rossmannie trwała akurat promocja 2+1 na produkty Gliss kur oraz Taft, wzięłam dla siebie dwie Ekspresowe odżywki Ultimate Resist oraz Ultimate Repair. Dla mamy wzięłam Lakier do włosów Invisible Power Mega Strong, ja rzadko sięgam po lakier, ale ona używa regularnie. Za ten zestaw zapłaciłam 19,98 zł.


Przed osiemnastką miałam iść na manicure do kosmetyczki, ale stwierdziłam że już mam tak długie paznokcie i pomaluje je sama. Plan był taki, że na paznokciach wyląduje róż i złoto, dlatego kupiłam Lakier do paznokci Gloss Like Gel nr 151, Lovely 5,69 zł oraz Lakier do paznokci Royal Manicure nr 2, Wibo 7,69 zł.


Odżywkę do włosów Morela i Olejek migdałowy, Ultra Doux Garnier miałam dawno temu, ale miło ją wspominałam, a dodatkowo czytałam ostatnio jeszcze o niej u Alex, więc długo się nie zastanawiałam, tym bardziej że cena 5,99 zł a tego typu produkty schodzą u mnie bardzo szybko. Do koszyka wpadło również Kokosowe masełko do ust, Nivea 7,99 zł, początkowo myślałam nad jagodowym, ale jednak wybór padł na to.


Któregoś dnia poszłam na zakupy, aby uzupełnić swoje zapasy miałam kupić tylko Szampon do włosów ułatwiający rozczesywanie, Babydream 5,99 zł oraz mój ulubiony Zmywacz do paznokci, Isana 2,99 zł, jednak do koszyka wpadły jeszcze Bibułki matujące, Wibo 6,49 zł, ponieważ ostatnio moja strefa T mocno się przetłuszcza, więc chcę zobaczyć jak się sprawdzą.


Od dawna miałam ochotę na Peeling Wellness&Beauty, niestety w moim Rossmannie ich nie ma, jednak z racji tego że jestem w trakcie robienia prawa jazdy odwiedziłam inne miasto i miałam chwilę czasu, więc odwiedziłam tą drogerie w Kaliszu i tam był. Skusiłam się na wersję Olejek z mango i kokosu 12,99 zł, dodatkowo do koszyka wpadł również Solny peeling pod prysznic Isana 3,99 zł.



W styczniu zrobiłam swoje pierwsze zamówienie na stronie ezebra.pl, plan był taki że zamawiam paletkę cieni Makeup Revolution, której ostatecznie nie kupiłam oraz maskę Kallos, ale nie byłabym sobą, gdyby jeszcze coś mi nie wpadło. Tak więc skusiłam się na Maskę do włosów Banana Kallos 9,86 zł miałam na nią chrapkę od dawna, ale najpierw musiałam chociaż częściowo wykończyć zapasy. Przy okazji produktów włosowych wybór padł również na Maskę do włosów masło Shea i pięć alg, Bingo Spa 9,89 zł. Jak wiecie, lubię maseczki w saszetkach, tak więc moje zapasy powiększyły się o Mezoteriapie Hydrobalans, Marion 2,27 zł oraz Maseczkę oczyszczającą z zieloną glinką, Marion 2,38 zł. Zamiast palety cieni o której początkowo wspominałam zamówiłam Paletę róży Sugar and Spice, Makeup Revolution 28,21 zł, kolory są cudowne. Z kolorówki trafiły do mnie jeszcze Fixing compact powder all about matt! Essence 11,27 zł, dwa Pigmenty Makeup Revolution o kolorach : Indirect oraz Disguise, 4,82 zł za sztukę, Pomadka do ust Makeup Revolution Flashing, 4,84 zł, Pomadka do ust Maybelline 475 Coral Diamonds, 9,69 zł oraz Matowa pomadka w płynie W7 Hasta La Vista 7,91 zł. Z zamówienia jestem zadowolona, paczka dotarła w ciągu dwóch dni, a kosmetyki były odpowiednio zabezpieczone.


W stycznie skusiłam się wreszcie na swoje pierwsze woski Yankee Candle, które zamówiłam ze strony Goodies.pl, wybrałam zapachy : Mango Peach Salsa, Cappuccino Truffle, Sweet Apple, Garden Sweet Pea, Sweet Strawberry oraz Pink Grapefruit za sztukę zapłaciłam 8 zł.

Podsumowując :
Razem z prezentem od chłopaka o którym pisałam w zeszłym tygodniu moja kolekcja powiększyła się o 58 kosmetyków. 
W styczniu na kosmetyki wydałam 249,68 zł (pora iść na odwyk).

Pozdrawiam, Ala.

Maska do włosów Granat i Aloes, Alterra

O masce tej naczytałam się bardzo dużo, początkowo sama nie wiedziałam czy się skusić, ponieważ szampon z tej serii się u mnie sprawdził, ale za to odżywka była porażką. Będąc jednak którego razu w Rossmannie wrzuciłam ją do koszyka, była akurat w promocji, więc stwierdziłam, że nawet gdy się nie sprawdzi to mówi się trudno. Dobra, koniec wstępu, przejdźmy do rzeczy.


Co mówi producent ?


Skład :


Opakowanie, pojemność :
Maska znajduje się w tubce wykonanej z miękkiego plastiku, dzięki zamknięciu na zatrzask nie ma problemu z jej otwarciem czy zamknięciem. Opakowanie ma odpowiedniej wielkości otwór, przez co wydobywamy tylko maski, ile chcemy. Szata graficzna typowa dla tej serii, jak na nie patrzę, to mam aż ochotę na granata. Pojemność 150 ml.

Zapach, konsystencja :
Zapach jest dziwny, nie przypomina mi ani granatu ani aloesu, ciężko jest mi go opisać, mimo wszystko jakoś bardzo mi nie przeszkadza. Na włosach utrzymuje się kilka godzin. Konsystencja gęsta, trochę jakby lepka, jednak dobrze rozprowadza się na włosach i nie ma problemu z jej spłukaniem. 

Działanie :
Szczerze mówiąc po masce cudów się nie spodziewałam, ale okazało się, że całkiem tak źle nie było. Maskę nakładam na włosy na około 15-20 minut, po rozprowadzeniu na włosach związywałam je w koczek i zajmuje się innymi sprawami o potem spłukuje. Włosy po wyschnięciu są wygładzone, mięciutkie i sypkie. Nawilżenie jako takie jest, ale jak dla mnie krótkotrwałe, jak w przypadku odżywek. Najlepiej spisuje się kiedy nałożę ją po zmyciu oleju, wtedy włosy wyglądają naprawdę ładnie. Szczerze mówiąc to od maski wymagam coś więcej, niż tylko takie krótkotrwałe działanie. Na szczęście nie wysusza włosów, ani nie robi krzywdy końcówkom, czego się zaczęłam obawiać po spojrzeniu na skład, chociaż się na nich zbytnio nie znam to alcohol na początku składu zwykle nie wróży nic dobrego. Maska nie obciąża włosów, jeśli oczywiście nałożymy jej odpowiednią ilość.

Wydajność :
Maska wystarczyła mi na ponad miesiąc, a używałam jej około 2 razy w tygodniu, więc w sumie szału nie ma.

Cena :
Około 9-10 zł, w promocji możemy kupić już za 5,99 zł.


Podsumowując :
Od maski wymagam trochę więcej, jak dla mnie to dobra odżywka.


Przy okazji chciałam zaprosić Was na moją stronkę na FB, postanowiłam ją aktywować i również tam przekazywać Wam moje przemyślenia, przesyłki itd, tak żebyście były na bieżąco.
Facebook

Pozdrawiam, Ala.

wtorek, 26 stycznia 2016

Żele pod prysznicem #2 : Avon

Drugi tydzień ferii już mi ucieka i za chwilę znów będzie trzeba wrócić do rzeczywistości, ale nic się nie zrobi. Dziś przychodzę do was z kolejnym postem z serii 'żele pod prysznicem'' ale tym razem nie będę pisać o żelach, ale o płynach do kąpieli, które również pod prysznicem dobrze się sprawdzają.


Co mówi producent?
Płyn do kąpieli Avon Zimowe Jabłuszko

Kosmetyk tworzy gęstą pianę, która pachnie jabłkami z domieszką korzennych przypraw. 

Dzięki niemu kąpiel stanie się prawdziwą przyjemnością.

Płyn do kąpieli Avon Żurawina i Pomarańcza 

Kosmetyk rozpieszcza ciało miękką pianką i relaksującym, korzennym aromatem. Idealnie sprawdzi się na długie kąpiele w chłodne, zimowe wieczory.


Skład:
Płyny skład mają prawie identyczny, wiec wstawiam tylko jeden.


Opakowanie :
Płyny znajdują się w uroczych opakowaniach, które przypominają pana bałwanka i panią bałwankową, bardzo ładnie wyglądają w łazience na półeczce. Buteleczki niestety ciężko odkręcić mokrymi dłońmi, ponieważ nakrętka jest gładka i dłoń się zsuwa, pod korkiem umieszczony jest dodatkowe zabezpieczenie (nie wiem jak to napisać, zobaczycie na zdjęciu) co zapewnia aby nie wylać od razu pół butelki płynu. Plastik jest dość twardy, przez to gdy zostaje go niewiele ciężko go już wydobyć, przez co ja i tak wyciągnęłam to zabezpieczenie. Pojemność 250 ml.

Zapach, konsystencja :
Pan Bałwanek czyli Zimowe Jabłuszko pachnie ładnie, taka mieszanka jabłka z przyprawami korzennymi, najbardziej wyczuwalny jest cynamon. Pani Bałwankowa czyli Żurawina i Pomarańcza, nie wiem czy ja mam coś nie tak z węchem, ale żurawiny to ja tam nie czuję, jak dla mnie to pomarańcza z dodatkiem korzennych przypraw. Zapach po prysznicu unoszą się w całej łazience, jednak na ciele utrzymuje się bardzo krótko. Konsystencja płynna, typowa do tego typu produktów.

Działanie :
Kiedy te płyny ukazały się w katalogu wiedziałam, że będą moje, mimo tego iż nie posiadam wanny. Płyn idealnie nadaje się również pod prysznic, jednak polecam używania go na gąbkę, dzięki czemu można uzyskać naprawdę sporą pianę, używając małą ilość produktu. Produkt świetnie radzi sobie z myciem oraz odświeżaniem ciała, a dzięki zapachowi i pianie przyjemnie relaksuje. Nie zauważyłam, żeby wysuszały. Płyny nadają się również do moczenia zmęczonych stópek, tylko trzeba uważać z ilością, ponieważ może się zdarzyć, że piana zacznie Wam wychodzić z miski, mówię z doświadczenia.

Wydajność : 
Płyny są wydajne, mi na gąbkę wystarczy naprawdę mała ilość, używałam ich na przemiennie z innym żelem od grudnia i zostało mi jeszcze na jedno użycie wersji Pani Bałwankowa.

Cena :
Płaciłam za nie około 7 zł, za sztukę, cena regularna to bodajże 13 zł.


Podsumowując :
Nie trzeba mieć wanny, aby używać płyny do kąpieli. Z czystym sumieniem mogę je polecić, jeśli lubicie nuty korzennych zapachów.


Pozdrawiam, Ala.

piątek, 22 stycznia 2016

Delikatny szampon ułatwiający rozczesywanie włosów, Babydream

Na początku chciałam Wam wszystkim podziękować za życzenia pod wczorajszym postem, naprawdę wywołałyście duży uśmiech na mojej twarzy, jeszcze raz dziękuję !
Do szamponów bez SLS nigdy nie byłam przekonana, miałam okazję używać tych z Fitomedu i niestety jak dla mnie porażka, włosy niby po umyciu a były tłuste. Pewnego dnia będąc w Rossmannie stwierdziłam, że skuszę się na szampon Babydream, bo tyle o nich dobrego czytałam. Mój wybór padł na wersję ułatwiającą rozczesywanie, ponieważ ta druga ponoć mocno plącze włosy.


Co mówi producent?


Skład:


Opakowanie, pojemność :
Szampon otrzymujemy w plastikowej butelce w kolorze niebieskim z żółtą naklejką. Przeznaczony jest dla dzieci, dlatego rysunek lwa z ptaszkiem, osobiście bardzo mi się to podoba. Na opakowaniu znajdziemy wszystkie potrzebne informacje. Wygodne zamknięcie na zatrzask ułatwia otwieranie nawet mokrymi dłońmi. Butelkę możemy postawić ''na głowie'' co ułatwia wydobycie przy końcówce produktu. Pojemność 250 ml.

Zapach, konsystencja :
Zapach typowy do kosmetyków dziecięcy, taki pudrowy, podoba mi się. Na włosach utrzymuje się dość długo, jednak jeśli nałożymy na niego odżywkę/maskę to częściowo go zabije. Konsystencja żelowa, dość gęsta, nie spływa z dłoni.

Działanie :
Początkowo obawiałam się, że szampon nie poradzi sobie z domyciem włosów, myślałam że po umyciu będą one w takim samym stanie jak przed. Jednak szampon miło mnie zaskoczył, po umyciu włosy były oczyszczone i nie splątane, myślę że bez problemu bym je rozczesała nawet bez odżywki, mimo wszystko i tak zawsze ją nakładam. Nie ma problemu z domyciem kiedy nawet przed myciem nałożę olej, a ostatnio robię to regularnie. Wiadomo raz na jakiś czas muszę użyć mocniejszego szamponu, aby porządnie oczyścić skórę głowy. Szampon dobrze się pieni, mimo braku SLS-ów, no może potrzeba go troszkę więcej niż tego, który zawiera SLS. Nie wywołuje łupieżu, ani nie wysusza skóry głowy.

Wydajność :
Szampon wystarczył mi na niecały miesiąc regularnego używania.

Cena :
6-7 zł


Podsumowując :
Szampon miło mnie zaskoczył i na pewno na dłużej zagości w mojej łazience.


Pozdrawiam, Ala.

czwartek, 21 stycznia 2016

Najlepszy prezent urodzinowy w życiu.

Jak wiecie, albo i nie... wczoraj obchodziłam swoje 18 urodziny, właściwie nie liczyłam na żadne prezenty, ponieważ wyprawiam je w sobotę. Miłą niespodziankę zrobił mi jednak mój chłopak, stwierdził, że woli dać mi prezent w dzień urodzin. Jakie było moje zaskoczenie kiedy zobaczyłam duży różowy kuferek na kosmetyki, a kiedy go otworzyłam aż zaniemówiłam, tyle tam było dobroci. Początkowo chciałam pokazać to co dostałam w nowościach stycznia, ale tak się tym jaram, że nie wytrzymam do końca miesiąca i muszę się z tym z Wami podzielić.



Jak widzicie trochę tego jest. z większości rzeczy jestem bardzo zadowolona i myślę że będę ich używać regularnie. Poniżej możecie zobaczyć co dokładnie znalazło się w kuferku i przeczytać kilka słów moje pierwsze wrażenia na temat kosmetyku po jego otrzymaniu.


Do makijażu oczu otrzymałam Tusz do rzęs Wonder'full Rimmel, Tusz do rzęs SuperCurler Rimmel, Tusz do rzęs Curling Pump Up Lovely, Super Liner Perfect Slim Grey Loreal Paris oraz Kobaltowy matowy eye liner do oczu Wibo. Tuszy z Rimmela jeszcze nigdy nie miałam, więc będą miłą odmianą dla tych, które używam, tusz z Lovely znam i bardzo lubię, a jeśli chodzi o eyelinery to na pewno się nie zmarnują.


Paleta cieni Classic Nude Make Up Kit Lovely, Perłowe cienie do powiek długotrwały efekt  Purple Line 105 Golden Rose, Paletka cieni Diamond Glow 04 Grey Pink Drama Maybelline . Paletkę Lovely już posiadam w swoich zbiorach, ale jeśli chodzi o te dwie pozostałe to jestem ich bardzo ciekawa, cienie z Maybelline są bardzo błyszczące, mam ochotę zmalować nimi jakiś makijaż.


 Jeśli chodzi o makijaż twarzy moje zbiory powiększyły się o Rozświetlacz prasowanym Royal Shimmer Wibo,  Puder brązujący Bronzing Terra Powder 103 Golden Rose, Baza pod makijaż Primer Lasting Finish Rimmel,  Mineralny róż do policzków 01 Lovely . W swojej kosmetyczce nie miałam bazy pod makijaż, więc chętnie przetestuję, miło prezentuje się również bronzer. Jeśli chodzi o róż i rozświetlacz to miałam zamiar je kiedyś kupić, ale nie wiem czemu tego nie zrobiłam.


Produktów do ust dostałam cztery : Rozświetlający błyszczyk do ust AA, Balsam do ust Baby Lips Electro Pink Shock Maybelline, Szminka Velvet Matte 09 Golden Rose, Matowa pomadka w kredce 17, Golden Rose. Najbardziej zaciekawiły mnie pomadki z Goldem Rose a błyszczyk z AA już chyba kiedyś miałam.


Do mojego pudełeczka z lakierami przybyło aż 8 sztuk i jeden Top Coat. Golden Rose Fantastic nr 163, Golden Rose Matte nr 32, Golden Rose Holiday nr 51, Astor Quick&Shine nr 204 Life in Pink, Inglot Diamond Top Coat, Golden Rose Care+Strong nr 197, 193, 187, Miss Sporty nr 190 . Wszystkie kolory są piękne, sama nie wiem który pójdzie na pierwszy ogień.


Dodatkowo otrzymałam również Zalotkę do rzęs For Your Beauty, Pędzel do różu For Your Beauty, Zmywacz do paznokci w gąbce P2. Pędzel jest fajnie ścięty, płaski wezmę go chyba do bronzera. Spodobał mi się ten zmywacz, wkłada się palec do środka i się zmywa, nie trzeba używać wacików i bać się żeby nie rozlać zmywacza.

To by było na tyle, z prezentu jestem bardzo zadowolona, na pewno jest on praktyczny, a to chyba najważniejsze.

Pozdrawiam, Ala.

wtorek, 19 stycznia 2016

Pasta oczyszczająca, Ziaja Liście Manuka

Przychodzę dzisiaj do Was z recenzją sławnej już w blogsferze paście oczyszczającej z Ziaji. Za jej kupno zabierałam się od bardzo dawna, ale w końcu przy jakiś zakupach w Rossmannie wpadła do mojego koszyka i dzisiaj mogę się z wami podzielić co o niej sądzę.


Co mówi producent?


Skład:


Opakowanie, pojemność :
Pastę otrzymujemy w białej tubce wykonanej z miękkiego plastiku, dzięki zamknięciu na zatrzask otworzymy ją bez problemu nawet mokrymi dłońmi. Na opakowaniu wszystko jest przejrzyste, wszystkie potrzebne informacje są napisane zielonym drukiem. Szata graficzna skromna, ale przyjemna dla oka. Pojemność 75 ml.

Zapach, konsystencja :
Zapach typowy do tej serii, taki lekko ziołowy, trochę sztuczny, jednak mi nie przeszkadza, po spłukaniu peelingu nie ma już po nim śladu. Konsystencja gęsta, kremowa, przypomina pastę do zębów, zawiera w sobie drobinki, które mają za zadanie oczyszczać i usuwać martwy naskórek.

Działanie :
Peeling używam na suchą skórę, którą wcześniej poddam demakijażowi. Pasta przyjemnie drapie w buźkę (lubię mocne peelingi), już w czasie jej używania czujemy, że nasza skóra się oczyszcza. Po spłukaniu twarz jest idealnie oczyszczona, aż skrzypiąca. Z martwym naskórkiem oraz suchymi skórkami radzi sobie idealnie. Zauważyłam, że większość zaskórników stają się mniej widoczne, a te mniejsze całkowicie znikają. Próbowałam pasty również na zwilżoną buźkę, jednak drobinki jakby się ślizgały i efekt jest znikomy. Skóra po peelingu jest ściągnięta i woła o dawkę nawilżenia. Używam jej dwa razy w tygodniu i to mi zupełnie wystarcza.

Wydajność : 
Na jedno użycie wystarczy naprawdę mała ilość pasty, dzięki czemu jest bardzo wydajna. Ja swoją mam od października i jeszcze zostało w tubce na 3-4 użycia.

Cena : 
Około 8 zł.


Podsumowując :
Jeden z lepszych peelingów jaki miałam .


Pozdrawiam, Ala.

piątek, 15 stycznia 2016

Odżywka wzmacniająca Goodbye Damage, Garnier Fructis

Zostając przy temacie włosowym napisze kilka słów na temat odżywki Goodbye Damage, po którą często sięgałam jeszcze przed założeniem bloga, ostatnio do niej wróciłam, dlatego i ona doczekała się recenzji. Swoją drogą dużo produktów włosowych dobija u mnie dna, dlatego większość najbliższych recenzji będzie o nich.


Co mówi producent?


Skład :


Opakowanie, pojemność :
Odżywkę otrzymujemy w butelce wykonanej z plastiku, wygodne zamknięcie ułatwia nam otwieranie nawet mokrymi dłońmi. Na opakowaniu wszystko jest przejrzyste, informacje czytelne. Wyrazisty, pomarańczowy, neonowy kolor ułatwia nam dopatrzenia produktu na sklepowej czy łazienkowej półce. Pojemność 200 ml.

Zapach, konsystencja :
Jak to na produkty Fructisa przystało, zapach przyjemny, owocowy, na włosach utrzymuje się jeszcze długi czas. Konsystencja gęsta, kremowa, bez problemu rozprowadza bez spływania z dłoni, czy włosów.

Działanie :
Jest to kolejna odżywka z tej firmy, którą moje włosy polubiły. Nakładam ją na 5-10 minut po czym dokładnie spłukiwałam. Włosy po wyschnięciu są mięciutkie, dobrze wygładzone. Moje włosy ostatnio jakoś bardziej się plączą (swoją drogą we wtorek idę podciąć końcówki, więc może będzie lepiej ) ale po jej użyciu problem zniknął, szczotka sunie jak po maśle . Zauważyłam, że nawilża, może nie na tyle co dobra maska, jednak jak na odżywkę robi to całkiem nieźle, nawet końcówki, mimo że są rozdwojone wyglądają jakoś lepiej. Jeśli nie przesadzimy z ilością włosy są dociążone, ale nie obciążone. Muszę się Wam przyznać, że kiedy po raz pierwszy jej użyłam, jakieś dwa lata temu, nałożyłam jej całkiem sporo i skończyło się to mega obciążeniem, od tego czasu jednak nic takiego nie miało miejsca z żadnym produktem do włosów.

Wydajność : 
Odżywka wystarczyła na 1,5 miesiąca, wynik całkiem niezły, ale muszę też zaznaczyć, że czasami używałam czegoś innego, a włosy myje co drugi dzień.

Cena :
Około 8-10 zł, często w promocji.


Podsumowując :
Po raz kolejny Fructis mnie nie zawiódł, moje włosy odżywkę bardzo polubiły.


Pozdrawiam, Ala. 

poniedziałek, 11 stycznia 2016

Maska do włosów Keratin od Serical

Jeszcze jakiś czas temu moja pielęgnacja włosów ograniczała się do szamponu czasami odżywki, później raz na jakiś czas dołączała jakaś maska, ewentualnie olej. Żyłam w przekonaniu 'włosy nie nogi odrosną'. Bardzo szybko zaczęłam eksperymentować z kolorami, cięciami itd. Jednak kiedy moje włosy zaczęły już wychodzić garściami zmieniłam swoje podejście i zaczęłam coś z nimi robić. Aktualnie oprócz kuracji drożdżowej, regularnie dbam o moje włosy poprzez regularne oleje, maski, delikatne mycie. Te z Was, które śledzą mnie na instagramie są bardziej wtajemniczone, ponieważ regularnie staram się tam wstawiać co na nie nakładam.
Koniec wstępu, przyszła pora abym powiedziała słów kilka o masce Keratin, mam ją od lutego/marca zeszłego roku, ale regularnie zaczęłam używać jej dopiero teraz, dzięki czemu dobija już dna.


Co mówi producent ?
Restrukturyzująca maska z keratyny. Jej skuteczne działanie ulatwia rozczesywanie, eliminuje puszenie i elektryzowanie, pozostawia miękkie włosy, i prowadzi Głębokie DZIAŁANIE restrukturyzacji w celu odzyskania blasku i siły. Idealnie do chemicznie prostowanych włosów, włosów leczonych i kręconych.
Po umyciu włosów szamponem zawinąć ręcznikiem do wysuszenia, nanieść na długość i końcówki, wmasować i pozostawić na 5-10 minut. Spłukać. 

Skład :

Opakowanie, pojemność :
Maskę otrzymujemy w dużym, plastikowym słoiku. Na opakowaniu znajduje się różowa naklejka na której niestety nie znajdziemy informacji napisanych po polsku. Słoik ma duży otwór dzięki czemu bez problemu można wydobyć produkt. Pojemność 1000 ml, czyli naprawdę dużo.

Zapach, konsystencja :
Zapach jest niby lekko słodki, ale taki dziwny, niektórym może przeszkadzam. Niestety przy dłuższym stosowaniu staje się męczący. Konsystencja gęsta, ale po przechyleniu słoika spokojnie spływa, co ułatwia, przynajmniej teraz gdy mam jej na dnie, wydobycie bez wkładania do środka dłoni.

Działanie :
Maskę używam na różne sposoby i napisze kilka słów o każdym. Przy używaniu tak jak nakazuje producent czyli po myciu na około 5-10 minut, włosy są dobrze nawilżone, odpowiednio dociążone, mięciutkie. Maska jest naprawdę dobra solo, nie można jej nic zarzucić. Jednak przy takiej pojemności i używaniu jej tylko po myciu nie zużyłabym jej chyba w kilka lat, tym bardziej, że lubię różnorodność. Aby przyspieszyć jej zdenkowanie używałam również przed myciem, najczęściej do emulgowania oleju, dzięki czemu łatwiej jest go zmyć, nawet delikatnym szamponem. Kilka razy próbowałam również olejowania na maskę, ale mam jakieś wrażenie, że moje włosy tego nie lubią, zdecydowanie bardziej służy im czysty olej. Ostatnio trochę eksperymentowałam i postanowiłam maskę wymieszać z naftą kosmetyczną i nałożyć na około 30 minut przed myciem, po umyciu włosy były wygładzone i bardzo błyszczące. Jest to maska, którą można urozmaicać na różne sposoby, według własnej wyobraźni i tego, co lubią wasze włosy, np. dodatek kakao, lub mąki ziemniaczanej. ( kiedyś może napisze o tym więcej).

Wydajność :
Przy takiej pojemności jest naprawdę wydajna, jej zużycie zajmuje kilka miesięcy, chociaż pewnie gdybym miała tylko tą maskę i żadnej innej to zużyłabym ją dużo szybciej.

Cena : 
Cena maski w internecie wynosi około 10-12 zł, u mnie w mieście widziałam ją za 19,90 zł, więc chyba bardziej opłaca się zamówić przez internet, tym bardziej jeśli chcemy kilka sztuk.


Podsumowując :
Dobra, tania maska solo jak i również po wzmocnieniu jej półproduktami.


Pozdrawiam, Ala.

czwartek, 7 stycznia 2016

Mus do ciała Brzoskwinia i Mango, Tutti Frutti

Za niedługo mam kolejną jazdę, (to prawo jazdy mnie wykończy) ale najpierw postanowiłam zajrzeć do Was. Z racji tego, że mam jeszcze trochę czasu postanowiłam napisać kilka słów o musie do ciała o bardzo ładnym zapachu, ale o tym poniżej.


Co mówi producent ? oraz Skład :



Opakowanie :
Mus otrzymujemy w plastikowym słoiczku, dzięki czemu produkt możemy wydobyć do samego końca, wiem że niektóre z was nie lubią tego typu opakowań, ale dla mnie są one najwygodniejsze. Przed pierwszym użyciem zabezpieczony jest sreberkiem, dzięki czemu wiemy, że nikt przed nami nie wkładał do niego paluchów. Szata graficzna przyciąga oko, owoce wyglądają smakowicie. Pojemność 275 ml.

Zapach, konsystencja :
Mus pachnie bardzo przyjemnie, bardziej wyczuwam brzoskwinie ale mango gdzieś też w tle jest. Owoce nie są całkowicie naturalne, lekko przesłodzone, jakby w syropie, ale mi się podoba. Na skórze utrzymuje się długo, kiedy smaruje się wieczorem, rano nadal jest. Konsystencja musu mi nie  przypomina lecz taką nie do końca stężałą galaretkę, lubi spaść z dłoni.

Działanie :
Mus nakładam zawsze po wieczornej kąpieli, mimo tego że zimą nie lubię tego robić, nie mam innego wyjścia, ponieważ moja skóra aż woła, że chce pić. Balsam szybko się wchłania, co dla mnie ważne, ponieważ nie lubię długo czekać, aż będę mogła się ubrać. Skóra jest dobrze nawilżona i wygładzona, co najważniejsze nawilżenie nie znika przy kolejnym prysznicu, a wręcz przeciwnie przy regularnym stosowaniu ciało jest zregenerowane, dobrze nawilżone i wygładzone. Mus nie zapycha, zawiera parafinę, ale jeśli chodzi o produkty do ciała to mi ona ani trochę nie przeszkadza. Dzięki zapachowi czuję się jakby było lato w środku zimy.

Wydajność :
Dobra, potrzeba niewiele musu do pokrycia danej części ciała, wystarczył mi na dobry miesiąc stosowania, więc myślę, że jest to dobry wynik. Trzeba się tylko nauczyć z nim współpracować, ponieważ przez konsystencje lubi spadać z dłoni.

Cena :
Cena około 13 zł, osobiście udało mi się go dorwać w Biedronce za 7 zł.


Podsumowując :
Dobry balsam o cudownym zapachu !


Pozdrawiam, Ala.