Obserwatorzy

czwartek, 30 czerwca 2016

Maska rozgrzewająca ''efekt sauny'' od 7th Heaven

Nie żebym narzekała, czy coś takiego.. ale ostatnio kompletnie nie mam sił, ani weny na pisanie. Sama nie wiem co się ze mną dzieje, najchętniej bym cały dzień przeleżała w łóżku oglądając filmy, właściwie to powinnam korzystać póki mogę, bo jak na świecie pojawi się już synek to będę za tym tęsknić. Czekając jednak na przypływ sił przychodzę do Was z krótką recenzją kolejnej maseczki od 7th Heaven .



Maska rozgrzewająca ''efekt sauny''
Przeznaczona do skóry normalnej i suchej. Aromatyczna maseczka rozgrzewająca z niepowtarzalną glinką termiczną, która ogrzewa skórę i otwiera pory, wyciągając z nich głęboko ukryte zanieczyszczenia. Maseczka wchłania nadmiar sebum, chroni przed wysuszeniem. Dzięki zawartości wyciągu z naturalnego kwiatu wiesiołka i kaktusa skóra pozostaje miękka, jędrna, promienista i nawilżona.


Maskę otrzymujemy w saszetce o pojemności 15 g. Szata graficzna typowa do tej firmy, kolorowa, przyciągająca oko. Saszetka zawiera różową maź, która przy nakładaniu jest trochę lepka, przypomina mi maski peel-off, ale nie jest ona tego typu. Nałożyłam całą zawartość na raz, ale zdecydowanie lepiej byłoby, gdybym podzieliła maskę na dwa użycia, ponieważ po chwili zaczęła ona delikatnie spływać i musiałam się położyć. Mój nos nie wyczuł żadnego zapachu, może taki delikatny, pudrowy, ale w niczym on nie przeszkadza.
Maseczka już przy nakładaniu przyjemnie rozgrzewa twarz, ale spokojnie nie jest to jakiś efekt palenia skóry. Efekt ten słabnie, ale przy zmywaniu znów się pojawia, na zimę byłaby idealna. Trzymałam ją na twarzy tak jak zaleca producent czyli 15 minut,
Po zmyciu buźka jest widocznie oczyszczona, szczególnie te płytkie zanieczyszczenia, wągry zniknęły. Mimo dobrego efektu czyszczenia, skóra nie została wysuszona, wręcz delikatnie nawilżona. W dotyku jest mięciutka, aż chciałoby się ją dotykać. Jest to przyjemna maseczka, którą warto wypróbować. Radzę uważać tylko przy zmywaniu, aby nie dostała się do oczu, ponieważ może je podrażniać. 


Pozdrawiam, Ala.

sobota, 25 czerwca 2016

TAG : I love Summer

Lubię czytać na blogach, czy oglądać na you tube, wszelkiego rodzaju TAGi, ale na moim właściwie ich nie ma, może na samym początku jakiś się tam pojawił, ale to było dawno temu. Ostatnio siedzę większość czasu w domu i zamiast oglądać TV w którym zresztą lecą same powtórki to zaczęłam oglądać od początku kanał digitalgirlworld13, polubiłam Hanię, staram się od jakiegoś czasu zaglądać do niej ją regularnie, a teraz jeszcze nadrobić zaległości. U niej właśnie natrafiłam na ten TAG i postanowiłam zrobić coś takiego u siebie na blogu, ponieważ kocham lato. 


1. Ulubiony bronzer na lato ?

Ulubionym bronzerem od kilku lat, którego najczęściej używam właśnie latem są kuleczki bronzujące z Avonu, bardzo ładnie wyglądają na opalonej buźce. W tym roku jednak używam je naprzemiennie z pudrem bronzującym z Golden Rose w odcieniu 103, idealnie nadaje się do konturowania twarzy.



2. Relaksujesz się na hamaku. Co pijesz ?

W tym roku jest to woda z cytryną i lodem, oraz mrożona kawa. Mogłabym sobie pomarzyć o jakiejś Pinacoladzie lub Mojto, chociaż w sumie bezalkoholowym bym nie pogardziła.

3. Ulubiony letni produkt do ust ?

Must have o każdej porze roku jest masełko Nivea, w tym momencie posiadam wersję kokosową. Na jakieś wyjście idealnie sprawdza się pomadka Baby Lips Electro w kolorze różowym od Maybelline. Kiedy jednak przychodzi jakieś wyjście wieczorowe na ustach ląduje Matowa pomadka w płynie Million Dollar Lips od Wibo w odcieniu nr 2.



4. Basen czy plaża ?

Zdecydowanie plaża, uwielbiam leżeć na piasku.

5. Lato = szaleństwo na głowie. Twój ulubiony produkt do stylizacji bez którego się nie obejdziesz ?

Nie ma takiego, nie używam produktów do stylizacji włosów, ewentualnie kilka razy do roku jest to lakier do włosów, ale to musi być jakaś duża okazja. Latem związuje włosy w kucyk lub luźny koczek i nie potrzebuję do tego żadnego produktu.

6. Opalanie czy sztuczna opalenizna ?

Zdecydowanie opalanie, z natury mam dość ciemną karnację, ale dodatkowo uwielbiam leżeć na słońcu. W tym roku ze względu na ciążę, będę starała wybierać się bardziej zacienione miejsca, ale w przyszłym roku to nadrobię.

7. Ulubiony letni lakier do paznokci ?

Nie mam ulubionego, latem sięgam po wyraziste, neonowe kolory, a smutnym, ciemnych lakierom mówię nie . Najczęściej sięgam po te ze zdjęcia.



8. Czy masz jakieś tradycje/zwyczaje związane z latem ?

Lato to okres kiedy w lesie pojawiają się jagody, muszę przyznać że odkąd byłam dzieckiem uwielbiałam je zbierać. Tradycją stało się to, że chociaż raz w ciągu sezonu muszę wybrać się do lasu i nazbierać chociaż trochę.. uwierzcie mi te zbierane sobie smakują o wiele lepiej niż kupione w warzywniaku.

9. Ulubiony letni zapach ?

Latem najczęściej sięgam po mgiełki zapachowe z Avonu, może i nie są mega trwałe, ale i tak je uwielbiam. Najbardziej przypadły mi do gustu: Marakuja i Peonia, Jagoda i Orchidea, Zielona herbata i Werbena oraz wycofany już niestety Arbuz.
Tak wgl to bym się cieszyła, gdyby właśnie Arbuz oraz Fiołek i Liczi zostały ponownie wprowadzone do oferty.



10. Ulubione jedzenie z grilla ?

Zdecydowanie karkówka, jednak skrzydełkami z kurczaka też nie pogardzę .

11. Jaki jest twój ulubiony produkt, który pomaga Ci przetrwać lato/na który możesz liczyć w lecie ?

Chyba nie mam takiego produktu, nie mam problemu z upałami, ale lubię czasem spryskać się orzeźwiającą mgiełką. Latem na pewno też przydatne są żele pod prysznic o nie przytłaczającym zapachu.

12. Czy masz jakieś plany na wakacje ?

Kompletowanie wyprawki dla synka. Nie planuję żadnych wyjazdów, nie wiem jak będę się czuła, na razie jest dobrze, ale to może się w każdej chwili zmienić. Chętnie zrobię sobie wyjazd do rodziny na wieś. Lato jest długie, co ma być to będzie... tym razem na spontanie.

To by było na tyle, lubicie czytać TAGi ? Chcecie, żeby było ich więcej na blogu ?
Pozdrawiam, Ala.

czwartek, 23 czerwca 2016

Nawilżająca ? maska do twarzy z wodorostami morskimi od 7th Heaven

Przyszła pora na kolejną maskę, którą otrzymałam od 7th Heaven. Cieszę się, że paczce znalazła się również maseczka w płacie (a nawet dwie, ale o tej drugiej to w innym poście), ostatnio zrobił się na nie szał, jak dla mnie są bardzo wygodne, nakłada się je bezproblemowo na buźkę, a później jednym ruchem ściąga i nie trzeba już dodatkowo zmywać. 


Maska w składzie ma sól, obawiałam się jej trochę, jakoś nie przekonuje mnie ten składnik w kosmetykach.. Czy słusznie ? O tym niżej.


Nawilżająca maska do twarzy z wodorostami morskimi
Przeznaczona do każdego rodzaju skóry. Pozwól, aby mieszanka soli z Morza Martwego oraz wodorostów wniknęły w zmęczoną, napiętą skórę. Twoja skóra będzie gładka i nawilżona. Dodatek mentolu chłodzi skórę, równoważy nadmiar tłuszczu i pomaga zapobiegać trądzikowi oraz zatkanym porom, natomiast witamina E skutecznie chroni skórę przed wolnymi rodnikami.


Maskę otrzymujemy w saszetce, która zawiera płat nasączony płynem. Szata graficzna typowa dla tej firmy, kolorowa, przyciągająca oko, osobiście bardzo mi się podoba. Płat jest odpowiedniej wielkości, dobrze przyczepia się skóry, dzięki czemu można z nim chodzić i nic nie zsuwa. Po otwarciu maseczki do mojego nosa dotarł dość mocny, morski, perfumowany zapach ( w ciąży mój nos jest mocno wyczulony ), który nie do końca przypadł mi do gustu.
Po nałożeniu płatu poczułam mocne chłodzenie, które utrzymywało się całe 10 minut, aż do jego usunięcia. Po ciężkim dniu było to idealne uczucie, bardzo relaksujące w tym czasie zapach trochę się ulotnił. Kiedy zdjęłam płat na skórze została warstwa płynu, który bardzo szybko wchłonął się w buźkę.
Twarz po zbiegu była zrelaksowana. Zauważyłam, że maska wygładziła oraz delikatnie oczyściła skórę. Co do nawilżenia, to właściwie go nie było.. skóra po chwili wołała o dawkę jakiegoś kremu, czułam dyskomfort. Nie wypowiem się co do zapobiegania trądzikowi, bo jedno użycie to za mało. Maska nie podrażniła mnie, lecz jeśli macie jakieś ranki na twarzy to nie polecam, ponieważ sól ,może wywołać pieczenie.

A teraz uwaga... straszę :D



Pozdrawiam, Ala.

niedziela, 19 czerwca 2016

Nawilżająca maska Truskawkowy Suflet od 7th Heaven

Przepraszam, że znów się nie odzywałam prawie tydzień, ale ostatnio średnio się czułam, nie miałam weny na pisanie. Staram się być cały czas aktywna na Instagramie, a jeśli chodzi o bloga to obiecuję poprawę !

Jakiś czas temu firma 7th Heaven na swoim Instagramie ogłosiła, że szukają testerek do swoich maseczek. Jak wiecie lubię takie saszetkowce, o tej firmie też słyszałam wiele dobrego, więc postanowiłam spróbować. Okazało się, że załapałam się na testowanie i na początku tygodnia otrzymałam swoją paczuszkę w której znalazło się pięć maseczek. Od razu zaświeciły mi się oczka i chciałam przetestować je wszystkie na raz, ale to mijałoby się z celem, dlatego ostatecznie wybrałam jedną, o której dzisiaj możecie przeczytać. Recenzję kolejnych pojawią się na dniach.



Na pierwszy ogień poszła maska Truskawkowy Suflet, ponieważ jak wiecie truskawki uwielbiam w każdej postaci i mogłabym je jeść non stop.



Maskę otrzymujemy w saszetce o pojemność 15 ml co wystarcza na jedną aplikację dość grubej warstwy, Szata graficzna bardzo ładna, truskawki przyciągają oko. Po otwarciu opakowania naszym oczom ukazuje się dość gęsta, biała maź z zatopionymi pestkami truskawek, które przy zmywaniu mają masować buźkę. Maska przepięknie pachnie, nie jest to typowy owocowy zapach, jak dla mnie są to truskawkowe danonki, aż chciałoby się zjeść.
Maseczka nie zasycha na skorupę jak w przypadku glinek, trzymałam ją 15 minut i przez ten czas nie czułam żadnego dyskomfortu. Przy zmywaniu trochę się marze i chwilę to zajmuje, ale zawsze można wspomóc się gąbeczką i pójdzie szybko.
Skóra twarzy po maseczce jest widocznie nawilżona, wygładzona i rozświetlona. Po zmyciu na twarzy zostają drobinki, które w świetle sztucznym jeszcze bardziej rozświetlają buźkę, jednak po porannym umyciu zniknęły. Maska nie zapchała mnie, ani nie wywołała żadnego podrażnienia.


Fakt, iż dostałam produkt w ramach współpracy nie wpłynął na treść recenzji.

Pozdrawiam, Ala.

niedziela, 12 czerwca 2016

Ogórkowy tonik do twarzy, Ziaja

Nie wiem czy tylko mi ten czas tak szybko leci, czy wam też, ale ledwo co był poniedziałek, a już niedziela. Nim się nie obejrzę, a będzie październik i moje życie zmieni się o 180 stopni, kiedy na świecie pojawi się synek. Również na blogu się wtedy trochę zmieni, bo pojawiać się będą również recenzję kosmetyków do maluchów. Do października jednak jeszcze trochę czasu, na razie jest czerwiec, więc przejdźmy do tematu postu.

Tonik o którym dzisiaj mowa kupowałam kiedyś bardzo często, wtedy jednak miał jeszcze inną szatę graficzną, opakowania były zielone. W zeszłym miesiącu skończył mi się tonik i postanowiłam sprawdzić czy się coś w nim zmieniło. Jeśli jesteście ciekawi to zapraszam do czytania.


Co mówi producent ?



Skład :


Opakowanie :
Tonik otrzymujemy w buteleczce z białego plastiku, niestety nawet pod światło nie zobaczymy ile produktu nam zostało, trzeba to oceniać na oko, ewentualnie odkręcić korek i zobaczyć. Zamknięcie typu flip top jest poręczne przy tego typu produktach, bez problemu idzie otworzyć bez obawy o paznokcie. Szata graficzna skromna, ale przyjemna dla oka, przejrzysta. Zdecydowanie bardziej podoba mi się teraz, niż ta co była wcześniej. Pojemność 200 ml.

Zapach, konsystencja :
Nie do końca potrafię określić zapach, gdzieś w tle wyczuwalny jest ogórek, ale przed nim jest kompozycja jakiś innych nut zapachowych. Jak dla mnie jest całkiem przyjemny, delikatny, nie powinien nikomu przeszkadzać, na skórze utrzymuje się bardzo krótko. Konsystencja jak na tego typu produkty przystało wodnista, przeźroczysta. 

Działanie :
Toniku używam regularnie wieczorem po demakijażu i rano po umyciu twarzy żelem, chociaż czasem zdarza mi się, że po przebudzeniu przecieram buźkę tylko tym produktem i nakładam krem. Ostatnio trafiam na żele, po których mam uczucie ściągnięcia skóry na twarzy, dzięki temu tonikowi poczułam ukojenie i przyjemne odświeżenie. Produkt dobrze radzi sobie z usunięciem ewentualnych resztek makijażu, jeżeli takowe zostaną, oraz z pozostałościami kremu po nocy. Buzia po przetarciu tonikiem jest przygotowana na dalsze kroki pielęgnacyjne.

Wydajność :
Stosowany 2 razy dziennie wystarcza na jakieś 3-4 tygodnie stosowania.

Cena :
Około 7-8 zł.


Podsumowując :
Nie wymagam dużo od toniku, ten spełnia moje wymagania a przy okazji jest tani. Moim zdaniem każdy powinien go wypróbować.


Pozdrawiam, Ala.

sobota, 11 czerwca 2016

Peeling myjący Forest Berries, BeBeauty

Peelingi to kosmetyki, które bardzo lubię i nie wyobrażam sobie bez nich pielęgnacji. Staram się regularnie usuwać martwy naskórek, aby przyspieszyć jego regeneracje. Jak możecie obserwować często sięgam po peelingi cukrowe, lecz czasem daję szansę innym i tak właśnie było z tym. Na peeling BeBeauty skusiłam się, ponieważ zachęciła mnie cena, a dzisiaj napiszę Wam co o nim sądzę, Jesteście ciekawi ? Zapraszam do czytania.


Co mówi producent ?


Skład :


Opakowanie :
Peeling otrzymujemy w buteleczce wykonanej z plastiku, którą można ścisnąć aby wydobyć produkt ze środka. Zamkniecie typu flip top ułatwia otwarcie nawet mokrymi dłońmi. Naklejki w kolorze granatowym, na tym białe napisy, dodatkowo znajdują się malunki owoców leśnych, bardzo realistyczne aż chciałoby się zjeść. Pod wpływem wody nic się z nimi nie dzieje. Pojemność 100 ml.

Zapach, konsystencja :
Zapach cudowny, mój nosek wyczuwa właśnie taką mieszankę owoców leśnych zasypaną cukrem. Pamiętam jak byłam mniejsza i właśnie jadłam maliny z jagodami i cukrem, dlatego ten peeling jakoś przenosi mnie to czasów kiedy byłam małą dziewczynką. W opakowaniu jest dość intensywny jednak pod wpływem wody trochę słabnie. 
Konsystencja średnio gęsta, również w kolorze granatowym, ma w sobie mnóstwo drobinek, które za zadanie mają peelingować nasze ciało.

Działanie :
Peeling jest szybko w użyciu, ponieważ ma w sobie substancje myjące dzięki czemu nie musimy używać już żelu, jak w przypadku peelingów cukrowych. Produkt sam w sobie jest dość mocny, oczywiście efekt możemy stopniować w zależności z jaką siłą będziemy masować ciało. Drobinki są ostre, czyli takie jakie lubię. Po użyciu skóra jest wygładzona, martwy naskórek usunięty, ciało odzyskuje blask i jest gotowa przyjąć kolejny krok pielęgnacji czyli balsam/masło. 
Kilka razy zdarzyło mi się również użyć peelingu na twarz, efekty były naprawdę świetne, chociaż za pierwszym razem trochę przesadziłam i buźka była czerwona przez jakiś czas. Jeżeli lubicie ostre peelingi na twarz to możecie wypróbować. 

Wydajność :
Buteleczka ma tylko 100 ml, więc niestety peeling starcza tylko na 4-5 użyć. Dobrze byłoby, gdyby firma pomyślała o wprowadzeniu większej pojemności.

Cena : 
Około 3 zł, czyli jest dość tani. Moim zdaniem się opłaca.


Podsumowując :
Peeling godny polecenia. Jeśli wcześniej znałyście te małe peeling Tutti Frutti to mogę śmiało powiedzieć, że są bardzo podobne.


Pozdrawiam, Ala.

piątek, 10 czerwca 2016

Baza pod makijaż Lasting Finish, Rimmel

W ostatnich dniach nie wstawiałam postów, ale po prostu jakoś nie miałam siły, miałam chwilową załamkę, to pewnie przez te buzujące hormony. Dzisiaj jednak wstałam z dodatkowym przypływem energii i postanowiłam wejść na bloga i coś napisać. Wybór padł na bazę pod makijaż z Rimmela, jeśli jesteście ciekawi to zapraszam do dalszego czytania.


Co mówi producent?


Skład :


Opakowanie :
Bazę otrzymujemy w tubce wykonanej z miękkiego plastiku zakręcanej na korek. Z wydobyciem nie ma problemu, wyciskamy tyle produktu ile potrzebujemy. Szata graficzna otrzymana w kolorystyce biało-czerwonej, jest przejrzysta i nie ma jakiś zbędnych obrazków, malunków. Napisy pod wpływem użytkowania nie ścierają się. Pojemność 30 ml.

Zapach, konsystencja :
Baza jest bezzapachowa, przynajmniej ja żadnego zapachu nie czuję, a mój nos jak wiecie jest wrażliwy. W konsystencji przypomina krem, bez problemu się rozprowadza na buźce. 

Działanie :
Bazę stosuję zawsze pod podkład, producent pisze, że można stosować ją samodzielnie, ale w takich dniach wystarcza mi tylko krem jeśli nie planuję większego wyjścia oraz na makijaż, czego sobie nie wyobrażam. Początkowo używałam jej tylko na jakieś imprezy, spotkania kiedy chciałam, żeby makijaż trzymał się bez zastrzeżeń, jednak kiedy za oknem zrobiło się trochę cieplej używałam jej do każdego malowania. 
Produkt szybko się wchłania i pozostawia skórę twarzy wygładzoną oraz zmniejsza widoczność porów. Stosowałam na nią różne podkłady i z każdy z nich dobrze z nią współpracował, nie się nie rolowało, nie ważyło. Baza zdecydowanie przedłuża trwałość podkładu, przy makijażu który wykonywałam rano bez bazy wieczorem przy demakijażu na płatku nie było go jakoś dużo, od kiedy zaczęłam stosować ten kosmetyk zużywam zdecydowanie więcej wacików. Nie jest to na pewno 8 godzin jak wspomina producent, lecz 4 na pewno. Cera dzięki niej zdecydowanie wolniej się przetłuszcza w strefie T i nie zawsze muszę pamiętać aby zabrać ze sobą puder. Baza nie zapchała mnie, ani nie wysuszyła skóry.

Wydajność :
Baza jest wydajna, wystarczy mała ilość aby pokryć nią całą buźkę. Swoją mam od stycznia, od kwietnia używam jej w miarę regularnie, a jeszcze trochę jej zostało.

Cena :
Około 22 zł, chociaż widziałam że w internecie można ją dorwać nawet za 15 zł.


Podsumowując :
Bardzo dobra, niedroga baza, którą każdy powinien wypróbować !


Pozdrawiam, Ala.

niedziela, 5 czerwca 2016

Lakier do paznokci Care+Strong nr 193, Golden Rose

Przejrzałam publikowane posty na blogu i zorientowałam się jak ja już dawno nie pokazywałam Wam żadnego lakieru do paznokci, to aż do mnie nie podobne. Postanowiłam to jednak nadrobić zanim przytnę moje pazurki, bo powoli zaczynają mi przeszkadzać. Wybór padł na lakier z firmy Golden Rose o ślicznym, niebieskim kolorze. Jesteście ciekawe ? Zapraszam więc do czytania i oglądania.



Odcień : nr 193, czyli śliczny niebieski kolor
Wykończenie : kremowe
Pojemność : 11 ml
Cena : około 7 zł
Krycie : 2 warstwy
Trwałość : około 5 dni


Lakier znajduje się w buteleczce w kształcie prostopadłościanu, łatwo się odkręca i trzyma w dłoni. Pędzelek odpowiedniej szerokości i długości, nie mam z nim problemu, chociaż szczerze mówiąc to nabiera trochę za dużo lakieru, ale z tym to idzie sobie poradzić. 
Aby paznokcie było dobrze pokryte lakierem potrzebujemy dwóch cienkich warstw. Trzeba uważać, ponieważ produkt jest dość rzadki i przy nieuważnym malowaniu można pozalewać sobie skórki. Lakier schnie bardzo szybko, po około 10 minutach możemy wrócić do poprzednich czynności. 
Trwałość lakieru jest zadowalająca, wytrzymuje około 5 dni, co jak dla mnie jest świetnym wynikiem. Po tym czasie pojawiają się małe odpryski oraz końcówki są już mocno starte. Ze zmyciem lakieru nie ma problemu, idzie to bardzo sprawnie, nie tak jak w przypadku lakierów piaskowych.




I jeszcze dwa zdjęcia w słońcu



Pozdrawiam, Ala. 

sobota, 4 czerwca 2016

Denko Maj 2016

Nowości były, ulubieńcy byli to teraz przyszedł czas na denko. Obawiałam się, że nie mam co Wam pokazać, jednak okazało się, że nie jest aż tak źle i w ciągu maja uzbierało się kilka kosmetyków, które dobiły dna.


Tak prezentuje się całość, a jeśli jesteście ciekawe co dokładnie zużyłam to zapraszam do dalszego czytania.


Cukrowy peeling do ciała Mango i Kokos, Wellness&Beauty - bardzo dobry peeling, który świetnie usuwa martwy naskórek. Drobinki nie rozpuszczają się szybko, więc na spokojnie można wymasować ciało. Dzięki olejkom, które zawiera skóra jest dobrze nawilżona i użycie balsamu nie jest konieczne. Dodatkowo peeling ma urocze opakowanie, które na pewno do czegoś wykorzystam. [recenzja]

Żel pod prysznic Jagoda i Orchidea, Avon Naturals - żel o przyjemnym owocowo-kwiatowym zapachu, prysznic z nim to przyjemność. Dobrze się pieni oraz nie wysusza skóry, jednak dość szybko ubywa z butelki.

Olejek do masażu Migdały i Papaja, Alterra - olejek początkowo używałam na włosy przed myciem, bardzo dobrze nawilżał moje kłaczki i poprawił ich stan. Później zaczęłam również stosować go no nawilżania brzucha, oraz całego ciała po prysznicu jeszcze na lekko wilgotną skórę. Ciało było dobrze nawilżone i utrzymywał się na nic przyjemny, owocowy zapach. Olejek ma wiele zastosować i każdy powinien go spróbować. [recenzja]


Odżywka do włosów Miód i Cytryna, Joanna Naturia - odżywka, która z włosami nie robiła zupełnie nic, dodatkowo była tak rzadka, że spływała z dłoni zanim zdążyłam nałożyć. Zużyłam ją do emulgowania oleju.

Pianka odświeżająca kolor włosów, Syoss - pianka, która wyrównuje odcień włosów delikatnie go ocieplając, żeby jednak zauważyć efekt trzeba użyć jej kilka razy pod rząd. Nie niszczy włosów, nie wysusza ich. Efekt utrzymuje się kilka myć. Posiadałam odcień do ciepłych brązów, ale są jeszcze 3 inne, wiec każdy powinien znaleźć coś dla siebie. [recenzja]

Drożdżowa maska do włosów, Receptury Babuszki Agafii - jak dla mnie jest to dobra odżywka, nakładałam ją od ucha w dół, wtedy ładnie wygładzała, ułatwiała rozczesywanie oraz trochę je nawilżała. Nałożona wyżej niestety obciążała moje włosy, które zwykle są na to odporne. Dużym plusem jest przyjemny, ciasteczkowy zapach. [recenzja]


Pianka do golenia Melon i Pistacja, Venus - moja ulubiona pianka, zmiękcza włoski, maszynka sunie po niej bez problemu. Jest puszysta, dzięki czemu mała ilość wystarczy na jedno użycie, co przekłada się na jej wydajność. Dodatkowo ma przyjemny zapach. Obecnie posiadam z innej firmy, ale pewnie prędzej czy później do niej wrócę.

Antyperspirant Happy Morning, Rexona - jak wiecie antyperspiranty tej firmy sprawdzają się u mnie najlepiej. Tą wersję kupiłam już dość dawno temu, ma wyrazisty, owocowy zapach który może się trochę gryźć z perfumami. Dobrze chroni przed poceniem oraz przykrym zapachem. Jednak strasznie pyli i po aplikacji w pomieszczeniu jest ''mgła''.

Kąpiel do stóp Czekolada i Granat, Avon - kąpiel to taki gadżet umilający moczenie stópek. Ma bardzo ładny zapach, szczególnie na zimniejsze wieczory, aromat który się unosi relaksuje. Kąpiel odpręża zmęczone stopy, a przy okazji zmiękcza twardą skórę i ułatwia jej usunięcie. [recenzja]


Dwuetapowy zabieg Roświetlająco-Regenerujący, Purederm - przyjemna maseczka w płacie ze śluzem ślimaka. Skóra twarzy po użyciu jest rozświetlona i nawilżona. Polecam ją przed jakimś większym wyjściu, a na pewno nie pożałujecie.

Maseczka z solą z Morza Martwego, Rival de Loop - dobra maseczka, ale efekty nie są jakieś spektakularne. Delikatnie oczyszcza i nawilża buźkę, nałożona jednak zbyt blisko oczu może wywołać łzawienie. Maseczka kosztuje niecałe dwa złote i jak za tą cenę nie jest zła.

Zabieg regenerująco-kojący do stóp, Perfecta - zabieg który nie zrobił z moimi stopami prawie nic. Peeling tylko delikatnie usunął martwy naskórek, a maska zamiast się wchłonąć to stowarzyła na stopach warstewkę, która zaczęła się rolować. 

Recenzja  wszystkich trzech.

Podsumowując Maj :
Przybyło mi 11 kosmetyków.
Ubyło mi 12 kosmetyków.

Po raz pierwszy zużyłam więcej niż kupiłam, jestem z siebie dumna.

Pozdrawiam, Ala.


piątek, 3 czerwca 2016

Ulubieńcy Maj 2016

Na blogu nigdy wcześniej nie pojawiały się tego typu wpisy, ale postanowiłam, że czas to zmienić. Ostatnio odkrywam coraz to więcej perełek, które naprawdę są godne polecenia, dlatego stwierdziłam, że seria z postami o ulubieńcach będzie pojawiać się regularnie, tzn co miesiąc. Sama bardzo lubię czytać tego typu posty, więc nie wiem dlaczego wcześniej nie umieszczałam takich na blogu.


W majowych ulubieńcach znalazło się pięć kosmetyków, głównie jest to pielęgnacja, ale znalazł się też jeden gagatek z kolorówki, którego zna chyba każda z was. 


W blogsferze cały czas trwa szał na rosyjskie kosmetyki, chociaż może już trochę mniejszy niż kiedyś. Ja dopiero niedawno skusiłam się na nie i odkryłam Cedrowe mydło do włosów i ciała, Bania Agafii. Mydło zakupiłam z myślą o włosach i tak właśnie najczęściej je stosuję. Z produktem trzeba nauczyć się współpracować ponieważ jest bardzo gęste, głutowate i najpierw trzeba dobrze spienić w dłoniach dopiero później nałożyć na głowę. Polubiłam to mydło za to, że świetnie oczyszcza moje włosy nie plątając ich przy tym, radzi sobie nawet z usuwaniem olei. Od czasu do czasu myję nim również twarz i również bardzo dobrze oczyszcza nie wysuszając jej przy tym.


Masło do ciała Szałwia i Miłorząb Japoński, BeOrganic poznałam dzięki współpracy z tą firmą i polubiłam je od pierwszego użycia. Na blogu pojawiła się już jego recenzja, jednak naprawdę warto wspomnieć o nim raz jeszcze. Masło bardzo dobrze nawilża ciało i co najważniejsze nie jest to efekt krótkotrwały. Najczęściej ląduje na skórze brzucha, która teraz mocno się rozciąga i czasami czuję dyskomfort i ten produkt naprawdę pomaga mi się go pozbyć. Przy okazji trzeba wspomnieć, że masełko ma śliczny, świeży zapach, który długo się utrzymuje.


Jakiś czas temu w Rossmannie kupiłam Krem-żel nawilżający Energy Touch moc świeżości, Kolastyna, właściwie jest to już moja druga tubka. Krem szybko się wchłania i dobrze nawilża skórę. Dzięki żelowo-kremowej konsystencji wystarczy niewiele produktu na jedno użycie. Idealnie nadaje się pod makijaż, podkład rozprowadza się na nim bez problemu. Szczególnie polecam go na okres wiosenno-letni, ponieważ jest dość lekki, a na zimniejsze dni wolę coś treściwszego.


Firmę Balea polubiłam już dość dawno temu, kiedy okazało się że jest ona dostępna w moim mieście. Na żel pod prysznic Cabana Dream skusiłam się jeszcze w zeszłym roku, była to edycja limitowana, więc nie dam sobie ręki odciąć, że jest jeszcze dostępny. U mnie premiery pod prysznicem doczekał się dopiero niedawno i szybko podbił moje serce. Zapach żelu jest cudowny, owocowy, orzeźwiający, taka mieszanka brzoskwini i marakui. Aromat unosi się w całej łazience, jednak niezbyt długo. Żel świetnie się pieni i nie wysusza skóry.


Ostatniego ulubieńca poznałam dzięki wam, tyle dobrego się o nim naczytałam, że musiałam wreszcie kupić, mowa o Fixing Powder, Wibo. Do tej pory nie przepadałam za sypkimi pudrami, wolałam te w kamieniu, ale to się zmieniło. Puder świetnie sprawdza się do wykończenia makijażu, nie daje płaskiego matu jak to czasem bywa tylko taki satynowy, który bardzo ładnie się prezentuje. Co najważniejsze dla mnie, puder przedłuża trwałość podkładu, sprawdzałam go z kilkoma fluidami i za każdym razem trzymał się dłużej o 2-3 godziny, co dla mnie jest bardzo dobrym wynikiem. Puder w Rossmannie jest taniutki, więc warto go spróbować, nawet jeśli u was się nie sprawdzi, to dużo nie stracicie.

Pozdrawiam, Ala.

czwartek, 2 czerwca 2016

Drożdżowa maska do włosów, Receptury Babuszki Agafii

Maska ta to mój pierwszy rosyjski kosmetyk, jaki udało mi się zakupić, było to przed świętami Bożego Narodzenia, a używać zaczęłam dopiero pod koniec kwietnia. Sama nie wiem dlaczego tak długo czekałam, ale w tym momencie jest to akurat mało ważne. Przejdźmy do tematu, czyli jak maska sprawdziła się u mnie, bo chyba tego jesteście najbardziej ciekawe.


Co mówi producent?


Skład :


Opakowanie :
Maskę otrzymujemy w plastikowym słoiczku, który dodatkowo pod nakrętką ma taką nakładkę, które ma zabezpieczyć zamykanie przed zabrudzeniem (przynajmniej tak podejrzewam). Lubię takie opakowania, bo przynajmniej mam pewność, że produkt wydobędę do samego końca bez rozcinania. Na słoiczku mamy naklejkę na której znajdziemy opis producenta w języku polskim za co duży plus. Szata graficzna bardzo ładna, kojarzy mi się z naturą. Pojemność 300 ml.

Zapach, konsystencja :
Zapach jak dla mnie jest bardzo ciekawy, czytałam różne opinie ale jak dla mnie przypomina on ciasteczka, aż chciałoby się zjeść. Na włosach czuć go bardzo długo, ostatnio mama pytała mi się co nałożyłam na włosy, bo pachną jakoś tak słodko, jak ciasto, czyli to nie tylko moja opinia. Konsystencja jest rzadka, trzeba uważać żeby maska nie spłynęła z dłoni zanim wyląduje na włosach. 

Działanie :
Maseczka ma za zadanie przyspieszać wzrost włosów, jednak wtedy trzeba nałożyć ją na skórę głowy, w tym temacie nie wypowiem się, ponieważ nakładałam ją od ucha w dół. Próbowałam wmasować ją trochę wyżej i niestety po wyschnięciu moje włosy były przyklapnięte, nie ładne (a jak wiecie, moje włosy ciężko czymkolwiek obciążyć). Nałożona od ucha w dół i pozostawiona na 10-15 minut świetnie wygładzała włosy, łatwo się rozczesują i ślicznie się błyszczą. Maska nawilża włosy, ale muszę przyznać, że nie jest to jakieś spektakularne nawilżenie, znam produkty, które robią to zdecydowanie lepiej. Producent pisze, żeby nakładać ją na 1-2 minuty, ale jak dla mnie po tym czasie to tylko delikatnie je wygładza i ułatwia rozczesywanie, polecam pozostawić ją na dłużej, wtedy efekt będzie bardziej widoczny.

Wydajność :
Przez tą konsystencję jest mało wydajna, włosy ją dosłownie piją i trochę jej potrzeba, a zdarza się również, że spłynie z dłoni i wyląduje na kafelkach i wtedy nie pozostaje nic innego jak wytrzeć i wyrzucić.

Cena :
Około 10-12 zł.


Podsumowując :
Jak dla mnie jest to po prostu dobra odżywka, na maskę jest za słaba. No i szkoda, że kiedy nałożę ją zbyt wysoko moje włosy są przyklapnięte.


Pozdrawiam, Ala.