Obserwatorzy

czwartek, 26 maja 2016

Testuję saszetki #1 : Purederm, Rival de Loop, Perfecta

Jakiś czas temu wpadłam na pomysł, żeby na blogu pojawił się cykl postów na temat maseczek do twarzy. Pytałam co o tym sądzicie na Instagramie i zauważyłam, że pomysł się spodobał. Pomysł ten trochę rozszerzyłam, tzn pisać będę o wszystkich kosmetykach, które w saszetkach kupić można. Nie można tego nazwać recenzją, bo będzie to moje pierwsze wrażenie, ale być może dzięki tego typu postom przekonam Was do zakupu jakiejś saszetki, albo wręcz przeciwnie, odradzę. 
Proszę tylko pamiętać, że to co u mnie się nie sprawdziło u was może się sprawdzić i odwrotnie, wszystko zależy od rodzaju cery.

Dwuetapowy Zabieg Rozświetlająco-Regenerujący, Purederm




Maseczkę nabyłam bodajże pod koniec zeszłego roku, akurat w Biedronce była wyprzedaż i kosztowała jakieś 3 zł. Wiele razy chciałam ją użyć, ale ostatecznie wybierałam coś innego. Kilka dni temu wreszcie zdecydowałam się i nałożyłam ślimaczka na twarz.
Pierwszym krokiem zabiegu jest nałożenie ampułki rozświetlającej. Ampułka ma żelową konsystencję i jest jej dość sporo, po użyciu całości miałam dość grubą warstwę, która dawała przyjemny efekt chłodzenia. Serum jest bezzapachowe.
Następnie nałożyć trzeba płat maski. Rozłożenie jej nie było takie proste, dość mocno się posklejała i chwilę mi to zajęło, na twarz nałożyła się już zdecydowanie ładniej, ładnie się dopasowuje i trzyma jak trzeba, nie zsuwa się, można w niej spokojnie siedzieć. Płat jest bardzo mocno nawilżony, nawet po 20 minutach trzymania na twarzy, jak zaleca producent, jest jeszcze mokra.
Cera po tym zabiegu faktycznie jest rozświetlona i nawilżona. Skóra w dotyku jest mięciutka i gładka. Maseczkę polecam szczególnie przed jakimś większym wyjściem

Kupię ponownie !


Maseczka z solą z Morza Martwego, Rival de Loop





Jeśli śledzicie mojego bloga od początku, to wiecie że do firmy Rival de Loop podchodzę z dystansem po tym jak jedna z ich maseczek zrobiła więcej krzywdy niż pożytku. Postanowiłam jednak dać jej jeszcze jedną szansę i kupiłam ich nowość czyli maseczkę z solą z Morza Martwego.
Maseczka znajduje się w podwójnej saszetce, więc wystarcza spokojnie na dwie aplikacje. Zapach delikatny, perfumowany jednak w niczym nie przeszkadza. Trzeba uważać, żeby nie nałożyć jej zbyt blisko oczu, ponieważ może wywołać łzawienie, oraz zbyt blisko ust, dlatego że może podrażnić delikatną skórę ust. Nie radzę nakładać również jeśli na twarzy macie jakieś ranki, ponieważ sól z maseczki będzie powodować pieczenie. Tak jak pisze producent nałożyłam ją grubą warstwą, a po 15 minutach zmyłam. Zauważyłam, że skóra na twarzy została delikatnie oczyszczona oraz nawilżona.
Napewno nie jest to maseczka, którą uzyskamy jakieś spektakularne efekty, ale patrząc na to że cena nie przekracza 2 zł, a wystarcza na dwie aplikacje to nie jest źle, moim zdaniem warto wypróbować.

Być może kupię ponownie !


Zabieg regenerująco-kojący do stóp, Perfecta




Na zabieg skusiłam się jakiś czas temu, kiedy zauważyłam że stan moich stóp się pogorszył, a przecież jest czas kiedy przestaję chować je w trampkach, a zaczynam pokazywać. Stwierdziłam, że coś muszę z nimi zrobić i wybór padł na ten zabieg.
Peeling ma delikatny, świeży zapach. Jest gęsty, ma w sobie sporo maleńkich drobinek, które niestety są dość tępe. Dobrze rozprowadza się go na stopach i o ile z wierzchem stopy radzi sobie bardzo dobrze to gorzej jest z podeszwą na której znajduje się zrogowaciały naskórek. Nie mogę powiedzieć, że peeling nic nie zrobił, jednak jak dla mnie efekt jest bardzo słaby i zdecydowanie lepszy efekt jest, gdy użyje peelingu cukrowego.
Maska również ma świeży zapach, jednak odrobinę mocniejszy. Gęsta konsystencja ułatwia rozsmarowywanie. Saszetkę podzieliłam na dwie części i każdą z nich wmasowałam w stopę. Położyłam się z nogami w górze i czekałam aż się wchłonie, jakie było moje zdziwienie kiedy po ponad pół godzinie na stopach nadal była warstwa kremu. Postanowiłam ją wmasować, jednak jak się okazało wszystko zaczęło się rolować i byłam zmuszona wytrzeć to chusteczkami. 
Efekt na stopach jest bardzo słaby, lepszy jest po użyciu peelingu cukrowego i masła do ciała. Kupując ten zabieg liczyłam na zdecydowanie lepsze działanie. 

Nie kupię ponownie ! 


Jesteście zainteresowane takimi wpisami ?
Pozdrawiam, Ala.

piątek, 20 maja 2016

Kąpiel do stóp Granat i Czekolada, Avon

Nie wiem jak u Was, ale u mnie wreszcie poprawia się pogoda, niby słońca nie ma ale jest dużo cieplej. Jednak mimo poprawy coś się dzisiaj gorzej czuję, wyszłam na chwilę na szybkie zakupy i w jednym momencie myślałam, że zemdleje.. no cóż uroki ciąży, chociaż już dawno mi się to nie zdarzyło, więc się trochę zdziwiłam. Po powrocie do domu stwierdziłam, że nie ma sensu się przemęczać, więc położyłam się z herbatką i laptopem. Żeby nie siedzieć bezczynnie w internecie postanowiłam naskrobać nowy post, jeśli jesteście ciekawe jak sprawdziła się u mnie Kąpiel do stóp to zapraszam do dalszego czytania.


Co mówi producent ?

Najnowsza propozycja Avon w serii Foot Works o zapachu granatu i czekolady to niemalże wymarzone połączenie dla każdego, kto kocha kojące, jesienne wieczory w słodkiej atmosferze. 
Kojąca kąpiel odświeża stopy nadając im przyjemnego, słodkiego zapachu.

Skład :


Opakowanie :
Kąpiel otrzymujemy w plastikowej buteleczce z zamknięciem typu flip-top, bez problemu można otworzyć nie obawiając się o swoje paznokcie. Plastik z którego wykonane jest opakowanie jest dość twardy, co może utrudniać wydobywanie produktu przy końcu, ale można to sobie ułatwić stawiając buteleczkę na korku i opierając o coś, aby zawartość mogła spokojnie spłynąć. Szata graficzna przyjemna dla oka, lubię owoc granatu jak i czekoladę, więc tym bardziej musiałam ją mieć. Pojemność 100 ml.

Zapach, konsystencja :
Odkąd tylko zobaczyłam tą serię w katalogu byłam bardzo ciekawa zapachu, gdy otrzymałam kąpiel od razu musiałam ją powąchać. Produkt pachnie przyjemnie, jest to połączenie gorzkiej, ciemnej czekolady z słodkim owocem granatu. Po kontakcie z wodą zapach jest troszkę mniej intensywny, ale mimo wszytko łazienkę wypełnia przyjemny aromat. Konsystencja żelowa, ale bardzo gęsta o ślicznym różowym kolorze.

Działanie :
Kąpiel kupiłam w ciemno, szczerze mówiąc chyba tylko dlatego, że byłam ciekawa zapachu no i promocyjna cena również zachęcała. Któregoś wieczoru przypomniało mi się, że gdzieś w zapasach powinnam ją mieć i postanowiłam spróbować. Wlałam dość sporo produktu do miski po czym dolałam wody, otrzymałam dużą ilość piany. Stopy w kąpieli moczyłam zwykle około 10-15 minutach przy okazji relaksując się tym przyjemnym aromatem unoszącym się z wody. Po użyciu zauważyłam, że naskórek na stopach był zmiękczony, przez co łatwiej było go usunąć szczególnie z pięt, z którymi od zawsze mam problem. Kąpiel lubiłam używać szczególnie po ciężkim dniu, gdzie większość czasu byłam na nogach, dzięki czemu były odprężone i zmęczenie znikało. Produkt jednak polecam na jesienne czy zimowe wieczory, ja zużyłam resztę kilka dni temu, kiedy jednak jest już cieplej i lepsze są owocowe, rześkie zapachy.

Wydajność :
Producent mówi, aby na jedno użycie wlewać 1,5 łyżki produktu, ja dawkowałam ją 'na oko' przez co wystarczyła mi na jakieś 6-7 użyć. Uważam, że jest to dobry wynik, tym bardziej że tego typu produktów raczej nie używamy codziennie.

Cena :
Seria Granat i Czekolada aktualnie jest niedostępna, ale pewnie pojawi się w okresie jesienno-zimowym. Kąpiel kupić można za około 6-10 zł. 
W aktualnym katalogu zamówić możecie Mleczną kąpiel do stóp z solą z Epsom, myślę że będzie miała podobne właściwości.


Podsumowując :
Świetny umilacz do kąpieli stóp, który dzięki zapachowi pomaga się zrelaksować.


Pozdrawiam, Ala.

środa, 18 maja 2016

Masło do ciała Szałwia i Miłorząb Japoński, BeOrganic

Odkąd jestem w ciąży mam hopla na punkcie smarowania brzuszka jak i innych obszarów narażonych na rozstępy, chociaż szczerze mówiąc i tak pewnie mi wyjdą, no ale cóż taka genetyka. Zdarza się, że jestem już tak zmęczona, że nie chce mi się niczym smarować, ale brzusio i uda muszę dostać dawkę nawilżacza, bo inaczej nie zasnę.
Jakiś czas temu udało mi się podjąć współpracę z firmą BeOrganic, po wymianie kilku meili wybrałam sobie do testów właśnie Masło do ciała Szałwia i Miłorząb Japoński o którym możecie dzisiaj przeczytać.


Co mówi producent  ?


Skład :


Opakowanie :
Masło otrzymujemy w bardzo ładnym, plastikowym słoiczku z aluminiową nakrętką, który dodatkowo umieszczony jest w kartoniku. Opakowanie bardzo ładnie prezentuje się w łazience. Nie ma problemu z jego otwarciem. a produkt możemy wydobyć do samego końca. Szata graficzna skromna, przejrzysta, kojarzy mi się właśnie z naturalnymi kosmetykami. Pojemność 200 ml.

Zapach, konsystencja :
Zapach świeży, orzeźwiający, długo utrzymuje się na skórze, ale spokojnie, nie gryzie się z perfumami. Ciężko jest mi go opisać, na pewno nie pachnie czystą szałwią... może gdybym wiedziała jak pachnie miłorząb japoński byłoby łatwiej. Konsystencja gęsta jak na masło przystało, nie ma jednak problemu z wydobyciem czy rozsmarowaniem produktu.

Działanie :
Masło najczęściej ląduje na moim brzuszku, udach.. może dlatego, że najczęściej smaruje właśnie te obszary. Zauważyłam, że skóra na brzuchu jest naprawdę dobrze nawilżona i elastyczna, muszę przyznać, że na razie nie pojawił się na nim żaden rozstęp.
Jeśli czytacie mojego bloga od początku wiecie, że mam problemy z regularnym wcieraniem w ciało wszelkiego rodzaju smarowideł, tak też było w tą zimę przez co stan skóry na nogach się pogorszył. Od czasu do czasu posmarowałam łydki tym masłem i muszę przyznać, że faktycznie ich stan w szybkim tempie się poprawił mimo tego, że nie używałam go codziennie.
Masło idealnie nawilża skórę, nie można mu nic zarzucić. Skóra jest zregenerowana i widocznie odżywiona. Z czystym sumieniem mogę go polecić osobom nawet z suchą skórą.

Wydajność :
Bardzo dobra, wystarczy mała ilość, aby posmarować całe ciało. Używam go jakieś dwa miesiące, regularnie na brzuch, od czasu do czasu na całe ciało i jeszcze na jakiś czas go wystarczy,

Cena :
Masło możecie kupić TUTAJ w cenie 56 zł.


Podsumowując :
Masło jest warte swojej ceny, świetnie nawilża oraz odżywia skórę.



Ciekawostką jest to, że producent do masełka dołącza nasionka w moim przypadku Szałwi, posiałam ją dopiero kilka dni temu, więc jeszcze nic nie wyrosło, ale gdy już urośnie na pewno zobaczycie ją na moim instagramie.


Dziękuję firmie BeOrganic za możliwość testowania masła, fakt iż dostałam je w ramach współpracy nie wpłynął na treść recenzji.

Pozdrawiam, Ala.

sobota, 14 maja 2016

Pianka do włosów odświeżająca kolor, Syoss Color Refresher

Nigdy nie miałam przekonania do firmy Syoss, ich szampony wywoływały u mnie łupież, a farb do włosów używała moja mama i średnio pokrywała szczególnie siwe włosy. Dlatego kiedy w ofercie pojawiła się ta pianka sceptycznie do niej podchodziłam, ale któregoś razu będąc w Rossmannie postanowiłam dać jej szansę. Mój wybór padł na odcień do ciepłych brązów i dzisiaj postanowiłam podzielić się z Wami opinią co o niej sądzę, bo zdania na jej temat są podzielone.


Co mówi producent?


Skład :


Opakowanie :
Piankę otrzymujemy w typowej metalowej buteleczce z której wydobywamy produkt pod ciśnieniem. Niczym się nie różni od pianek do stylizacji, jedynie pojemnością, ta jest zdecydowanie mniejsza. Buteleczka dodatkowo znajduje się w kartoniku w którym również znajduje się instrukcja obsługi. Pianka występuje w 4 odcieniach. Pojemność 75 ml.

Zapach, konsystencja :
Zapach charakterystyczny, ciężki do opisania, ale na pewno nie śmierdzi tak jak farba. Na włosach utrzymuje się jakiś czas, jednak w niczym to nie przeszkadza. Konsystencja jak ta piankę przystało puszysta, dobrze rozprowadza się na włosach. Ma kolor ciepłego brązu, przy aplikacji barwi skórę dłoni, ale spokojnie nie trzeba używać rękawiczek ponieważ pod wpływem wody z mydłem wszystko ładnie schodzi.

Działanie :
Kiedy ją kupiłam zajrzałam na bloggera i przeczytałam o niej, że jednej z Was zrobiła na włosach masakrę, jednak stwierdziłam, że raz kozia śmierć, tym bardziej że od dłuższego czasu nie farbowałam już włosów normalnymi farbami i włosy miały dziwny kolor. Najpierw na włosy nałożyłam olej, umyłam je i nałożyłam piankę a po kilku minutach spłukałam (producent zaleca 3 minuty ja trzymałam zawsze ponad 5 minut). Dużej zmiany nie zauważyłam, na szczęście włosów również nie zniszczyła. Aplikację powtórzyłam przy dwóch kolejnych myciach i muszę powiedzieć, że pianka mnie zaskoczyła. Włosy po wyschnięciu miały faktycznie ocieplony i wyrównany kolor, dodatkowo w słońcu miały śliczny kasztanowy odcień. Efekt utrzymywał się przez około 2 tygodnie. Ostatnio wykopałam ją z szafki i okazało się, że jest jej jeszcze sporo i wystarczyło na kolejne trzy użycia i efekt był taki sam jak poprzednio. Siwych włosów jeszcze nie mam, więc w tym temacie czy je pokrywa wypowiedzieć się nie mogę. Stan włosów nie pogorszył się, końcówki są w takim stanie jak przed używaniem. 

Wydajność :
Mam włosy za łopatki i wystarczyła mi na 6 razy, chociaż producent mówi że przy długich włosach starcza tylko na 3. Może za mało jej nakładałam ? Ale przecież efekt był.

Cena :
Około 20 zł.


Podsumowując :
Jeśli na co dzień nie farbujecie włosów, a chciałybyście delikatnie zmienić ich odcień lub go wyrównać to z czystym sercem polecam. Zaznaczam jednak, że efekt jest krótkotrwały.


Pozdrawiam, Ala.

piątek, 13 maja 2016

Peeling cukrowy Mango i Kokos, Wellness&Beauty

Peeling o którym możecie dzisiaj przeczytać dostępny jest w Rossmannie, ale nie każdym.. Od dawna chciałam go mieć, ale niestety  mnie był niedostępny. Udało mi się go jednak dostać w innym mieście, w którym akurat często bywałam z racji przygotowania do egzaminu na prawo jazdy. Było to już dość dawno, peeling czekał na swoją kolej aż w końcu pojawił się w łazience. Dzisiaj przyszła pora, abym podzieliła się z Wami co o nim sądzę.


Co mówi producent ?



Skład :



Opakowanie :
Nie wiem jak Wam, ale moim zdaniem opakowanie jest urocze, kojarzy mi się z dzieciństwem. U mojej babci w podobnych słoiczkach znajdowała się konfitura malinowa, którą uwielbiam do tej pory. Okazało się jednak, że peeling znajduje się w plastikowym opakowaniu, które i tak na pewno do czegoś wykorzystam. Łatwo się otwiera, nie ma problemu z wydobyciem go do samego końca, trzeba tylko uważać, aby niedostała się do środka woda. Pojemność 300 g.

Zapach, konsystencja :
Zapach przyjemny, owocowy, wyczuwam mango z delikatną domieszką kokosa. Na ciele jak i w całej łazience utrzymuje się dość długo. Konsystencja wilgotna, cukier wymieszany z olejkami. Przyzwyczajona jestem do bardziej zwartej konsystencji w tym wypadku trzeba uważać, aby peeling nie spadł nam z dłoni. Należy brać mniejszą ilość i częściej dobierać.

Działanie :
Przed użyciem musimy peeling trochę wymieszać, ponieważ olejki wypływają na wierz, a drobinki cukru zostają na dole, później możemy przejść do zabiegu. Drobinek jest sporo i są ostre jak to w przypadku tego typu produktu, przyjemnie masują ciało. Efekt możemy sobie stopniować poprzez siłę nacisku, lubię mocne peelingowanie, przez co po spłukaniu moja skóra jest lekko zaróżowiona. Wtedy czuję, że zabieg jest naprawdę dobrze wykonany, ciało jest idealnie oczyszczone, a martwy naskórek usunięty. W przypadku tego peelingu nie muszę używać już żadnego masła czy balsamu, ponieważ olejki w nim zawarte nawilżają skórę przez co jest gładka i miękka.

Wydajność :
W moim przypadku cukrowe peelingi kończą się bardzo szybko, ten użyłam zaledwie 6 razy i widzę, że jeszcze na jeden oszczędny zabieg wystarczy.

Cena :
Około 14 zł.


Podsumowując :
Bardzo dobry peeling po którym nie trzeba używać już balsamu.


Pozdrawiam, Ala.

niedziela, 8 maja 2016

Olejek do masażu Migdały i Papaja, Alterra

Ostatnie dni były dla mnie dość nerwowe, ponieważ w piątek miałam kolejny egzamin praktyczny na prawo jazdy, na szczęście tym razem się udało, co z tego że za 3 razem, najważniejsze że jest i jeszcze trochę to będę mogła śmigać autkiem.
Dzisiaj przychodzę do Was z recenzją olejku do masażu, który kupiłam z myślą o włosach, ale wykorzystuję go również na ciało. Więcej o nim możecie przeczytać poniżej.


Co mówi producent ?


Skład :


Opakowanie :
Olejek otrzymujemy w szklanej butelce typu airless, trzeba uważać ponieważ jeśli z tłustych łapek wyślizgnęłaby się nam to byłaby katastrofa. Pompka działa bez zarzutu, nic się nie zacina, możemy panować nad ilością wydobywanego produktu. Dodatkowo buteleczka umieszczona jest w kartoniku na którym znajdziemy wszystkie potrzebne informacje. Szata graficzna przejrzysta, przyjemna dla oka. Pojemność 100 ml.

Zapach, konsystencja :
Olejek ma przyjemny, owocowy zapach, który długo utrzymuje się na ciele, a przy olejowaniu włosów wyczuwalny jest przez cały czas trzymania. Konsystencja jak to przystało na tego typu produkt, rzadka, oleista. 

Działanie :
Olejek kupowałam z myślą o nakładaniu na włosy i tak początkowo go użytkowałam. Na moje włosy za łopatki wystarczą 2-3 pompki, zwykle zostawiam go na około 2 godziny po czym myję głowę. Z usunięciem oleju nie mam żadnego problemu, nawet delikatny szampon daje radę. Po takim zabiegu włosy są dobrze nawilżone i miękkie. Przy regularnym stosowaniu ich stan się poprawia. 
Odkąd jestem w ciąży, a brzuszek rośnie coraz większy postanowiłam również stosować go właśnie na brzuch uda, aby dobrze nawilżyć skórę w tych partiach i liczyć na to, że rozstępy się nie pojawią. Olejek pozytywnie mnie zaskoczył, ponieważ dość szybko się wchłania i bardzo dobrze nawilża. Jednak moim zdaniem do masażu to on się nie nadaje, no chyba że nałożyłby go bardzo dużo, wtedy na pewno wchłaniałby się dłużej i masowanie ciała byłoby możliwe. 

Wydajność :
Olejku używam już dość długo początkowo tylko na włosy, teraz i na brzuszek i jeszcze trochę go zostało, także jest wydajny.

Cena :
Około 19-20 zł, czasem można go dorwać w promocji.


Podsumowując :
Dobry, niedrogi olejek który nadaje się do stosowania na ciało jak i również włosy.


Pozdrawiam, Ala.

poniedziałek, 2 maja 2016

Denko Luty, Marzec, Kwiecień 2016

Nie wiem czy zauważyliście, ale ostatnie zużycia jakie pojawiły się na blogu to były te ze stycznia. Potem zużywanie jakoś mi nie szło. Postanowiłam jednak dzisiaj wstawić denko z ostatnich trzech miesięcy, jak na tak długi czas powinno być tego więcej, no ale cóż.. nie wyszło. Miejmy nadzieję, że w kolejnych miesiącach będzie lepiej.


Jeśli jesteście ciekawi do dokładnie zużyłam to zapraszam do dalszego czytania.


Szampon do włosów Zielone Jabłko, Balea - dobrze oczyszczający szampon o cudownym zapachu kwaśnego jabłka. Nie plącze włosów i nawet jeśli nie nałożyłam po nim odżywki to świat się nie zawalił, wyglądały całkiem dobrze. [recenzja]
Odżywka do włosów Morela i Olejek migdałowy, Garnier Ultra Doux - odżywka jak odżywka, ułatwiała rozczesywanie i trochę nawilżała włosy, ale bez szału. Największym jej atutem jest śliczny, słodki zapach, który długo utrzymuje się na włosach. [recenzja]
Maska do włosów Siedmiu Sił, Kąpiel Agafii - bardzo dobra, niedroga maska. Przy regularnym stosowaniu stan włosów się poprawił, włosy wyglądały na zdrowsze. Początkowo obawiałam się, że 100 ml wystarczy mi tylko na 3-4 użycia, ale jednak miło mnie zaskoczyła, bo użyłam jej około 10 razy. [recenzja]


Żel pod prysznic Keep Cool, Isana - żel, który zna chyba każda z Was, prześliczne opakowanie z pandą mieści w sobie żel który pachnie prześlicznie żelkami. Prysznic z nim to czysta przyjemność, dobrze się pieni, myje jak należy, nie wysusza skóry a przy okazji mamy aromaterapie.
 Żel pod prysznic Róża i Brzoskwinia, Avon Naturals - mimo, że nie przepadam za zapachem róży w kosmetykach ten polubiłam. Żel dobrze się pieni, myje, nie przesusza skóry, ale trzeba użyć po nim jakiegoś nawilżacza. Mogłabym się doczepić do tego, że szybko się skończył . [recenzja]
Żel pod prysznic Andalusian bliss, Avon Senses - przyjemny, kremowy żel o zmysłowym zapachu, który nadawał się na zimne wieczory. Podobnie jak poprzednik dobrze oczyszczał, ale użycie balsamu jest mile widziane. W tym wypadku żel okazał się na prawdę wydajny, używałam go na myjkę i starczył na dłuższy czas.


Płyn micelarny, BeBeauty - bardzo dobry, tani micel. Używam go na przemiennie z Garnierem i chociaż może jest trochę słabszy bardzo go lubię i często po niego sięgam. Płyn dobrze radzi sobie z usuwaniem delikatnego makijażu oczu i twarzy, do mocniejszego makijaży np. eyelinera i tak używam dwufazówki. Butelka 400 ml wystarczyła mi na długi czas. 
Krem matujący intensywnie nawilżający, AA Hydro Algi - krem faktycznie dobrze nawilża, ale na większe zmatowienie nie mamy co liczyć. Jednak byłam z niego zadowolona, szybko się wchłaniał i dobrze współgrał z makijażem, podkład ładnie się rozprowadzał, a twarz wyglądała na zdrową. Dzięki kremowo-żelowej konsystencji był bardzo wydajny. [recenzja]
Tonik do twarzy Soft Touch, Synergen - kupiłam go kiedyś z ciekawości tym bardziej, że wcześniej nie miałam nic z tej firmy. Jednak średnio się polubiliśmy, po aplikacji wacikiem na twarz zaczynał się dziwnie pienić, twarz była po nim lepka, dopiero po wchłonięciu tej warstwy czuć było delikatne odświeżenie. Zużyłam bo nie lubię marnować kosmetyków, ale nigdy więcej nie kupię. 


Pasta oczyszczająca Liście Manuka, Ziaja - chyba najlepszy peeling jaki miałam, buźka po jej użyciu jest idealnie oczyszczona aż skrzypiąca, a zaskórniki zdecydowanie mniej widoczne. Jak dla mnie najlepiej sprawdza się używana na suchą skórę, wtedy zdecydowanie mocniej czuć drapania, ale i na zwilżonej się sprawdzi. [recenzja]
Nawilżający żel micelarny, BeBeauty - dobry żel, który nadaje się do demakijażu, dobrze usuwa podkład, puder czy róż, a nawet z delikatny makijaż oczu. Nawet jeśli dostanie się do oczu nic nie szczypie, nie piecze. Jedynym zdziwieniem dla mnie jest fakt, że żel się nie pieni, do tej pory byłam nauczona chociaż do delikatnej pianki. [recenzja]
Oczyszczająca maska do twarzy z Miodlą Indyjską, Himalaya - maseczka, którą trzeba nakładać z umiarem, przy grubszej warstwie niestety ale wyczuwalne jest mocne pieczenie. Ma charakterystyczny zapach, który nie każdemu podpasuje, ale efekt jaki daje czyli idealnie czysta buźka wynagradza ten aromat. Jak dla mnie jest to najlepsza, oczyszczająca maseczka jaką do tej pory miałam. [recenzja]


Płyny do soczewek B-Lens oraz Opti-Free - oba bardzo lubię, ten pierwszy kupuje zwykle dlatego że jest najtańszy, jednak kiedy na promocji jest ten drugi wtedy wybór pada na niego. Różnicy nie widzę, robią to do trzeba, czyli usuwają osady z soczewek oraz je nawilżają.
Cukrowy peeling do ciała Brzoskwinia i Mango, Tutti Frutti Farmona - jeśli chodzi o działanie peelingujące to naprawdę radzi sobie świetnie z usuwaniem martwego naskórka, zapach również przyjemny, owocowy. Jednak peeling zostawia na skórze okropną lepką warstwę parafiny, której nawet żel nie chce do końca usunąć. Miałam już kiedyś peeling cukrowy z tej firmy, ale nie zachowywał się tak jak ten. Nigdy więcej ! [recenzja]


Antybakteryjne chusteczki nawilżane, Cleanic - lubię mieć takie chusteczki w torebce, często się przydają, te jednak mocno czuć było alkoholem.
Płatki kosmetyczne Carea - zużyłam dwie paczki, są bardzo dobre, używam ich na przemiennie z tymi z Isany.
Bezbarwny lakier do paznokci Top Flex, Pierre Rene - lakier używałam kiedyś często, kiedy na paznokcie nie nakładałam kolorowych lakierów, ostatnio go znalazłam ale okazało się, że zaschnął, więc leci do śmieci.
Mezoteriapia Hydrobalans, Marion Spa - bez szału, skóra zamiast być nawilżona to była oblepiona, tłusta, nie zauważyłam żadnych pozytywów.


Odżywka po koloryzacji, Garnier - zużyłam je do emulgowania oleju. Zostały je mamie po farbowaniu, więc nie chciałam żeby się zmarnowały.

Uff, dobrnęłam końca. 

Podsumowując Luty, Marzec, Kwiecień :
Przybyło mi 35 kosmetyków.
Ubyło mi 20 kosmetyków.

Pozdrawiam, Ala.

niedziela, 1 maja 2016

Nowości Marzec i Kwiecień 2016

Mamy już pierwszy dzień maja, więc przyszła pora na post z nowościami. W zeszłym miesiącu nie ukazały się nowości marca, ponieważ wtedy miałam przerwę w blogowaniu, dlatego dzisiaj możecie zobaczyć co przybyło mi w przeciągu tych dwóch miesięcy. Od razu mówię, że nie ma tego dużo, także spokojnie.


Jak wiecie od czasu do czasu lubię coś zamówić z Avonu, najczęściej mój wybór pada na żele pod prysznic, w marcu skusiłam się na dwie sztuki z serii Avon Naturals a dokładnie Jagoda i Orchidea oraz Róża i Brzoskwinia w cenie 5 zł za sztukę. Dodatkowo skusiłam się na Utrwalający spray do makijażu, dużo dobrego o nim słyszałam więc postanowiłam wypróbować. Kosztował około 15 zł.


Żeli nigdy nie za mało, także w kolejnym katalogu zamówiłam dwa nowe zapachy Pure Oasis i Delightful Orchard w cenie 4,99 zł za sztukę. Pierwszy z zapachów jest bardzo świeży, idealny będzie na gorące dni, drugi zaś słodki, owocowy, który szybko mnie w sobie rozkochał.


Rossmanna odwiedzałam rzadziej niż w poprzednich miesiącach, ale i tak kilka kosmetyków powiększyło moją kolekcje, Przy jednej z wizyt była akurat wyprzedaż w szafie Maybelline i w cenie na do widzenia udało mi się kupić dwa podkłady Dream Matte Mousse za 11,99 zł oraz Fit Me ! za 9,89 zł oba chciałam przetestować już od dawna, ale cena regularna mnie trochę odstraszała. Do koszyka wpadła też Oliwkowa maska regenerująca z kwasem hialuronowym, Ziaja w cenie 0,99 zł.


Płyny do soczewek schodzą u mnie bardzo szybko, sama nie wiem czemu, czasami słyszę że duża butelka starcza na około 3 miesięcy, a mi na półtora, chyba coś robię źle. Akurat w promocji był Płyn do soczewek Opti-Free za około 30 zł, więc wrzuciłam go do koszyka. W cenie na do widzenia był również Krem-żel nawilżający Energy Touch z Kolastyny za około 6 zł, a że miałam go już wcześniej to długo się nie zastanawiałam.


Kolejnym Płynem do soczewek, który pojawił się w mojej łazience jest ReNu dla oczu wrażliwych, miałam wersję normalną i byłam średnio zadowolona, ale dam mu kolejną szansę, w promocji kosztował 27,99 zł. Do koszyka wpadła również Oczyszczająca maseczka wygładzająca z Bielendy za 2,99 zł.


Z racji promocji -49% na kosmetyki do makijażu w pierwszym tygodniu skusiłam się na Korektor Match Perfection z Rimmela za 16,31 zł oraz Fixer Powder z Wibo za 6,62 zł . O obu tych kosmetykach słyszałam wiele pozytywnych opinii, więc postanowiłam wypróbować na sobie.


W drugim tygodniu promocji kupiłam tylko to na co czaiłam się od dawna czyli Eyeliner w żelu z Maybelline, po odliczeniu rabatu zapłaciłam za niego 18,35 zł.


Po przejrzeniu swoich zapasów musiałam wybrać się na małe uzupełnienie braków, do koszyka wpadło Zapas wiosennego mydła, Isana za 2,99 zł, Tonik ogórkowy, Ziaja za 5,49 zł oraz Antyperspirant Active Shield, Rexona za 8,99 zł. Mam nadzieję, że produkty się sprawdzą, miałam kiedyś ten tonik, ale był wtedy jeszcze w starym opakowaniu i miło go wspominam.


Przy okazji zakupów wpadłam do małej drogerii i kupiłam Szampon Żeń-szeń, Herbal Care Farmona za 10,99 zł, Dopiero w domu doczytałam, że jest to produkt do włosów cienkich i delikatnych, a takich to nie mam, ale myślę że nie będzie źle i się polubimy.


Ostatnie nowości pochodzą z Urodzinowego numeru Cosmopolitana w cenie 6,99 zł otrzymałam gazetę, mleczko mineralne oraz peeling enzymatyczny z Perfecty, myślę że warto, tym bardziej że od dawna chciałam wypróbować jakiś peeling enzymatyczny, za mleczkami nie przepadam, ale również dam mu szansę.

Podsumowując : 
W marcu i kwietniu przybyło mi 21 kosmetyków, na zakupy wydałam 201,56 zł.

Pozdrawiam, Ala.