Obserwatorzy

wtorek, 30 sierpnia 2016

Zawieszenie bloga !

Cześć wszystkim, długo myślałam nad tą decyzją, początkowo nie chciałam tego robić, ale stwierdziłam. że jednak muszę. Ostatnio mam wiele na głowie, nazbierało się trochę problemów i innych spraw, które muszę sobie poukładać, wyjaśnić. 
Dlatego postanowiłam na jakiś czas ZAWIESIĆ BLOG. Obiecuję, że wrócę, za jakiś czas... może za 2,3 tygodnie, może za miesiąc, może po porodzie... ale na pewno wrócę. Dajecie mi dużo wsparcia i nie chcę zrywać tego kontaktu. Mam nadzieję, że mi wybaczycie i gdy wrócę za jakiś czas będziecie o mnie pamiętać. 
Tymczasem zapraszam Was na mojego Instagrama . Tam postaram się być cały czas aktywna.

Pozdrawiam. 
Cześć, do zobaczenia :*

poniedziałek, 15 sierpnia 2016

Piękne Ciało z olejkiem Kneipp

Jeśli ktoś śledzi mojego bloga od początku to pewnie teraz chwyta się za głowę.. tak, tak ja wielka przeciwniczka olejków/oliwek do ciała zmieniłam swoje podejście i teraz używam ich w miarę regularnie. Dlaczego tak się stało ? A no dlatego, że jak to w ciąży bywa tak i u mnie pojawiły się rozstępy. Jako pierwsze na udzie, dość płytkie i wtedy stwierdziłam, że coś trzeba z tym zrobić. Będąc w Rossmannie do koszyka wpadł mi właśnie olejek Kneipp, mimo że nie jest to produkt typowo na rozstępy jednak postanowiłam dać mu szansę. Dzisiaj przychodzę, aby podzielić się z Wami opinią na jego temat.


Co mówi producent ?


Skład :


Opakowanie :
Olejek otrzymujemy w małej, szklanej buteleczce, na którą trzeba uważać, aby ze śliskich dłoni nie wypadła nam, ponieważ będzie katastrofa. Po odkręceniu nakrętki naszym oczom ukazuje się kroplomierz, dzięki czemu bez problemu wydobędziemy potrzebną ilość produktu, bez obawy. że wyleje nam się połowa naraz. Olejek dodatkowo umieszczony jest w kartoniku na którym znajdziemy wszystkie potrzebne informacje. Opakowanie utrzymane w kolorystyce zielonej, wyróżnia się z półki. Pojemność 100 ml.

Zapach, konsystencja :
Olejek ma bardzo ładny, świeży, trochę cytrusowy zapach.. nie wiem do czego mam go porównać, ale myślę że większości z Wam powinien się spodobać. Na ciele utrzymuje się dość długo, czasami czuję go jeszcze rano. Konsystencja jak na olejek przystało, czyli rzadka, oleista w delikatnie żółtym kolorze.

Działanie :
Początkowo olejku używałam na uda, pośladki i brzuch, z czasem jednak zaczęłam używać go na całe ciało po wieczornym prysznicu. Producent pisze, że efekty mają być już widoczne po dwóch tygodniach i muszę przyznać, że naprawdę pozytywnie mnie zaskoczył.
Olejek po nałożeniu na ciało staje się jakby trochę mniej tłusty, dzięki czemu szybko się wchłania. Jeśli ktoś chciałby wykonać nim dłuższy masaż to oczywiście może, ale będzie musiał użyć więcej produktu. Przy regularnym używaniu skóra jest świetnie nawilżona i wygładzona. Wiadomo, że sam olejek ciała nam nie ujędrni, od tego są ćwiczenia, ale skóra stała się zdecydowanie bardziej elastyczna, wzmocniona. Zauważyłam, że z każdym kolejnym użyciem rozstępy na udzie robiły się coraz płytsze, oczywiście nie znikły całkowicie i nawet na to nie liczyłam. Olejek pomógł mi ostatnio również z łuszczącą skórą na brzuszku, podejrzewam że to przez rozciągającą się skórę.. zużyłam na niego już resztę produktu, która starczyła mi tylko na cztery użycia ale problem znikł. 

Wydajność :
Wydajność bardzo dobra, obawiałam się że 100 ml wystarczy mi na bardzo krótko, a tu miłe zaskoczenie, ponieważ olejek zużywałam przez ponad miesiąc, a starałam się używać regularnie.

Cena :
Około 30 zł, ale często w promocji można dostać go za 19,99 zł


Podsumowując :
Świetny produkt nawet dla osób, które do tej pory za olejkami nie przepadały.


,,To nie cuda, to działanie''
 muszę przyznać, że tym napisem producent jeszcze bardziej skłonił mnie do zakupu.


Pozdrawiam, Ala.

piątek, 12 sierpnia 2016

Yankee Candle - Mango Peach Salsa

Swoje pierwsze woski zamówiłam w styczniu, ale szczerze mówiąc wtedy nie udało mi się ich wypalić z racji tego, że to były początki mojej ciąży i każdy możliwy zapach mnie drażnił i wywoływał mdłości. Teraz na szczęście wszystko się uspokoiło i wracam do palenia wosków. Latem raczej po świeczki nigdy nie sięgałam, ale tegoroczne w tegoroczne wakacje pogoda nie dopisuje, więc w ostatnich dniach w moim domu unosi się aromat Mango Peach Salsa


Jak producent opisuje zapach ?
Splątane w tanecznym uścisku i poruszające się w rytm salsy owoce tworzą wokół siebie nastrój cudownej, letniej egzotyki. Salsa sporządzona z dojrzałych cytrusów, soczystego mango, uwodzącej słodkim nektarem brzoskwini to prawdziwy, tropikalny koktajl, dla równowagi doprawiony szczyptą różowego pieprzu i pobudzającego imbiru. Owocowy taniec, owocowy shake, owocowa przygoda przeżywana na rajskiej plaży. Po prostu – doskonale skomponowany, pięknie pachnący, w pełni naturalny wosk Mango Peach Salsa, który zaprasza do tańca, karmi ciało i uwodzi zmysły obietnicą egzotycznych wakacji.

Moja opinia :
Mango i brzoskwinie to owoce, które bardzo lubię i mogłabym je często jeść, dlatego stwierdziłam, że z tym woskiem możemy się polubić. Kiedy pierwszy raz go rozpaliłam użyłam trochę za dużo wosku, z racji tego, że aromat jest naprawdę intensywny i wystarczy mały kawałek, aby wypełnił cały pokój. Po roztopieniu tarty do mojego nosa początkowo dolatuje zapach mango i brzoskwini, jednak po chwili jest on przełamany ostrzejszą nutą imbiru oraz pieprzu. W pomieszczeniu utrzymuje się jeszcze dłuższy czas po zgaszeniu. Aromat kojarzy mi się z wakacjami na jakiejś rajskiej wyspie z pysznym koktajlem w ręku. Jest to raczej wosk, który albo się kocha, albo nienawidzi.. ja jestem w tej pierwszej grupie i na pewno jeszcze kiedyś się na niego skuszę, ale najpierw przetestuję jeszcze inne kuszące zapasy.

Wosk Yankee Candle Mango Peach Salsa możecie zakupić na stronie Goodies [TUTAJ] w cenie 8 zł.

Pozdrawiam, Ala. 

wtorek, 9 sierpnia 2016

Cukrowy peeling do ciała Jagodowa Muffinka, Perfecta

W ostatnim czasie przerzuciłam się na domowy peeling kawowy i muszę przyznać, że naprawdę się polubiliśmy. Z racji jednak tego, że w mojej szafce z zapasami nadal znajdują się peelingi ze sklepu używam ich na przemiennie. Do mojej łazienki jakiś czas temu powędrował Cukrowy peeling do ciała Jagodowa Muffinka, brzmi ciekawie, prawda ? Wczoraj jednak w opakowaniu ujrzałam dno, więc przyszła pora abym podzieliła się z Wami opinią na jego temat. Jeśli jesteście ciekawi to zapraszam do dalszej części postu.


Co mówi producent ?


Skład :


Opakowanie :
Peeling otrzymujemy w plastikowym słoiczku, jak dla mnie takie opakowania są najwygodniejsze dla tego typu produktów, ponieważ wiem że zużywam produkt do samego końca. Pod nakrętką znajduje się zabezpieczające sreberko, dzięki czemu wiemy, że nikt przed nami nie ''testował'' peelingu. Szata graficzna bardzo ładna, nie wiem jak wam, ale mi się bardzo podobają te muffinki, aż ma się ochotę na coś słodkiego. Pojemność 225g.

Zapach, konsystencja :
Zapach słodki, faktycznie trochę przypomina jagodową muffinkę. W opakowaniu jest trochę sztuczny, ale na szczęście w kontakcie z wodą aromat jest przyjemny i długi czas utrzymuje się w łazience. Konsystencja gęsta, ale łatwo wydobyć produkt z opakowania, ponieważ nie jest mocno zbita, jak to czasem bywa w cukrowych peelingach.

Działanie :
Kupując peeling nie zwróciłam uwagi na skład, no cóż tak to już ze mną jest... jednak w domu kiedy na niego spojrzałam już wiedziałam, że parafina na pierwszym miejscu nic dobrego nie wróży. Stwierdziłam jednak, że jeśli już kupiłam to muszę wypróbować i wzięłam go któregoś dnia pod prysznic. 
Nad efektami nie będę się zbytnio rozpisywać, ponieważ prawie ich nie ma.. drobinki cukru są tak oblepione parafiną, że właściwie nie peelingują, a na ciele zostaje okropna warstwa, którą muszę jak najszybciej zmyć, ponieważ źle się z nią czuję. Zużyłam go do stóp, tam ten film mi nie przeszkadza. Jeśli są jednak wśród was osoby, które lubię delikatne peelingi, a warstwa parafiny na ciele wam nie przeszkadza, to możecie wypróbować.

Wydajność :
Kiepska, na jedno użycie zużyłam jakieś 1/5 słoiczka, a efekt i tak był słaby. 

Cena :
Około 15 zł, chociaż można czasem dorwać taniej np. w Biedronce.


Podsumowując :
Bubel jakich mało..


Pozdrawiam, Ala.

poniedziałek, 8 sierpnia 2016

Oczyszczająca maseczka z minerałami z Morza Martwego od 7th Heaven

Moja cera ostatnio szaleje, jednego dnia jest sucha jak wiór, a drugiego świecę się jak choinka. Podejrzewam, że odpowiadają za to hormony i staram się jakoś z tym radzić, mam nadzieję że po ciąży wszystko wróci do normy. Zaniedbałam ostatnio trochę używanie maseczek, dlatego chciałam to wczoraj nadrobić i po obserwacji mojej buźki sięgnęłam po maseczkę oczyszczającą od 7th Heaven i muszę przyznać, że miło mnie zaskoczyła, ale o tym poniżej.


Co mówi producent ?


Skład :


Maskę otrzymujemy w saszetce o pojemności 20g co starcza na dwie skromne aplikacje lub jedną porządną, wybrałam drugą opcję, ponieważ lubię mieć na twarzy grubą warstwę tego typu produktów. Szata graficzna typowa dla tej firmy czyli bogata, kolorowa, w sklepie ciężko jej nie zauważyć. Konsystencja gęsta, przypominająca pastę, ale bez problemu się rozprowadza. Zapach po rozprowadzeniu na skórze trochę przypomina kostkę do WC, ale po chwili aromat ulatnia się i zmienia się w delikatny, męski zapach.
Producent zaleca nałożenie jej na 15 minut, z racji że miałam jej na twarzy grubą warstwę zostawiłam ją na ponad 20 minut, po tym czasie maseczka trochę przyschła, ale nie stworzyła skorupy jak przy typowych glinkach. W czasie trzymania jej na buźce czułam przyjemny chłodek. Przy zmywaniu wspomagałam się chusteczką i poszło bardzo szybko. 
Po usunięciu jej z twarzy ujrzałam dobrze oczyszczoną i zmatowioną skórę, pory były jakby troszkę mniej widoczne. Obawiałam się, że przy takim oczyszczeniu może trochę przesuszać, ale wręcz przeciwnie, buźka była nawilżona i miła w dotyku, nie potrzebowałam używać już kremu nawilżającego na noc.


Fakt, iż dostałam produkt w ramach współpracy nie wpłynął na treść recenzji.

Pozdrawiam, Ala.

środa, 3 sierpnia 2016

Szampon-balsam regenerujący do włosów, Receptury Babuszki Agafii

Dzisiejsza pogoda wcale nie jest sierpniowa, na niebie chmury, słońce nie ma siły się przebić, aż nie chce się wychodzić z łóżka. W sumie to nawet  mi to dzisiaj pasuję, bo nie czuję się zbyt dobrze, a po za tym muszę czekać na kuriera, bo zrobiłam małe zakupy dla malucha i dla siebie do szpitala. 
Postanowiłam wykorzystać ten czas i napisać dla Was kilka słów o szamponie, który już jakiś czas leży w kartoniku denkowym.


Co mówi producent ?


Skład :


Opakowanie :
Szampon otrzymujemy w buteleczce wykonanej z ciemnego plastiku. Zamknięcie typu flip-top ułatwia otwieranie nawet mokrymi dłońmi. Otwór ma odpowiednią wielkość, można wydobyć tyle produktu ile faktycznie potrzebujemy. Szata graficzna przyjemna dla oka, na naklejkach przeważa kolor zielony. Napisy po rosyjsku, jednak dystrybutor pomyślał, aby umieścić naklejkę z polskim tłumaczeniem. Pojemność 350 ml.

Zapach, konsystencja :
Zapach typowo ziołowy, nie każdemu musi się podobać. W opakowaniu jest dość mocny, jednak w kontakcie z wodą trochę traci na mocy. Na włosach utrzymuje się parę godzin. Konsystencja średnio gęsta, bez problemu można ją wydobyć z butelki, ale nie spływa z dłoni. Dobrze rozprowadza się na włosach.

Działanie :
Po szampon sięgnęłam przez przypadek, znalazłam go w sklepiku z chemią w moim mieście i postanowiłam wypróbować. W jego składzie znajdziemy SLS-y i wiem, że niektórym może to przeszkadzać, jednak odkąd jestem w ciąży moje włosy wariują i tylko takie szampony dają sobie z nimi radę. Szampon dobrze się pieni oraz oczyszcza jak należy. Kiedy używałam tego produktu włosy były świeże przez 2-3 dni, co dla mnie jest bardzo dobrym wynikiem. Zdarzało mi się nie użyć po nim odżywki i włosy nie były splątane, dały się bez problemu rozczesać, chociaż ostatnio nie zawsze to jest takie proste. Nie wywołał łupieżu, ani swędzenia skóry głowy. Producent mówi o regenerującym działaniu szamponu, jednak nie wymagałam tego od niego, takie zadania mają spełniać inne produkty.

Wydajność :
Wydajność standardowa, od czasu do czasu podbierała mi go mama i wystarczył nam na około 2 miesiące używania.

Cena :
Udało mi się go dorwać za niecałe 4 zł, ale to zależy gdzie kupujemy. Widziałam, że w internecie jest trochę droższy.


Podsumowując :
Bardzo dobry szampon w niskiej cenie.


Pozdrawiam, Ala.

poniedziałek, 1 sierpnia 2016

Nowości Lipiec 2016

W poprzednim miesiącu trochę Was zaniedbałam, ale mam nadzieję że w tym będzie trochę lepiej i częściej będą się pojawiały wpisy. Dzisiaj przychodzę z kosmetykami, które przybyły mi w lipcu, nie ma tego dużo. Staram się ograniczać zakupy, aby zużyć to co mam w zapasach... ale z tym to różnie bywa.


W lipcu złożyłam swoje pierwsze zamówienie na DOZ.PL skusiłam się na dwa produkty, które mają pomóc mi z walką z rozstępami. Pierwszy do koszyka wpadła Preparat zmniejszający istniejące rozstępy i blizny poporodowe, Pharmaceris M za 31,49 zł, chciałam go wypróbować gdy tylko zobaczyłam w stacjonarnej aptece, jednak taniej wyszło przez internet. Drugi preparat to Serum 2w1 Reduce, Pharmacery 19,99 zł kupiłam w ciemno, ot tak, bo skład wydawał mi się dobry. Od niego zaczęłam testy i muszę przyznać, że pozytywnie mnie zaskoczył, Na pewno pojawi się osobny post na jego temat. 


Moje włosy mają ostatnio ciężki okres, dlatego będąc w Rossmannie kupiłam Szampon przeciwłupieżowy Citrus Detox, Garnier Fructis około 9 zł. Lubię te szampony, ponieważ porządnie oczyszczają włosy oraz skórę głowy, a tego mi teraz potrzeba.


Przy kolejnej wizycie w Rossmannie skusiłam się na dwie maseczki Maseczka złuszczająca z Rival de Loop 1,19 zł oraz Hydrożelową maseczkę ultra nawilżającą, Bielenda 2,99 zł. W szafie Lovely zaciekawiła mnie maskara do brwi nr 2 za 9,29 zł na razie jednak mam mieszane uczucia. Do koszyka wpadł również Tusz do rzęs Growing Lashes, Wibo 10,99 zł miałam ją już wcześniej i byłam zadowolona, ma małą poręczną szczoteczkę i daję ładny efekt na rzęsach. Z racji że Kolastyna wprowadziła nowości (chyba, że są to nowości, wcześniej nie rzuciły mi się w oczy) wzięłam Aktywny żel peelingujący do mycia twarzy Pure&Clear za 8,99 zł, testy trwają i na pewno napiszę o nim więcej.


Od dawna kusiło mnie Skoncentrowane serum udoskonalające Skin Perfection, L'oreal Paris ale czekałam na jakąś fajną promocję, na którą trafiłam, dzięki czemu dorwałam je za 21,99 zł. Do kompletu wzięłam jeszcze Wodę micelarną, L'oreal Paris za 11,99 zł.

Podsumowując :
W lipcu przybyło mi : 10 kosmetyków.
Na które wydałam : około 127,91 zł.

Pozdrawiam, Ala.